Kulisy nowej „Lalki”. Producent ujawnił budżet, czas premiery i co myśli o wersji Netflixa
W rozmowie z Lucyną Płużyczką z Radia ZET producent nowej kinowej wersji „Lalki”, Radosław Drabik, zdradził kulisy powstania produkcji. Przeczytaj wywiad poniżej.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są powody realizacji kolejnej ekranizacji 'Lalki'?
- Jaki jest artystyczny zamysł nowej wersji 'Lalki'?
- Jaki jest przybliżony budżet i czas premiery?
- Jakie wyzwania stoją przed twórcami nowej ekranizacji 'Lalki'?
Kulisy powstania „Lalki”. Wyjaśnia producent Radosław Drabik
- Chcemy zrobić mądry, jakościowy film, który zostanie z Polakami na lata - mówi Radiu ZET producent nowej kinowej wersji "Lalki" Radosław Drabik. Zdjęcia do kolejnej ekranizacji powieści Bolesława Prusa ruszyły 22 lipca w Warszawie. Film reżyseruje twórca "Niebezpiecznych dżentelmenów" Maciej Kawalski, a autorem zdjęć jest Piotr Sobociński jr.
Obsada jest gwiazdorska: Stanisława Wokulskiego gra Marcin Dorociński, a Izabelę Łęcką, znana m.in. z roli Jagny w filmie "Chłopi", Kamila Urzędowska. Po 15 latach przerwy na ekranie zobaczymy też Marka Kondrata, który wcieli się w postać subiekta Rzeckiego.
W filmie grają także m.in. Maja Komorowska, Agata Kulesza i Andrzej Seweryn. Zdjęcia mają potrwać pół roku. Budżet filmu wynosi ok. 50 mln zł. Premiera jest planowana na jesień przyszłego roku lub na Walentynki 2027 roku. Producentem filmu jest Gigant Films.
Równocześnie, na zlecenie „Netflixa”, powstaje druga, serialowa odsłona "Lalki" w reżyserii Pawła Maślony, w której główne role grają Sandra Drzymalska i Tomasz Schuchardt.
Quiz: Poznasz kultowy film z PRL po kadrze? Młodzież przegra na 4. Pytaniu
Rozmowa z producentem nowej super produkcji. „Byliśmy przygotowani na plan B”
Z Radosławem Drabikiem, producentem kinowej wersji "Lalki” rozmawia Lucyna Płużyczka.
- Dlaczego właśnie "Lalka"? Co skłoniło pana do zrealizowania kolejnej filmowej wersji powieści Bolesława Prusa?
- Pomyślałem sobie jakiś czas temu, w po-pandemicznych czasach, kiedy sytuacja kin się pogorszyła, a widownia została w domach, że chciałbym zrobić coś co znowu przyciągnie do kin miliony Polaków i da im wspólne doświadczenia. Przed pandemią moje filmy takie jak seria "Planeta singli" i "Juliusz" zapełniały kina. To było wspaniałe uczucie.
Jeśli ktoś wychował się na kinie i zawsze chciał robić filmy, to duży ekran, możliwość dzielenie się historią, jest czymś bardzo ważnym, jest wielką motywacją. A ponieważ większość filmów realizuję bez żadnych pomocy i dotacji, to wiedziałem, że, żeby wyciągnąć widzów z domów, trzeba dostarczyć im coś, co będzie warte wydania kilkudziesięciu złotych na bilet, że musi to być coś spektakularnego.
Dodatkowo – moja córka, Oliwia, przygotowywała się do matury, kilka lektur obijało mi się wtedy o uszy i stwierdziłem, że „Lalka” spełnia te wymogi. Jest najlepszą, największą polską powieścią, każdy powinien ją znać, każdy powinien ją przeczytać, a jednocześnie jest to materiał o niesamowitym potencjale filmowym.
Uznałem, że jeśli będę wystarczająco odważny, jeśli uda mi się skompletować najlepszy zespół twórców i największe gwiazdy polskiego kina, to wspólnie wykreujemy energię, która, pozwoli nam zobaczyć "Lalkę" na dużym ekranie kilkadziesiąt lat po premierze wersji Jerzego Hasa.
