Po śmierci przyznano mu Złotego Fryderyka. Nazwa zespołu widnieje na nagrobku

4 min. czytania
27.11.2024 12:32
Obserwuj nas na Google

Drugi wspólny koncert zagrali w szpitalu psychiatrycznym na oddziale dla młodych narkomanów. Mieli talent, pomysł i pasję, ale czegoś im brakowało. Do momentu, aż dołączyła do nich Kora i wypełniła brakujący element. Nie był to jednak jej pomysł, nie szukała zespołu. Wszystko to za sprawą Marka Jackowskiego, jednej z ważniejszych postaci dla polskiej sceny rockowej i muzyki z okresu PRL. To właśnie on zrewolucjonizował rodzimą scenę rockową i to dzięki niemu możemy dziś bawić się i wzruszać do takich hitów jak “Kocham cię, kochanie moje”, “Boskie Buenos” czy “Szare miraże”. Maanam na nawet wyryte na nagrobku. 

Marek Jackowski na scenie
fot. 29.02.1996 Warszawa , koncert zespolu Maanam w klubie Dekadent . Marek Jackowski . Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl

Marek Jackowski i historia Maanamu 

Jackowski urodził się 11 grudnia 1946 roku w Starym Olsztynie na Warmii, a dorastał w Łęgajnach. Po dzieciństwie spędzonym wśród lasów i jezior wyprowadził się do Łodzi, by studiować tam filologię angielską. W czasie studiów przeprowadził się do Krakowa, a naukę skończył już na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jego wielką pasją była muzyka, z którą przygodę rozpoczął już w liceum. Na studiach kontynuował naukę gry na gitarze i tworzenia muzyki wiążąc się z różnymi, młodzieńczymi formatami. 

Kraków otworzył Jackowskiemu muzyczne wrota. Nawiązał współpracę z Piwnicą pod Baranami, gdzie występował z grupą Anwa, która nagrała dwa albumy z Markiem Grechutą i z nim koncertowała. Tam też poznał Olgę Ostrowską, którą poślubił na początku lat 70. Olgę znacie pewnie lepiej pod pseudonimem Kora. Młode małżeństwo, zamiast przeżywać najlepsze pierwsze lata jako rodzina, borykało się z poważnymi problemami finansowymi. Mieli też syna, więc musieli zrobić wszystko, by zmienić swoją sytuację. Wyprowadzili się do Warszawy w poszukiwaniu lepszego życia. 

Marek Jackowski jako anglista i muzyk pracował w anglojęzycznym magazynie “Jazz Forum”. To poprawiło sytuację finansową rodziny, jednak mając małe dziecko Jackowscy nie mogli pozwolić sobie na życie “na styk”. Mąż Kory zaczął więc szukać zespołu, w którym mógłby dorobić i tak znajomi wskazali mu Milo Kurtisa. Okazało się to strzałem w dziesiątkę.

 

“Gdy Marek do mnie zadzwonił, zapytałem go, kiedy robimy próbę, a on mi odpowiedział: "Co ty, Milo, przecież ja wiem, jak ty grasz! I co ty umiesz" — wspomina Kurtis. — Wiedzieliśmy o sobie nawzajem jako muzycy. "Gramy koncert pojutrze", zakomunikował mi. Pierwszy raz wystąpiliśmy wspólnie w jakimś klubie studenckim w Warszawie. Jeden z kolejnych odbył się w szpitalu psychiatrycznym na oddziale dla młodocianych narkomanów w Garwolinie” - czytamy wspomnienia Milo Kurtisa w książce Anny Kamińskiej "Marek Jackowski. Głośniej!".

To nie był jeszcze Maanam, a duet Sensacyjna Grupa Okazjonalna, który zmienił się potem na M&M. Niestety Polacy w okresie PRL-u nie znali zbyt dobrze języka angielskiego, dlatego nie wiedzieli, jak przeczytać tę nazwę. Panowie zdecydowali się więc zapisać swoją nazwę fonetycznie, po kilku poprawkach uznali, że Maanam brzmi chwytliwie i jest proste do zapamiętania. Było więc dwóch utalentowanych muzyków rwących się do eksperymentowania z muzyką orientalną i rockiem, dobra nazwa, ale brakowało jeszcze jednego. Wokalisty lub wokalistki. 

