Widziałam już “Boginię Partenope”. Czy warto iść na nowy film Sorrentino do kina?
Już dziś, czyli 14 marca, na ekranach polskich kin zadebiutuje najnowszy film Paolo Sorrentino, czyli “Bogini Partenope”. Czy warto iść na ten film do kina? Odpowiedź jest prosta - to zależy, ale w znakomitej większości warto. Jeśli chcesz wiedzieć, czego możesz spodziewać się na ekranie, zapraszam na recenzję bez spojlerów.
- "Bogini Partenope” to najnowszy film Paolo Sorrentino, włoskiego reżysera, którego kojarzyć możecie z takimi tytułami jak “Wielkie piękno”, “Oni” czy “To była ręka Boga”.
- Produkcja została nakręcona w Neapolu, a jej główną bohaterką jest tytułowa Partenope grana przez Celeste Dalla Porta.
- Film zbiera mieszane opinie, a w stronę Sorrentino są kierowane zarzuty dotyczące tego, jak patrzy na kobiety. Czy słusznie?
Czy warto iść na “Boginię Partenope” do kina?
Sorrentino to ważny dla mnie reżyser, dlatego przygotowując się do tej recenzji, przypomniałam sobie jego najważniejsze filmy, by porównać je z “Boginią Partenope”, wysłuchałam kilka podcastów, przeczytałam masę artykułów, by w końcu zdecydować, że daruję sobie odwołania do Felliniego w twórczości Sorrentino i nie wspomnę o “Wielkim pięknie”, bo w rzeczywistości, czytając recenzje przed seansem, interesuje nas odpowiedź na jedno pytanie - “czy warto iść na to do kina”. A na “Boginię Partenope” warto, ale należy wcześniej wiedzieć kilka rzeczy.
Kino Sorrentino nie jest dla wszystkich - nie dostarcza nam intensywnych emocji (co nie oznacza, że nie dostarcza ich w ogóle, po seansie na pewno będziecie chcieli ten film przedyskutować), jest statyczne i choć w pewnych momentach zaskakuje, to robi to w swój specyficzny, spokojny sposób. To kino jest też po prostu piękne i jeśli zatrzymacie film na losowej scenie, otrzymacie najpewniej materiał gotowy na pocztówkę lub wspaniały portret. Produkcje Paolo Sorrentino są wizualną ucztą, do której warto się dosiąść.
Tak więc, jeśli szukacie w kinie dopaminy, adrenaliny, śmiechu albo dramatycznych zwrotów akcji, to raczej nie tutaj. “Bogini Partenope” to nie dramatyczna beletrystyka, to tomik poezji z najwyższej półki, dla którego Gary Oldman zapomniał, że miał przejść na emeryturę.
“Bogini Partenope” recenzja bez spojlerów
Partenope (w tej roli Celeste Dalla Porta), czyli główna bohaterka filmu, wyłania się z morskiej piany niczym Afrodyta. Dosłownie, bo rodzi się w wodzie Zatoki Neapolitańskiej na prywatnym wybrzeżu zaraz obok ogromnej, pięknej willi swoich rodziców. Ma wszystko - kochającą rodzinę, majątek, znajomości, możliwości i niesamowitą urodę. Partenope nie musi robić nic, by zwrócić na siebie uwagę mężczyzn, oni sami do niej lgną i są w stanie zrobić wiele, by móc z nią przebywać. A ona wie, jak z nimi pogrywać.
Partenope niełatwo polubić. Mimo współczucia, jakim można ją w pewnym momencie obdarzyć, trudno było mi pozbyć się wrażenia, że bohaterka jest nadto cyniczna, momentami aż złowroga. A może musi taka być? Może to jej linia obrony przed brutalnością świata zdominowanego przez mężczyzn?
I tu mogę przejść do kontrowersji, bo pojawiły się głosy krytyczne na temat postaci Partenope, a właściwie to na temat reżysera, który wykreował tę postać. A to, że Sorrentino bohaterką uprzedmiatawia kobiety, a to, że niepotrzebnie ją idealizuje (choć Partenope wcale nie jest idealna), a to, że stosuje niepotrzebny nikomu estetyzm. Czy tak jest, musicie ocenić sami. Ten “idealny” obrazek ma jednak nas czegoś nauczyć. Więc czego nas uczy Partenope? Jak to już u Sorrentino bywa, bohaterka pokazuje nam, że młodość i uroda są ulotne i potrafią być przekleństwem. Pożądanie i fascynacja, jakimi Partenope jest obdarzana, nie wynikają z tego, jaka jest, tylko z tego, jak wygląda i co reprezentuje swoją fizycznością. A ona chce więcej, chce prawdy, sensu, dlatego zagłębia się w antropologię i próbuje się zbliżyć do kogoś, kto zbudował wokół siebie podobny mur co ona. I my razem z Partenope tych prawd życia będziemy poszukiwać, choć mogą one wydać się dość oczywiste.
“(...) ważniejsze dla mnie, jak już mówiłem, jest nasze podobieństwo w sposobie, w jaki doświadczamy upływu czasu. W scenie, w której widzi młodych chłopców na plaży z łodzi, Partenope nagle zdaje sobie sprawę, że jej młodość się skończyła i już nie wróci. To ostre poczucie końca, ostateczności sceny jest mi nieodłączne. Ogólnie rzecz biorąc, kobiety czują lepiej niż mężczyźni, jak nieodwołalnie mija czas, jedna nieodwołalna chwila jest zastępowana przez inną. W ten sposób różnią się od większości mężczyzn, którzy dziecinnie trzymają się iluzji trwałości i opierają się naturalnym przemianom” - mówił Sorrentino w wywiadzie udzielonym portalowi Meduza.
“Bogini Partenope” to najbardziej Sorrentino film Sorrentino. Mamy ulotną młodość, mieszająca się z jesienią życia, mamy piękne włoskie widoki, magiczną kobiecość, jest też wątek kościelny. Nie ma dramatycznych zwrotów akcji, wątki zaskakujące, są przewidywalne, spodziewane i choć brzmi to jak oksymoron, gdy zobaczycie ten film, będziecie wiedzieli, o co chodzi.
Wspomniałam też na początku o Garym Oldmanie. Laureat Oscara za wstęp w “Czasie mroku” już jakiś czas temu zapowiedział przejście na zasłużoną emeryturę, ale dla Sorrentino zgodził się znów wejść na plan i w “Bogini Partenope” dał popis swoich umiejętności. W roli zagubionego, nieszczęśliwego pisarza Johna Cheevera wypadł świetnie.
Odpowiadając jeszcze raz na pytanie, czy warto zobaczyć “Boginię Partenope”, mówię wam, że warto. To jedna z ciekawszych kinowych propozycji tego miesiąca. Fani Sorrentino nie ukrywają, że oczekiwali czegoś więcej, ale to wciąż dobry film, film, który jest esencją Sorrentino i pokazuje jego charakter wypracowywany przez lata. Do “Bogini Partenope” na pewno jeszcze wrócę, bo to produkcja na swój przedziwny sposób przyjemna. Daję mocne 6,5/10.
Źródło: Radio ZET