David Kushner: "Sukces przyniósł mi wiele błogosławieństw" [WYWIAD]
David Kushner to amerykański wokalista, który podbija serca fanów na całym świecie. Jego melancholijne utwory i mocny, głęboki wokal poruszają najczulsze struny w duszach odbiorców. W rozmowie z RadioZET.pl artysta opowiedział o swoim sukcesie, karierze oraz duchowości. David Kushner skomentował także swój występ na Torwarze. Czy polscy fani spełnili jego oczekiwania?
- David Kushner to amerykański muzyk oraz piosenkarz.
- Artysta zasłynął dzięki hitowi "Daylight".
- Obecnie David Kushner promuje swój trzeci album.
Kim jest David Kushner?
David Kushner to amerykański wokalista i autor piosenek, który zdobył popularność dzięki charakterystycznemu, melancholijnemu brzmieniu i emocjonalnym tekstom. Jego utwory, takie jak "Daylight", szybko podbiły platformy streamingowe, przyciągając słuchaczy głębokim, przejmującym wokalem. Inspirując się folkowym i alternatywnym brzmieniem, Kushner tworzy muzykę pełną autentyczności i introspekcji, czym zyskał sobie wierne grono fanów na całym świecie.
Quiz: To sportowiec, aktor czy piosenkarz? Nie masz szans na 100%
David Kushner przeżył chwile smutku
Weronika Paliczka: Czy jest moment w Twoim życiu, który szczególnie ukształtował Cię jako artystę?
David Kushner: - Tak, na pewno. Powiedziałbym, że takim okresem w moim życiu był czas po ukończeniu 12. klasy, czyli amerykańskiego liceum. Skończyłem szkołę, ale nie poszedłem na studia. Nie poszedłem na uniwersytet i zacząłem się zastanawiać nad swoim celem, nad tym, co chcę robić na tym świecie. To było naprawdę przygnębiające. Naprawdę mnie to dobijało, wpędzało w smutek. Te myśli i strach przed przyszłością były dla mnie trudne. Myślę, że to właśnie wiara była tym, co pozwoliło mi się rozwijać zarówno jako artysta, jak i kreatywnie. To właśnie jej przypisuję sukces mojej kariery. Moja wiara poszerzyła moją kreatywność. Bycie chrześcijaninem naprawdę rozszerzyło moją mądrość i sposób, w jaki patrzę na świat.
Czy każda piosenka na "20 Years From Now" to osobista historia, czy też wplatasz w nie historie innych ludzi?
David: - Nie, nie każda jest osobista. Powiedziałbym, że te najbardziej osobiste to:
- "Love Worth Saving”
- "Breathe In, Breathe Out”
- „Ends With You”
Reszta to bardziej fikcyjne utwory, które nie opowiadają o moich osobistych przeżyciach.
Muzyka ma stawiać niewygodne pytania
Porozmawiajmy o "The Dichotomy”. Album porusza temat sprzeczności i wewnętrznych konfliktów. Jakie dualizmy i przeciwieństwa były dla Ciebie szczególnie ważne podczas jego tworzenia?
David: - "The Dichotomy” to dla mnie album, w którym poruszam różne tematy. Trudno to jednoznacznie określić, żeby było łatwe do zrozumienia. To po prostu zbiór różnych emocji, grzechów czy rzeczy, z którymi wszyscy się mierzymy. To coś w rodzaju wewnętrznego monologu, który ludzie prowadzą sami ze sobą - ich wiary i czegoś większego od nich, czyli Boga. To taka wewnętrzna walka - jakby przez całe życie toczyli bitwę pomiędzy światłem a ciemnością, grzechem a dobrem, złem a dobrem. To właśnie jest ta dychotomia - czy zdecydujesz się wierzyć w coś większego od siebie, w Boga, i podążać tą drogą, czy po prostu polegasz tylko na sobie i nie wierzysz w istnienie Boga? Ten album ma wiele znaczeń i nie da się go sprowadzić do jednej definicji.
Patrząc na swoje dotychczasowe albumy, jak opisałbyś rozwój swojej muzyki?