- A jaka będzie wasza "Lalka"? Jaki jest artystyczny zamysł tej ekranizacji? Będzie klasycznie czy bardziej nowocześnie?
- Chcemy przedstawić ją klasycznie, ale bez bojaźni i ze współczesną energią. Chcemy dać widzom przede wszystkim mądrą rozrywkę. Zależy nam na to, żeby to było bardzo wierne odwzorowanie tamtych czasów i przekroju społeczeństwa, ale również zrozumienia motywacji głównych bohaterów. Nie zabraknie także humoru – niektóre wątki w „Lalce” są z natury lekkie, czasem nawet komiczne i tego u nas nie zabraknie. Chcemy żeby ten film został z Polakami na lata, żeby chętnie do niego wracali.
- Waszej realizacji towarzyszą ogromne emocje. Oczekiwania są wielkie, bo równolegle powstaje serial dla Netflixa, ale przede wszystkim będziecie się mierzyć z legendarnymi ekranizacjami - wspomnianą już wersją pełnometrażową Jerzego Hasa z 1968 r. i z serialem Ryszarda Bera z 1978 r. Czy w związku z tym, wy jako twórcy, czujecie presję?
- Tak, czujemy, ale też z całym zespołem: reżyserem Maćkiem Kawalskim, współscenarzystą Łukaszem Światowcem i z operatorem Piotrem Sobociński juniorem, wiemy z czym się mierzymy.
Jesteśmy świadomi wyzwań, które przed nami stoją. Kolejne ważne ogniwa tej produkcji to Kasia Lewińska z Tomaszem Ossolińskim, którzy odpowiadają za kostiumy oraz scenografowie: Katarzyna Sobańska i Marcel Sławiński. Do tego zespół gwiazd. Nie chcę się przechwalać, ale chyba będzie to najbardziej gwiazdorski film w historii polskiego kina. Marcin Dorociński w roli Stanisława Wokulskiego, Kamila Urzędowska jako Izabela Łęcka i Marek Kondrat w roli Rzeckiego. W obsadzie są też m.in. Maja Komorowska, Agata Kulesza i Andrzej Seweryn. Także w drugo-, a nawet w trzecioplanowych rolach wystąpią znakomici aktorzy, co tylko podkreśla rangę tego projektu.
To wszystko dodaje nam odwagi. Wiemy, że to nie jest zwykły film, tylko to produkcja, która będzie oglądana przez kolejne 30-40 lat. Aż do czasu gdy dla następnych pokoleń ktoś zrobi kolejną ekranizację "Lalki". Odpowiedzialność jest więc ogromna, ale jednocześnie czujemy mnóstwo radości i energii, które nas napędzają.
Jedyne przy czym szczerze cierpimy, to jest to, żeby w 2,5 godzinnym filmie zawrzeć samą esencję. To jest niezwykły wyczyn, bo oczywiście wielu wątków będzie brakowało, ale myślę, że ten film (podobnie jak film Hasa) da wspaniałą energię milionom Polaków, zachęci ich żeby wrócili do lektury "Lalki" albo przeczytali tę książkę po raz pierwszy. Chcemy zrobić mądrą, jakościową rozrywkę.
- Wasza obsada robi ogromne wrażenie. Czy od samego początku Marcin Dorociński, Kamila Urzędowska i Marek Kondrat byli typowani do głównych ról, czy może rozważaliście inne kandydatury?
- Byliśmy przygotowani na plan B, a nawet C, ale obsadzenie Marcina Dorocińskiego było moim marzeniem od początku, od kiedy tylko pomyślałem o tej ekranizacji. Jego talent, przebieg jego kariery, aktualna pozycja zawodowa, a także silna, dojrzała osobowość no i nie ukrywajmy - wygląd, sprawiają, że wg mnie, nie ma dziś w Polsce lepszego kandydata do tej roli.
Jeśli chodzi o Kamilą Urzędowską, to też od razu czułem, że to odpowiednia osoba do roli Łęckiej. Oczywiście przeprowadziliśmy próby, sprawdziliśmy „chemię” między bohaterami. Ale byłem przekonany, że jej osobowość i typ urody idealnie pasują do tej postaci. Natomiast największą niespodzianką i jednocześnie spełnieniem moich producenckich marzeń jest obecność Marka Kondrata w tej produkcji. To bez wątpienia jedno z największych osiągnięć w mojej karierze producenta filmowego.
