Ludzie w kinie krzyczeli “dosyć!”. Po tym filmie z PRL-u domagano się zmiany prawa
Quentin Tarantino nie mógł wyjść z podziwu dla Krzysztofa Kieślowskiego, któremu w ciągu roku udało się nakręcić dziesięć filmów. Choć były one osadzone w trudnych realiach PRL-u w Polsce, współscenarzysta i najbliższy współpracownik reżysera Krzysztof Piesiewicz zauważył, że nie trzeba było znać polskiego prawa, by zrozumieć przekaz tych dzieł. Dzieł, bo “Dekalog” przeszedł do historii kina, zachwycając i wstrząsając widownię całego świata, a nie tylko rodaków. Jednak jedna z produkcji z tej serii wpłynęła nie tylko na świat filmu, ale mówi się, że i na prawo. Poznajcie historię “Krótkiego filmu o zabijaniu”.
“Dekalog” Krzysztofa Kieślowskiego i Krzysztofa Piesiewicza. Co to jest?
Zanim zaczniemy opowieść o piątym filmie z serii “Dekalog”, opowiemy o tym, czym właściwie jest tej projekt. Jak sama nazwa wskazuje, nawiązuje on do dziesięciu przykazań i każdy z dziesięciu filmów jest współczesnym rozważaniem konkretnego podpunktu. Współczesnym PRL-owi, bo filmy powstawały w latach 80. “W kraju panował chaos i bałagan [...]. Napięcie, poczucie bezsensu i pogarszających się czasów było wyczuwalne. [...] Miałem dojmujące wrażenie, że coraz częściej oglądam ludzi, którzy nie bardzo wiedzą, po co żyją. Pomyślałem więc, że Piesiewicz ma rację, choć to bardzo trudne zadanie. Trzeba nakręcić dekalog” - czytamy słowa Kieślowskiego w książce Katarzyny Surmiak-Domańskiej pt. “Kieślowski. Zbliżenie”.
Prace scenariuszowe trwały około roku. W rozmowie z Mikołajem Jazdonem Krzysztof Piesiewicz stwierdził, że było to 10 miesięcy. Nagrania trwały rok, więc to naprawdę ekspresowy czas na stworzenie 10 filmów, czym zachwycał się sam Tarantino. Najpierw na TVP pojawił się “Dekalog X” (czerwiec, 1989 rok), a następnie “Dekalog I” (grudzień, 1989 rok). Kolejne części od II-XI wychodziły co tydzień przez maj i czerwiec 1990 roku. Na festiwalach filmowych produkcje swoje premiery miały nawet dwa lata wcześniej.
“Dekalog” to jedno z najważniejszych osiągnięć w karierach Kieślowskiego i Piesiewicza. Cykl otrzymał nagrodę FIPRESCI oraz nagrodę Young Cinema na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji, a na Festiwalu Filmowym w San Sebastián został uhonorowany nagrodą Międzynarodowej Organizacji Katolickiej ds. Filmu. Przekaz “Dekalogu” docenił też sam Watykan, umieszczając serię na swojej liście 15. filmów o szczególnym przesłaniu moralnym.
“Krótki film o zabijaniu” wywołał szok
Choć każda część “Dekalogu” zmusza widza do myślenia, to największą dyskusję wywołał “Dekalog V”, znany też pod tytułem “Krótki film o zabijaniu”. Jak już możecie się domyślić, oparty jest na piątym przykazaniu, które mówi “Nie zabijaj”. Produkcja opowiada o dwudziestoletnim Jacku, który brutalnie zabija taksówkarza. Po zdarzeniu wsiada do samochodu zmarłego mężczyzny, zjada jego kanapkę i jakby nic się nie stało, odjeżdża. Zaprasza do auta kobietę, która mu się podoba, nie przejmując się szczególnie tym, co zrobił.
Fabuła filmu nie opiera się jednak na szukaniu mordercy, jak w standardowym kryminale, a na jego wyroku. W latach 80. w Polsce obowiązuje kara śmierci i taką właśnie dostaje Jacek, co załamuje jego obrońcę - Piotra. Później dowiadujemy się, co wpłynęło na zachowanie dwudziestolatka. Choć brutalnego zabójstwa nie da się niczym wyjaśnić, poznajemy młodego bohatera z nieco innej strony. Niestety Jacek kary nie uniknie, a przy jego ostatnich chwilach będzie trwał zrozpaczony adwokat Piotr.
Kieślowski i Piesiewicz nie szczędzili w filmie mocnych scen. “Podczas pokazu filmu w Cannes, gdy wyświetlana była scena zabójstwa kierowcy taksówki, widzowie zaczęli krzyczeć: “Dosyć! Dosyć!”. A na koniec zgotowali Kieślowskiemu gorącą pięciominutową owację… Wiem, dlaczego krzyczeli. W co drugim filmie oglądają zabijanie na niby, a tu zobaczyli coś na serio, jakby stanęli z boku (...)” - mówił Piesiewicz w rozmowie z Mikołajem Jazdonem. Ale bohaterem filmu jest nie tylko młody zabójca ze skrzywioną traumą moralnością, ale i adwokat, który nie zgadza się z istnieniem kary śmierci.
Czy “Krótki film o zabijaniu” zmienił polskie prawo?
”Krótki film o zabijaniu” wywołał ogromną dyskusję na temat istnienia kary śmierci w Polsce, ale i w ogóle. Gdy w 1998 roku przestała obowiązywać w naszym kraju, wielu twierdziło, że to zasługa również Kieślowskiego, Piesiewicza i ich filmu. Sam Piesiewicz pytany o to łączenie zniesienia kary śmierci w Polsce z filmem w rozmowie z Mikołajem Jazdonem mówi:
“Zawsze byłem przeciwnikiem kary śmierci. Mówiłem już, że mam za sobą kilkanaście spraw [Krzysztof Piesiewicz jest prawnikiem i oprócz pisania scenariuszy z Kieślowskim, pracował również w zwodzie przyp. red], w których żądano kary śmierci. Chodzenie do więzienia zawsze dostarczało mocnych przeżyć. Zawsze wiedziałem, że cały system wymiaru tak zwanej sprawiedliwości musi ewoluować. (...) bardzo często idąc na widzenie, byłem pewny, że osoba, z którą się spotykam, powinna być już na wolności, ponieważ wszystko zrozumiała i odcierpiała. Załamało się jej całe życie i w tym momencie powinna zostać wypuszczona. Trzymanie takiej osoby w więzieniu oznacza tak naprawdę zaspokojenie naszej żądzy odwetu, jej upokorzenie”. Krzysztof Piesiewicz uznał, że w pewnym momencie dalszy pobyt w więzieniu wiąże się już z degradacją, a sama kara powinna polegać na “restytucji, naprawieniu szkody”, a już samo pozbawianie wolności powinno być rozważnie miarkowane.
Ostatnią osobą, na której wykonano wyrok śmierci w Polsce, był Andrzej Czabański. Mężczyźnie odebrano życie w 1988 roku, w tym samym, w którym premierę miał film Kieślowskiego i Piesiewicza. Oficjalnie karę śmierci w naszym kraju zniesiono w 1998 roku. Od 1988 do tego czasu wciąż zapadały wyroki nakazujące odebranie życia sprawcy, jednak nie były już wykonywane.
Źródło: Radio ZET/”Kieślowski. Od "Bez końca" do końca” Mikołaj Jazdon, Krzysztof Piesiewicz/ Wikipedia