„Najpiękniejszy chłopiec świata" nie żyje. Aktor miał 70 lat
Zmarł Björn Andrésen. To szwedzki aktor, pianista i kompozytor, który zdobył światową popularność dzięki roli Tadzia w filmie „Śmierć w Wenecji”. Od lat nazywany „najpiękniejszym chłopcem świata". Artysta miał 70 lat.
Nie żyje „najpiękniejszy chłopiec świata"
Media obiegła smutna wiadomość – nie żyje Björn Andrésen, szwedzki aktor, muzyk i kompozytor. Artysta zmarł w wieku 70 lat. Informację o jego odejściu przekazał Kristian Petri, współreżyser dokumentu „Najpiękniejszy chłopiec świata”, a wieść tę potwierdziły szwedzkie media. Nie ujawniono przyczyny śmierci.
Björn Andrésen od lat prowadził spokojne życie, z dala od rozgłosu i mediów. Po ogromnym sukcesie filmu „Śmierć w Wenecji”, który przyniósł mu międzynarodową sławę, przez pewien czas był jedną z największych gwiazd młodego pokolenia. Stał się ikoną urody, pracował jako model, miał tłumy wielbicielek. Z biegiem lat wycofał się jednak z życia publicznego i starał się zdystansować od wizerunku stworzonego przez Luchina Viscontiego oraz doświadczeń z planu filmu, które sam wspominał jako trudne.
Kariera Björna Andrésena
Björn Andrésen zyskał status ikony kina dzięki roli Tadzia w filmie „Śmierć w Wenecji” w reżyserii Luchina Viscontiego. To właśnie Visconti określił go mianem „najpiękniejszego chłopca świata”. Choć rola przyniosła mu międzynarodową sławę, sam aktor po latach przyznał, że udział w tym filmie miał dla niego bardzo negatywne konsekwencje.
W dokumencie poświęconym swojemu życiu Andrésen nazwał Viscontiego „kulturowym drapieżnikiem, gotowym poświęcić wszystko i wszystkich dla sztuki”. Przez wiele lat uważał, że aktorstwo nie było jego świadomym wyborem, lecz narzuconą mu rolą wraz z etykietą „najpiękniejszego chłopca świata”. Dopiero po sześćdziesiątce pogodził się ze sobą i z losem, jaki spotkał go w młodości, gdy miał zaledwie 15 lat.
Po latach przerwy powrócił na moment do międzynarodowego kina, występując w horrorze Ariego Astera „Midsommar. W biały dzień”. Zagrał tam postać, która oddaje życie w rytuale – co, jak przyznawał, było spełnieniem jego młodzieńczych marzeń o roli w filmie grozy, w którym mógłby „zginąć” na ekranie. Poza aktorstwem Björn Andrésen był także uznanym pianistą i muzykiem. Występował regularnie z zespołem tanecznym Sven Erics, dając liczne koncerty i zachwycając publiczność swoim muzycznym talentem.
Źródło: Radio ZET