Polacy kochają ten film. Mało kto wie, że jedna scena wymagała ogromnego poświęcenia

3 min. czytania
04.06.2026 18:08
Obserwuj nas na Google

Widzowie z całego kraju pokochali ten kultowy film z czasów PRL-u. Mało kto wie jednak, że adaptacja arcydzieła Marii Dąbrowskiej niemalże doprowadziła do krzywdy głównego bohatera. Aktor w ostatniej chwili uniknął bólu. 

Mężczyzna w białym garniturze trzyma kwiaty nad wodą, wokół roślinność i lilie wodne.
fot. FilmPolski.pl

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak przypadek wpłynął na powstanie kultowej sceny z nenufarami.
  • Co sprawiło, że Karol Strasburger w panice wyskoczył ze stawu.
  • Dlaczego początkowo Strasburger nie chciał przyjąć roli Toliboskiego.
  • Jakie miejsca służyły jako lokacje do kręcenia zdjęć filmu.
Nie przegap

Kto zagrał główne role w kultowym polskim filmie?

Polacy od dnia premiery pokochali ten kultowy film. "Noce i dnie" to nie tylko opowieść o losach Barbary i Bogumiła Niechciców, lecz także historia ogromnego zaangażowania twórców. Za jedną z najbardziej pamiętnych scen w dziejach polskiego kina stoi splot przypadku, presji czasu i dużego wysiłku aktora. Ponad dwa lata intensywnej pracy oraz - jak na tamte realia - imponujący budżet 130 milionów złotych przyniosły wyjątkowy efekt.

Adaptacja powieści "Noce i dnie" autorstwa Marii Dąbrowskiej, wyreżyserowana przez Jerzego Antczaka, na stałe zapisała się w historii polskiej kinematografii. Film, który zadebiutował we wrześniu 1975 roku, szybko zdobył uznanie widzów i krytyków, czego dowodem są liczne nagrody i nominacje.

Rozwiąż quiz, w którym pytamy o polskie filmy. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Bez tych filmów nie ma polskiej kinematografii. Rozpoznasz je po kadrze?

Screen Filmpolski.pl
1/15 Przedstawiony kadr pochodzi z filmu

Mimo upływu lat historia dwupokoleniowej rodziny Niechciców nadal przyciąga uwagę kolejnych widzów. Duże zainteresowanie budzą także miejsca realizacji zdjęć - większość powstała na ziemi siedleckiej, między innymi  w Serbinowie i Seroczynie, gdzie specjalnie na potrzeby produkcji wzniesiono stylizowany na epokę dworek z całym zapleczem. Jednak największą fascynację wzbudza pejzaż z kultowej sceny, w której grany przez Karola Strasburgera Józef Toliboski wchodzi do stawu, by zerwać dla portretowanej przez Jadwigę Barańską Barbary kwitnące nenufary.

Redakcja poleca

Dlaczego kultowa scena mogła nie powstać?

Zanim jednak powstały zdjęcia, reżyser długo nie mógł znaleźć miejsca odpowiadającego jego wizji, którą nosił w pamięci jeszcze od dzieciństwa. Gdy wydawało się, że poszukiwania zakończą się niepowodzeniem, pomógł przypadek. Pod koniec czerwca, wracając z planu, Antczak zwrócił uwagę na malownicze wzgórze porośnięte zagajnikiem. Poprosił kierowcę o zmianę trasy i wtedy zobaczył widok, który go zachwycił: "Zjechaliśmy polną drogą wprost na olbrzymi staw pokryty nieopisaną ilością nenufar w pełnym rozkwicie. W pierwszej chwili myślałem, że zwariowałem. Nie jestem w stanie opisać moich uczuć. Gdybym wygrał milion na loterii, szczęście moje nie byłoby większe”.

Co wywołało panikę Karola Strasburgera?

Już następnego dnia ekipa pojawiła się w Kołodziążu, gdzie znajdował się ten staw, by rozpocząć zdjęcia. Czas jednak naglił - według mieszkańców kwiaty miały wkrótce przekwitnąć. To nie był jedyny problem. Największe wyzwanie czekało na Strasburgera, który w jasnym stroju musiał wejść do błotnistej wody. Zdeterminowany, by sprostać oczekiwaniom reżysera, podjął próbę, jednak chwilę po komendzie "akcja” w panice wyskoczył ze stawu - okazało się, że do jego bielizny dostały się pijawki. Dopiero dzięki pomocy strażaków i specjalnym kaloszom sięgającym bioder mógł kontynuować scenę.

Oglądaj

Wysiłek się opłacił - powstała jedna z najbardziej znanych scen w historii polskiego kina. Co ciekawe, niewiele brakowało, a Strasburger w ogóle nie przyjął roli Toliboskiego. Początkowo był rozczarowany jej niewielkim rozmiarem: "To była reakcja młodego człowieka, który marzy, żeby dostać dużą, ambitną rolę. Przeczytałem olbrzymi scenariusz i mówię sobie to epizodyczna postać, która tam się przewija od czasu do czasu”. Z czasem jednak docenił wizję reżysera i jego zaangażowanie: "Miał wszystko przemyślane, żył tym projektem. Jak on mi zaczął opowiadać, kim będę, jaką mam rolę. Wtedy pomyślałem, jak mogłem kręcić nosem”.

Źródło: Radio ZET/Kultura Gazeta