Marek Jackowski i Kora w Maanam 

Za mikrofonem stawali zazwyczaj Milo Kurtis i Marek Jackowski, ale panowie wiedzieli, że to nie jest jeszcze to. Woleli skupić się na samych instrumentach, dlatego postanowili poszukać kogoś, kto będzie dla nich śpiewał. Jackowski pomyślał, by zaangażować do Maanamu żonę. "Do śpiewania tak naprawdę zachęcił mnie Marek — powie Kora — czyli to była propozycja osobista, bardzo prywatna, i gdyby nie Marek, który miał cierpliwość tolerowania tych moich pierwocin i gdzieś widział coś więcej poza tym, ten potencjał, który we mnie był, to pewnie bym nie śpiewała i nie byłabym tym, kim jestem" - mówiła po latach wokalistka, a jej słowa zostały zacytowane w książce "Marek Jackowski. Głośniej!".

Oglądaj

“Kiedy do Maanamu dołączyła Kora, w busie słychać było zawsze ją, a nie Marka, mimo że to on był motorem wszystkiego w zespole, robił muzykę, występował i organizował koncerty — wspomina Dominik Kuta. — Kora się świetnie bawiła, a Marek nie brał udziału w życiu towarzyskim, w ogóle nie pamiętam go balangującego, odpowiadał za wszystko, trzymał dystans i zasuwał. Wszyscy żyliśmy z tych koncertów, ale pracowaliśmy okropnie dużo kosztem zdrowia, higieny czy snu. To, co zarabialiśmy, to nie były wielkie pieniądze, ale dało się z tego żyć, a na pewno im z Korą, tym bardziej że Marek nie był rozrzutny” - wspominał Milo Kurtis. 

Jackowscy byli jak ogień i woda. Kora energiczna, wzburzona, o ogromnej potrzebie wyrażania siebie. Marek miał być spokojniejszy, wręcz małomówny. Ich małżeństwo było burzliwe - i jedno, i drugie miało problemy z wiernością. Choć się rozwiedli, to dalej tworzyli razem Maanam. Tworzyli w PRL-u zupełnie innego rocka, niż wszyscy inni. Melodyjny, poetyczny z orientalnymi akcentami i kobietą na scenie, bo w tamtych czasach panie wybierały nieco inny rodzaj muzyki. 

Quiz: Quiz dla fanów polskiego rocka. To Maanam, Bajm czy Hey? Celem 15/15

1/15 Dokończ fragment utworu: „Świat wypadł z moich rąk, jakoś tak nie jest mi nawet…”

Kora była frontmanką, to ona prowadziła na koncertach i zagrzewała publikę do zabawy. Liderem jednak był Jackowski. On był głową i sercem grupy podczas najważniejszego procesu - tworzenia. Pełnił tę funkcję do czasu rozwiązania zespołu, czyli do 31 grudnia 2008. Wydawał też solowe albumy, współpracował z innymi zespołami i muzykami. Ostatnią współpracę nawiązał z zespołem Plateau przy okazji albumu “Projekt Grechuta” z 2011 roku. To właśnie z Plateau Jackowski zagrał 17 marca 2013 we Wrocławiu swój ostatni koncert. 18 maja 2013 roku zmarł na zawał serca. Został pochowany dzień później w San Marco, wsi w południowych Włoszech, gdzie mieszkał z żoną od 2007 roku. Kilka miesięcy później, bo 14 sierpnia spoczął na cmentarzu w Zakopanem. Na niszy cmentarnej widnieje napis: “Marek Jackowski 11.12.1946-18.05.2013. Założyciel zespołu Maanam” oraz cytat z jednej z jego piosenek: “Oprócz błękitnego nieba, nic mi więcej nie potrzeba”.

W 2014 roku pośmiertnie przyznano mu nagrodę Złoty Fryderyk za całokształt twórczości.

Źródło: Radio ZET/ Wikipedia/"Marek Jackowski. Głośniej!" Anna Kamińska Wydawnictwo Literackie