David: - Świetne pytanie. Na początku, kiedy zaczynałem budować swoją pozycję, moja muzyka była bardzo folkowa, oparta na akustycznej gitarze. "Miserable Man” to był mój pierwszy utwór, który odniósł duży globalny sukces. Cała EP-ka "Footprints I Found” miała folkowy klimat – utwory takie jak "Miserable Man”, "Mr. Forgettable”, "Canon Beach”, "Cigarettes” - wszystko utrzymane w tym stylu.
- Potem zacząłem pracować nad "The Dichotomy”, a następnie pojawiło się "Daylight”. I właśnie "Daylight” był momentem przełomowym w moim brzmieniu – mroczny, z mocnymi bębnami i pianinem, przypominający ballady. Moja muzyka przeszła od folku do mrocznego popu z elementami rocka. Pojawiły się elektryczne gitary, ale całość nadal była utrzymana w stylistyce popowej, raczej w klimacie dark popu i ballad. Teraz "20 Years From Now” ma bardziej ponadczasowy, klasyczny charakter, coś w stylu Franka Sinatry. Bardzo ciemne, głębokie wokale. Tak właśnie opisałbym mój rozwój muzyczny.
Jak zmieniło się Twoje życie po sukcesie „Daylight”?
David: - “Daylight” zmieniło wszystko. Jeden utwór może całkowicie odmienić karierę artysty. Przyniósł mi wiele dobrego, ale też sporo trudności. To ogromna odpowiedzialność i duża presja - myślę, że ludzie za mało o tym mówią. To było niesamowite doświadczenie, ale wiąże się również z wieloma wyzwaniami. Sukces przyniósł mi wiele błogosławieństw, ale też trudności, które musiałem przepracować. Nie jest tak, jak mogłoby się wydawać – że to po prostu łatwa droga. Ale moje życie zmieniło się finansowo, Bóg mi pobłogosławił. Zmieniło to też życie mojej dziewczyny, mojej rodziny - mogłem pomóc wielu osobom.
- Co sądzisz o roli mediów społecznościowych w dzisiejszym przemyśle muzycznym?
David: - To świetne pytanie. Media społecznościowe całkowicie zmieniły sposób, w jaki artyści podejmują decyzje dotyczące swojej kariery – na przykład czy podpisać kontrakt z wytwórnią. Wiele osób wybiera teraz niezależną ścieżkę, zachowując pełnię praw do swojej muzyki, co jest świetnym rozwiązaniem, ale wymaga też więcej pracy, bo nie masz wsparcia dużej wytwórni. Mój menedżer i cały mój zespół są niesamowici – pracują bardzo ciężko, ale to rzeczywiście wymaga ogromnego wysiłku. Dla niektórych jednak wytwórnia płytowa jest lepszym wyborem. Większość moich znajomych jest związana z wytwórniami i jeśli trafisz na odpowiednich ludzi, to może być świetne rozwiązanie. Media społecznościowe dały ogromne możliwości nowym artystom. Wystarczy jeden wiralowy filmik na TikToku, Instagramie, YouTube czy Facebooku i możesz zbudować ogromną bazę fanów. To naprawdę zmienia ludzkie życie.
Polscy fani zachwycili Davida Kushnera
- Skoro mowa o fanach – jak się czułeś po koncercie w Warszawie?
David: - O mój Boże, było niesamowicie! Ten koncert był totalnym szaleństwem. Kocham Polskę. Moi polscy fani są dla mnie niezwykle ważni – są wyjątkowi. Mam z nimi bardzo głęboką więź. Są jednymi z najmilszych, najsłodszych ludzi, jakich spotkałem. Pamiętam, że w pierwszym rzędzie fani trzymali papierowe serca. W trakcie "Miserable Man” podnieśli je w górę i na nich było napisane "Jesteś naszym domem”. To było tak wzruszające i piękne. Oni naprawdę wkładają serce w to, co robią, i są niesamowici. Kocham Polskę i nie mogę się doczekać kolejnych koncertów dla moich polskich fanów. Są cudowni i wyjątkowi.
Źródło: Radio ZET