`

Radziecka "Diuna" i "Mad Max", ale to komedia. Dawno nie obejrzałam czegoś tak dziwnego

3 min. czytania
03.12.2025 15:07
Obserwuj nas na Google

Po seansie tego filmu czułam, że parują mi szare komórki. Początkowo nie wiedziałam, czy parują od nadmiaru pracy z próby zrozumienia tego, co właśnie zobaczyłam, czy dlatego, że postanowiły się poddać i opuścić orbitę mojego mózgu. Zaczęłam jednak grzebać i dowiedziałam się, że w latach 80. ten film był prawdziwym hitem, a dziś dla wielu wpisuje się w kanon klasyków. I już wiem, dlaczego tak się stało. Jeśli jesteście koneserami dziwnych filmów, zapraszam na recenzję “Kin-Dza-Dza!”. 

“Kin-Dza-Dza!”
fot. Kadr z filmu “Kin-Dza-Dza!”, reż. Georgij Danelija, 1986 r.

Z tego artykułu dowiesz się:

  • O czym jest film “Kin-Dza-Dza!”?
  • O co w nim w ogóle chodzi?
  • Czy ta komedia ma sens?

O czym jest film “Kin-Dza-Dza!”?

Moskwa, druga połowa lat 80. Wowa wraca z pracy jak co dzień, widzi żonę uwijającą się przy obiedzie i już ma się oddać chwili relaksu przed telewizorem, ale ukochana prosi go, by wyszedł do sklepu po chleb. Mężczyzna więc ubiera się, wychodzi z domu i już ma wejść do sklepu, ale zatrzymuje go wołanie o pomoc dziwnego, bosego pana. W sprawę angażuje się też flegmatyczny gruziński student ze skrzypcami. Mężczyźni, słysząc, że delikwent chce wrócić do domu za pomocą pilota, w którym należy przycisnąć odpowiedni guzik, zakładają, że mają do czynienia z kimś pijanym, oferują wsparcie i subtelnie sugerują, że nie wierzą w działanie teleportującego pilota. Jakież było ich zdziwienie, gdy po naciśnięciu guzika na urządzeniu znaleźli się na innej planecie.

O co chodzi w filmie “Kin-Dza-Dza!”?

Inna planeta to jeszcze mała bieda, ale Pliuk (bo tak nazywa się miejsce, w którym znaleźli się bohaterowie), znajduje się w odległej galaktyce Kin-Dza-Dza. Jej mieszkańcy wyglądają tak samo, jak my Ziemianie, ale odróżniają ich od nas hierarchiczne zasady społeczne i ograniczone słownictwo, które kontrastują z zaawansowaną technologią, jaką dysponują.

 

Patsaka od Ecyklopa odróżnisz po kolorze jego “aury”, którą bada się specjalnym urządzeniem, możesz się teleportować na inną planetę lub galaktykę, ale prawdopodobnie od tych, jakby nie było, inteligentnych istot, nie usłyszysz więcej niż “Ku” lub “Kiu”. Tak, te dwa słowa wystarczają im do komunikacji, z czego to drugie jest przekleństwem. Ci z niższych warstw społecznych mogą usłyszeć rozkaz, by tańczyli w klatkach, a swój występ muszą poprzedzić odpowiednią ilością ukłonów, a jeśli odmówią współpracy, mogą zostać pozbawieni życia przez supernowoczesną broń działającą na dalekie odległości.

Nie wypada oceniać kultury panującej w obcych galaktykach, więc to sobie oczywiście odpuszczę, ale zanim widz zrozumie, na co patrzy, musi minąć dłuższa chwila. Wowa i student, który mu towarzyszy, są nadwyraz spokojni jak na fakt, w jakiej sytuacji się znaleźli. Przecież na pewno da się to jakoś wytłumaczyć, prawda? Oczywiście ich celem jest powrót do domu, co nie będzie takie proste, bo mają zbyt mało zapałek, które są walutą na Pliuk. Okej, ale czy to takie zwykłe sci-fi dla rozrywki, czy to ma jednak jakiś głębszy sens?

Fot.

Czy “Kin-Dza-Dza!” ma sens?

Otóż ta fantastycznonaukowa komedia ma głębszy sens i dlatego była takim kasowym sukcesem po wejściu do dystrybucji. “Kin-Dza-Dza!” to film powstały w galaktyce absurdu, czyli w ZSRR, więc dla mieszkańców tego kraju był satyrą ich własnej rzeczywistości, subtelnym (bo jakżeby innym) komentarzem społecznym. A że realia ZSRR odbijały się daleko poza ten kraj, komedia szybko podbiła serca widzów z całej Europy.

Jednak film Gieorgija Daneliji mimo upływu lat nie odszedł w zapomnienie. Wraca dziś jak bumerang, najczęściej trafia do zainteresowanych historią kinematografii w roli ciekawostki lub jako anegdota, ale nadal bawi, nadal dziwi i nadal, choć pewnie nieco inaczej, jest zrozumiały dla widza. W tym wszystkim “Kin-Dza-Dza!” jest pozbawione kiczu i składa się z naprawdę ładnych zdjęć, które są podręcznikowo wykadrowane.

Produkcja jest dziwną mieszanką “Diuny” i “Mad Maxa”, z której ekstrakt wlano do kotła z radziecką komedią. Jeśli lubicie klimaty sci-fi i Monty’ego Pythona, to “Kin-Dza-Dza!” będzie dla was perełką.

Źródło: Radio ZET