Widziałam już “Chopin, Chopin!”. Czy takiego obrazu mistrza oczekiwali Polacy?
Przed rozpoczęciem pokazu prasowego filmu “Chopin, Chopin!” reżyser Michał Kwieciński przywitał zebranych na sali widzów słowami, że przed seansem należy porzucić wszelkie wyobrażenia na temat Fryderyka Chopina, jakie się przez lata zbudowało w swojej głowie. I miał rację - zobaczyliśmy Chopina, jakiego nikt z nas sobie zapewne nigdy nie wyobrażał. Tylko czy takiego obrazu mistrza Polacy potrzebowali?
Z tego artykułu dowiesz się:
- O czym jest film “Chopin, Chopin!”.
- Recenzja filmu “Chopin, Chopin!”.
- Od kiedy “Chopin, Chopin!” w kinach?
“Chopin, Chopin!” - fabuła filmu
Fryderyk Chopin jest postacią wielką, ikoniczną, której legenda budowana jest już od ponad dwóch wieków. I budowana jest nie tylko w Polsce, bo Chopina znają i cenią na całym świecie. Mimo tego wciąż nie doczekaliśmy się filmu o Fryderyku Chopinie na miarę jego osiągnięć, czegoś wielkiego, co z czasem mogłoby doczekać się miana “kultowego”, jak “Amadeusz” w reżyserii Miloša Formana czy “Pięknego umysłu” od Rona Howarda. Czy “Chopin, Chopin!” Michała Kwiecińskiego ma szansę zostać taką produkcją? Moim zdaniem nie, ale to nie oznacza, że to zły film.
Pytamy o najważniejsze polskie filmy. Co o nich wiesz? Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem.
Quiz: Oto prawdziwe perły polskiej kinematografii. Połączysz tytuł filmu z reżyserem?
“Chopin, Chopin!” to przede wszystkim film o chorobie i umieraniu słynnego kompozytora, a nie jego biografia, biografia fabularyzowana czy chociażby laurka wystawiona dla jego osiągnięć.
Fryderyka Chopina (w tej roli Eryk Kulm) poznajemy, gdy ma 25 lat. Jest utalentowanym nauczycielem gry na fortepianie, kompozytorem, młodym mężczyzną korzystającym z uroków paryskiego życia w XIX wieku. Jest znany, otoczony tłumem ludzi, nawet jeśli nie zawsze ma na to ochotę. Dobrą passę i wielką karierę przerywa diagnoza - gruźlica. W tamtych czasach nieuleczalna. Ruszamy więc w podróż po ostatnich latach życia Chopina, w wyobrażenie o tym, jak mógł je spędzić, jak mógł się czuć i powoli gasnąć.
Recenzja filmu “Chopin, Chopin!”
Do produkcji Michała Kwiecińskiego mam dwa poważne “ale”, ale zanim o tym, zacznijmy od najmocniejszej strony tego filmu, czyli Eryka Kulma, który moim zdaniem przejął ten film, hipnotyzując widza tak, że ma on ochotę zostać jeszcze przed ekranem. Robi coś, co sprawia, że patrzysz na graną przez niego postać może niekoniecznie, jak na Chopina, a na bohatera, do którego czujesz współczucie, którego jest ci szkoda, z którym dzieli cię zbyt wiele, by powiedzieć, że go rozumiesz, a jednak z każdą minutą filmu masz wrażenie, że znacie się coraz lepiej. Odwraca uwagę od kulawego momentami scenariusza i faktu, że w filmie brakuje elementu, który budziłby w widzu poczucie “co będzie dalej?”. Wiemy, co będzie dalej. Będzie śmierć i to na nią czekamy, a w graniu na czekanie rozbrzmiewa nam kilka mniej lub bardziej prawdziwych wątków o znaczeniu mniejszym lub jeszcze mniejszym. Brakuje tu więc spięcia fabuły, czego nie da się nie odczuć i nie zauważyć.
Tak więc mamy bardzo ładny obraz, w który widać, że włożono niemały fundusz, mamy świetnego odtwórcę głównej roli, który odwraca uwagę od wybrakowanego i momentami banalnego scenariusza, ale mamy też historię o niczym, bo skaczemy od wątku do wątku, bez podsumowania któregokolwiek z nich. Gdyby to nie była opowieść o tak znanej personie, co niesie za sobą ogromy potencjał, może nie bolałoby tak bardzo. Bo wychodząc z seansu pojawiło się w mojej głowie pytanie: “Czy takiego akurat obrazu Chopina potrzebowaliśmy”? Rozumiem ideę odczarowania i “uczłowieczenia” znanego wszystkim Polaka, ale cytując internetowego klasyka: “A komu to potrzebne, a dlaczego”?
Z “Chopina, Chopina!” może i wyciągniemy odrobinę prawdy historycznej, choć należałoby ją przesiać przez sito weryfikacji faktów i fabularyzacji. Poczujemy także w budowanej w naszych głowach od najmłodszych lat legendzie człowieka. Będziemy mogli wyobrazić sobie chociaż namiastkę tego, co mógł czuć godzący się ze śmiercią kompozytor, a mimo to film pozostawia uczucie, że można byłoby wyciągnąć to wszystko jakoś wyżej. Chopin nie tyle zasługiwał, ile zrobił o wiele więcej, z czego można byłoby zbudować główny wątek, niż oczekiwanie na śmierć. 5/10.
W kinach od 10 października.
Źródło: Radio ZET