Okrzyknięto go "polskim Marlonem Brando". Nie uwierzysz, czym się zajmował
Zapowiadał się na jedną z największych gwiazd polskiego kina, a jego talent porównywano do światowych ikon. Gdy był u szczytu popularności, nagle zniknął z ekranów i wybrał zupełnie inną drogę. Jego historia to nie tylko opowieść o karierze, ale też o trudnych wyborach, które na zawsze zmieniły jego życie.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie były wczesne lata życia Andrzeja Wasilewicza.
- Dlaczego Andrzej Wasilewicz wyjechał do Stanów Zjednoczonych.
- Która rola przyniosła Andrzejowi Wasilewiczowi największą rozpoznawalność.
- Czym zajmował się Andrzej Wasilewicz w USA.
Jaką szkołę ukończył "polski Marlon Brando"?
Nazywany "polskim Marlonem Brando", uchodził za jedną z najjaśniejszych nadziei polskiego kina. Występował u Chęcińskiego, zdobywał uznanie widzów i krytyków. Gdy jego kariera zaczęła nabierać tempa, niespodziewanie zdecydował się na emigrację. Andrzej Wasilewicz był jedną z wyrazistszych postaci polskiego kina lat 70., a jego talent otwierał przed nim drzwi do wielkiej kariery. Urodził się 10 marca 1951 roku w Białogardzie, gdzie spędził dzieciństwo i wczesną młodość. Dorastał w skromnych warunkach - jego rodzina często zmagała się z problemami finansowymi. Matka była głęboko wierząca, ojciec natomiast zagorzałym komunistą, który sprzeciwiał się Kościołowi. Mimo to zdecydowała się ochrzcić syna, co na stałe poróżniło rodziców. - Do końca jego życia nie mieliśmy dobrego kontaktu - wspominał.
Rozwiąż quiz, w którym pytamy o polskich aktorów. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Tylko najwięksi znawcy zdobędą 15/15. Dopasuj aktora do kultowej polskiej komedii
Już od najmłodszych lat przejawiał zamiłowanie do aktorstwa - chętnie wcielał się w różne role podczas zabaw z rówieśnikami, a w szkole z zaangażowaniem uczestniczył w przedstawieniach. Po zdaniu matury dostał się do warszawskiej Szkoły Teatralnej, zdobywając upragniony indeks. Dyplom uzyskał w połowie lat 70., mając już na koncie występy w stołecznym Teatrze Powszechnym oraz kilka znaczących ról filmowych.
Jaka rola przyniosła polskiemu Marlonowi Brando największą rozpoznawalność?
Największą rozpoznawalność przyniosła mu kultowa komedia "Nie ma mocnych" w reżyserii Sylwestra Chęcińskiego - druga część trylogii "Sami swoi" - gdzie wcielił się w Zenka Adamca. Po premierze w 1974 roku widzowie zaczęli nazywać go "polskim Marlonem Brando", a krytycy przewidywali mu wielką przyszłość. - Ludzie kojarzyli moją twarz. Nie zawsze wiedzieli skąd. Słyszałem na ulicy: "Nie pamiętasz, byliśmy razem w wojsku". A ja nigdy w wojsku nie byłem - mówił w rozmowie z "Życiem na gorąco". Później pojawił się także w kontynuacji "Kochaj albo rzuć" oraz w takich produkcjach jak "Miś" i "Dom".
Czym w Stanach Zjednoczonych zajmował się Andrzej Wasilewicz?
Na początku lat 80. był już u szczytu popularności, a reżyserzy chętnie angażowali go do swoich projektów. Tym większe było zdziwienie, gdy nagle zniknął z ekranów. Powodem były między innymi niskie zarobki w zawodzie - chciał zapewnić rodzinie lepsze warunki życia. Wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie studiował reżyserię i pracował jako barman. - Z pracy barmana były spore pieniądze. To był dla mnie teatr jednego aktora. W Ameryce barman odgrywa rolę księdza, psychologa, przyjaciela. Byłem legendą jako barman - wspominał. Równolegle rozwijał się muzycznie, występując w klubach dla Polonii.
Choć jego sytuacja materialna stopniowo się poprawiała, coraz silniej odczuwał tęsknotę za Polską. Gdy planował powrót, wybuch stanu wojennego pokrzyżował jego zamiary. - Wszyscy byli w szoku. Rozdzwoniły się telefony, ale z Polską nie można się było już połączyć - mówił w wywiadzie dla "Nowego Dziennika", dodając, że wiadomość zastała go podczas koncertu. Od tego momentu jego twórczość nabrała politycznego charakteru – sprzeciwiał się działaniom generała Wojciecha Jaruzelskiego, pisał pieśni patriotyczne i tworzył programy dla Polaków za granicą.
Do kraju wrócił dopiero pod koniec lat 90., choć nie na stałe. Ostatni raz pojawił się na ekranie w filmie "Szczęśliwego Nowego Jorku", po czym ponownie wyjechał do USA. Zmarł 13 grudnia 2016 roku w wieku 65 lat.
Źródło: Radio ZET/Kultura Gazeta