`

Obejrzałam “Wielki marsz”. Powieść Stephena Kinga powinna była zostać powieścią

3 min. czytania
17.09.2025 10:13
Obserwuj nas na Google

“Wielki marsz” to trzeci w tym roku po “Małpie” i “Życiu Chucka” film na podstawie dzieła napisanego przez Stephena Kinga. Trzeci, który raczej nie przejdzie do historii tych najlepszych kojarzonych z mistrzem grozy, jakim jest King. Coś tu poszło nie tak i wydaje mi się, że wiem, co. Zapraszam na recenzję filmu “Wielki marsz”. 

"Long Walk"
fot. Materiały dystrybutora Monolith Films

Z tego artykułu dowiesz się:

  • O czym jest film “Wielki marsz”. 
  • Co myślę o tym filmie.
  • Kiedy “Wielki marsz” pojawi się w kinach. 

O czym jest film “Wielki marsz”? 

Dystopijna Ameryka pod totalitarną, bezwzględną władzą, której sztandarową tradycją nie jest już Święto Dziękczynienia, a Wielki Marsz. Pięćdziesięciu wybranych nastolatków bierze udział w marszu, w którym przeżyć może tylko jeden z nich. Nie ma mety, nie ma zadań na drodze, jest tylko tempo, poniżej którego zejść nie można i system trzech ostrzeżeń. Po trzecim ostrzeżeniu za zwolnienie lub zatrzymanie się jest już tylko śmierć przez rozstrzelanie. Nie ma pomocy medycznej, nie ma żadnej taryfy ulgowej. Wygrany zostaje bohaterem narodowym, zdobywa ogromną nagrodę pieniężną oraz możliwość spełnienia jednego życzenia.

Jak dobrze znasz powieści Stephena Kinga? Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem.

Quiz: Remigiusz Mróz czy Stephen King? Dopasuj tytuł książki do autora

1/10 Na początek coś prostego. Kto napisał "Smętarz dla zwierzaków"?

Głównym bohaterem filmu jest Raymond Garraty (grany przez Coopera Hoffmana), który po drodze zaprzyjaźnia się z Peterem McVriesem (David Jonsson), a że przeżyć może tylko jeden z nich, ta znajomość z góry skazana jest na porażkę. 

Recenzja filmu “Wielki marsz” 

Jeśli za filmem stoi nazwisko Kinga, to wiadomo, że przyjemnie i miło nie będzie i “Wielki marsz” nie jest tu wyjątkiem. Przez nieco ponad półtorej godziny przyglądamy się młodym chłopakom idącym setki kilometrów na pewną śmierć. Zmagają się z warunkami pogodowymi, potrzebami fizjologicznymi, bólem, kontuzjami, a przede wszystkim z emocjami, które z każdym krokiem stają się coraz bardziej intensywne. 

 

Obraz wyreżyserowany przez Francisa Lawrence’a (“Igrzyska śmierci”, “Jestem legendą”, “Constantin”) nie pokazuje nam wiele więcej ponad właśnie tę drogę i rozmowy prowadzone między łamanymi zaistniałą sytuacją chłopakami. Lekkie znużenie takim stanem rzeczy przerywa co jakiś czas śmierć kolejnego z coraz bardziej “opatrzonych” przez widza bohaterów, żeby i on przed ekranem poczuł się, jakby tracił nowo poznanego kolegę. Widz też wie, że Kostucha jest coraz bliżej głównego bohatera, którego historię poznał najlepiej. 

I to jest mój największy problem z tym filmem - gra na najniższych emocjach, które budzone są poprzez szokujący obraz i właściwie nic za tym więcej nie idzie. Zgadzam się, nie za każdym filmem musi iść jakaś głębsza myśl, wiele z nich oglądamy dla czystej rozrywki, w co wpisują się i takie gatunki, które budzą te mniej przyjemne odczucia, jak horror czy thrillery, jednak w tych przypadkach niezbędna jest też wciągająca fabuła, której w przypadku “Wielkiego marszu” zabrakło. 

Fot.

Przyglądamy się krwawym śmierciom młodych chłopaków, ich mękom, sytuacjom, w których próbują załatwić swoje potrzeby fizjologiczne nie zatrzymując się ani na chwilę, ich postępującym załamaniom, co budzi w nas smutek, żal, obrzydzenie i to by było na tyle. 

No dobra, to może chociaż koniec ratuje tę produkcję? Nie tym razem, jest do bólu przewidywalne i jedyne co w nim było dobrego (oprócz tego, że zwiastowało koniec seansu), to to, że było spójne z całością - ciężkie, emocjonalne i dobijające. 

“Wielki marsz” w polskich kinach od piątku 19 września. Ode mnie 4/10, ale wiem, że wielu ten film się podoba i jeśli macie ochotę na coś dystopijnego, ciężkiego i brutalnego, to możecie sami sprawdzić, do której grupy odbiorców się zaliczycie - tych zachwyconych, czy tych, którym nie jest po drodze na marsz.

Oglądaj

Źródło: Radio ZET