Widziałam już jeden z najważniejszych filmów roku. Jest śmiesznie i krwawo
“Złodziej z przypadku” (oryg. “Caught Stealing”) to jeden z najgłośniejszych tytułów tego roku i nie ma w tym nic dziwnego, bo Darren Aronofsky ma w swoim dorobku naprawdę moce tytuły. Już na wstępie mogę powiedzieć, że jego najnowsza produkcja na ten moment wpisuje się w moje top 2025, ale zanim wybierzesz się do kina na seans, warto wiedzieć kilka rzeczy. Zapraszam na recenzję “Złodzieja z przypadku”.
Z tego artykułu dowiesz się:
- O czym jest film “Złodziej z przypadku”.
- Jak go zrecenzowałam.
- Czy warto iść na ten film do kina.
O czym jest “Złodziej z przypadku”?
Hank Thompson (Austin Butler) w czasach licealnych był dobrze rokującym zawodnikiem baseballu. Malował się przed nim obraz zawodowego gracza, który został brutalnie zmyty przez tragiczny wypadek samochodowy. Hank stracił nie tylko przyjaciela, który w wyniku zdarzenia zmarł, ale i możliwość grania w baseball, ponieważ sam uległ ciężkim obrażeniom nogi.
Teoretycznie poukładał sobie życie - zaszył się w mało wyględnym mieszkaniu w Nowym Jorku, znalazł pracę w barze, która pozwalała mu pogłębiać nałóg alkoholowy, wiódł życie Piotrusia Pana, dzięki czemu zagłuszał ból związany z traumą, udając jednocześnie, że ze wszystkim już dawno się uporał i jest “OK”. Odrobinę światła do jego ponurego świata wprowadza Yvonne (Zoë Kravitz), dla której Hank zaczął nawet rozważać rozpoczęcie procesu psychicznego dojrzewania.
Jego pozornie bezpieczną i poukładaną codzienność burzy sąsiad Russ (w tej roli świetny Matt Smith), który prosi o opiekę nad kotem, gdy on sam wyjedzie do ojca do Londynu. I tak Hank zostaje zamieszany w kradzież, z którą nie ma nic wspólnego. Zaczyna interesować się nim narkotykowy gang, żydowska mafia, FBI, a on nie ma pojęcia, co się dzieje.
Recenzja filmu “Złodziej z przypadku”
“Złodzieja z przypadku” trochę trudno gatunkowo określić, bo mamy tu i wątek kryminalny, i komediowy, i dramat, a takiej dynamiki fabuły nie powstydziłby się też dobry akcyjniak. Pewne jest jedno - to najbardziej niestandardowy film w portfolio Aronofsky’ego totalnie odbiegający od tego, co do tej pory stworzył.
Ostatecznie film określany jest jako komedia kryminalna. Niektórych taka mieszanka może odstraszyć, ale moim zdaniem reżyser dobrze wszystko wyważył i całość wyszła całkiem zgrabnie. Nie daje widzowi poczuć się komfortowo przyzwyczajając go do komedii, bo zaraz na ziemię pada kolejny trup, jednocześnie nie pozwala nam na zbyt długie przeżywanie ekranowej śmierci, bo zaraz pojawia się ten zabawny wątek. Niby skrajności, a jednak dobrze ze sobą sklejone.
Magnetyczny Austin Butler, punokwy Matt Smith ze swoim wspaniałym brytyjskim akcentem i irokezem, przyciągająca spojrzenia Zoë Kravitz i trendujący w ostatnich miesiącach Bad Bunny w formie niespodzianki nie stworzyli filmu eleganckiego. Nie jest to produkcja na miarę “Czarnego łabędzia”, czy “Wieloryba”, choć zachowana jest pewna charakterystyczna dla Aronofosky’ego obsesyjność głównego bohatera.
Warto wiedzieć, że “Złodziej z przypadku” to film krwawy, a niektórych scen bardziej byście spodziewali się po Tarantino niż po twórcy “Requiem dla snu”, co warto podkreślić, jeśli ktoś bardziej wrażliwy rozważa wybranie się na seans.
Tu się dość dużo dzieje, nie tylko fabularnie. Mamy wspomniany wcześniej komizm, mamy kryminał, akcję, odrobinę romansu, brutalność i bohatera, który po latach ucieczek w końcu stawić czoła swojej traumie. To nie jest jednak film zagłębiający się w zakamarki ludzkiej psychiki czy obnażający problemy społeczne, o których na co dzień nie rozmawiamy. “Złodziej z przypadku” to czysta rozrywka, na którą warto sobie pozwolić. 8/10.
W kinach od 29 sierpnia.
Źródło: Radio ZET