- Trudno było go panu przekonać do powrotu do świata filmu po 15 latach przerwy? Jak się to panu udało?
- Nie chcę o tym zbyt wiele mówić, bo to był szereg czynników: i projekt, i zaangażowane osoby, i tekst, ale najbardziej emocjonalnym i wzruszającym elementem całej układanki było to, że jego ojciec - Tadeusz Kondrat - grał w ekranizacji Hasa rolę Szlangbauma. Myślę, że jest to piękna klamra historii. A tak czysto po ludzku, Marek Kondrat jest tak wspaniałym człowiekiem, przyjacielem i kolegą, że jestem w nim zakochany. Czego można chcieć więcej robiąc film w Polsce.
- A jak Marcin Dorociński zareagował na propozycję zagrania Wokulskiego?
- Entuzjastycznie. Marcin jest wspaniałym aktorem, który jest też bardzo zajęty, więc rozmowy chwilę trwały, ale od początku był „na tak”. Gdy ogłosiliśmy, że to on zagra Wokulskiego pojawiły się sceptyczne głosy, że jest zbyt atrakcyjny do tej roli, że trudno sobie wyobrazić, żeby jakakolwiek kobieta mu się oparła. Ale jeśli ktoś dobrze wczyta się w książkę, to wie, że Wokulski był atrakcyjny, postawny i dosyć przystojny.
Od początku chciałem żeby ta produkcja była atrakcyjna wizualnie, także jeśli chodzi o aktorów, zależało mi na tym żeby bohaterowie tego filmu byli sexy. Ponadto Marcin już wcześniej pracował z reżyserem Maćkiem Kawalskim przy „Niebezpiecznych dżentelmenach”, więc miał poczucie bezpieczeństwa i zaufania do tej współpracy. No a poza tym, kto nie chciałby zagrać Wokulskiego w dużym kinowym filmie?
Oczywiście zarówno Marcinowi jak i Kamili życzę jeszcze wielu innych wspaniałych ról, ale jako producent muszę powiedzieć egoistycznie, że marzę, żeby to były ich życiowe role.
- Co skłoniło pana żeby to właśnie Maciejowi Kawalskiemu powierzyć reżyserię filmu?
- Znamy się od wielu lat. Bardzo go cenię jako człowieka i przyjaciela. Maciek ma wykształcenie lekarskie, ale jest też bardzo zdolnym twórcą. Mieliśmy już szansę realizować wspólny projekt, Maciek wyreżyserował jeden z odcinków „Planety Singli: 8 historii” i efekt był bardzo dobry. Świetnie poradził sobie także w swoim debiucie fabularnym pt: „Niebezpieczni dżentelmeni”.
Byłem zauroczony tym jak poprowadził tę historię i jak ją zrealizował. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że ma predyspozycje, żeby zostać reżyserem i współscenarzystą „Lalki". Od pierwszego naszego spotkania mówimy tym samym językiem, więc współpraca układa się wspaniale. Ja uprawiam kino producenckie, bardzo dbam o wizję, i o to żeby projekt spełniał wysokie oczekiwania widzów, a Maciek i cała ekipa, pomagają mi utrzymać kierunek tworzenia bardzo jakościowego kina, ale jednocześnie dostępnego dla szerszej publiczności.
- Wielkie poruszenie wywołał nabór statystów do "Lalki". Na casting zgłosiło się mnóstwo ludzi, wie pan ilu dokładnie?
- Konkretnej liczby nie znam, ale zainteresowanie przerosło nasze oczekiwania. Ludzie czekali w trzygodzinnej kolejce. A wymagania były bardzo restrykcyjne: naturalny wygląd, brak tatuaży, współczesnych fryzur, hybryd, doklejanych rzęs i dyspozycyjność. Ostatecznie wybraliśmy ok. 150 osób, ale niewykluczone, że do tej grupy ktoś jeszcze dołączy. Wiele osób cały czas do nas pisze, że chciałoby choć przez chwilę pojawić się na ekranie. Niestety nie jesteśmy w stanie wszystkim dać takiej możliwości, ale taki odzew jest dla nas ogromnie budujący i pokazuje jak ważną i wartościową lekturą dla Polaków jest "Lalka".
- Zdjęcia ruszyły 22 lipca i mają potrwać do połowy grudnia. Gdzie będą realizowane?
- W Warszawie, w pałacach pod Warszawą, m.in. w Nieborowie oraz we Wrocławiu. W Warszawie oczywiście wykorzystamy lokalizacje znane z książki: Krakowskie Przedmieście, Aleje Ujazdowskie, Łazienki. Mamy zgodę władz miasta na wprowadzenie wielu elementów scenograficznych, będziemy m.in. trochę pracowali nad nawierzchniami. Zespół scenografów liczy ok. 10 osób i dba o najdrobniejsze szczegóły.
Nie ukrywam, że później, w postprodukcji, będziemy się wspierali efektami komputerowymi, bo niektórych rzeczy nie da się już odtworzyć. Mam jednak nadzieję, że nie będzie to widoczne na ekranie. Zależy nam na jak największej autentyczności. Będziemy też częściowo, na czas zdjęć, zamykali ulice, ale mam nadzieję, że nie będzie to zbyt uciążliwe dla mieszkańców.
Marcin Dorociński
- Ogromnym wyzwaniem musi być przygotowanie kostiumów do filmu, jak już wspominaliśmy pracują nad tym Katarzyna Lewińska i Tomasz Ossoliński. Jak to wygląda?
- Oni oboje są wspaniali. Za każdym razem kiedy odwiedzam atelier Tomka jestem wzruszony. Wszystko jest przygotowywane pod aktorów. Kostiumy są szyte pod każdą ważną rolę, ale również część strojów z epoki wypożyczamy z Włoch, z firmy Tirelli – jednej z najsłynniejszych firm kostiumowych w Europie. To są wspaniałe, drogie, ornamentowe, przepiękne rzeczy. Bardzo dbamy o detale. Wszystko było dokładnie rozplanowywane już podczas szkicowaniu projektu. Także zobaczymy na ekranie igłę, nitkę i koronki.
- Równocześnie powstaje serialowa wersja "Lalki" dla Netflixa, zdjęcia do tej produkcji już trwają. Jak pan zareagował na tę wiadomość?
- Raz na jakiś czas zdarza się, że jeden projekt jest rozwijany przez dwie ekipy jednocześnie. Chciałbym, żeby były to dwie uzupełniające się produkcje, żeby obydwie były wspaniałe i jakościowe. Nie wiem i nie mogę się wypowiadać o charakterze i tonie, w jakim będzie realizowany serial Netflixa, natomiast wiem, że nasz film będzie na tyle atrakcyjny, że jeśli rozbudzi jakikolwiek głód w Polakach, to może będą chcieli zobaczyć również serial, albo odwrotnie.
- Jaki jest budżet filmu?
- Bardzo chciałbym żeby utrzymał się na poziomie ok. 50 milionów złotych. To bardzo dużo, ale nie da się zrobić kostiumowego, historycznego kina taniej. Na pewno produkcja wymaga też pewnych rezerw. Ale "Lalkę" mam szansę robić jeden raz w życiu i chciałbym czuć się komfortowo. Nie chciałbym też zawieść widzów efektem na ekranie i półśrodkami. Wszystko musi być na najwyższym poziomie, a to wymaga bardzo dużych nakładów finansowych.
- Kiedy będziemy mogli obejrzeć już gotowy film?
- Marzę żeby premiera odbyła się późną jesienią 2026 roku lub na Walentynki 2027.
- Czego wam życzyć na tym etapie?
- Wspaniałej pogody! (śmiech) Szczególnie zimą w Warszawie, bo wiadomo, że z tym jest kłopot. Myślę, że warszawiacy jeśli gdzieś zobaczą śnieg w tym roku, to najprawdopodobniej będzie to plan naszej "Lalki". Ale przede wszystkim życzymy sobie, żeby wszystko szło gładko i żeby udało się stworzyć film, który zostanie z nami na lata.
Źródło: Radio ZET