"Minionki" powracają i rzucają widzów na kolana. To najlepsza część serii?
Dorośli kochają filmy, dzieci kochają filmy i... Minionki kochają filmy. W nowej odsłonie bijącej rekordy popularności serii uwielbiani przez widzów bohaterowie kręcą własną produkcję, marząc o podboju Hollywood. Ich dzieło, podobnie jak nowość od studia Illumination, to prawdziwa gratka dla miłośników animacji. Jest kolorowo, jest zabawnie, ale i nostalgicznie. W sam raz, by przeżyć wspaniałą przygodę, śmiać się do rozpuku, czy wreszcie pozachwycać magią kina. Sprawdźcie, dlaczego jeszcze warto wybrać się na "Minionki i straszydła".
Z tego artykułu dowiesz się:
- O czym opowiada film "Minionki i straszydła".
- W jaki sposób produkcja nawiązuje do historii kina.
- Dlaczego produkcja spodoba się zarówno młodszym, jak i starszym widzom.
Co słychać u Minionków?
Minionki pojawiły się na ekranach 16 lat temu i z miejsca oczarowały widzów. Choć w filmie "Jak ukraść Księżyc" stanowiły jedynie tło opowieści o superzłoczyńcy Gru, z czasem stały się pełnoprawnymi bohaterami i postaciami, które przejęły całe uniwersum. 1 lipca w polskich kinach debiutuje kolejny rozdział ich niezwykłej historii - film "Minionki i straszydła". Długo zapowiadana produkcja przenosi widzów do Ameryki lat 20., kiedy to żółci bohaterowie przypadkowo trafiają do Hollywood i... podbijają tamtejszy przemysł filmowy.
Jak się okazuje, sukces dwóch przedstawicieli tej grupy - Jamesa i Henry'ego - jest tak duży, że ich podobizny znajdują się w muzeum poświęconym największym gwiazdom kina. To właśnie o nich w pierwszych scenach produkcji zaczyna rozprawiać przewodniczka, przypominając niezwykłą historię Minionków. Widzowie przez kilkanaście minut śledzą więc próby odnalezienia największego złoczyńcy we wszechświecie, które każdorazowo kończą się niepowodzeniem. Mimo szczerych chęci Minionki nie sprawdzają się w roli sług czarnych charakterów, co zmusza je do ciągłej tułaczki. Ich los niespodziewanie odmienia jednak spotkanie z... ekipą filmową. Żółte stworki najpierw zostają bohaterami westernu, następnie ulubieńcami Amerykanów, aż wreszcie wyrzuceni z wytwórni (przez swój specyficzny język niezbyt dobrze radzą sobie w erze kina dźwiękowego), postanawiają sami zostać filmowcami i podbić Fabrykę Snów. Wierzą, że prawdziwy sukces może przynieść im tylko film o potworach. Wyruszają więc na poszukiwanie najbardziej przerażających kreatur, nieświadomie wpadając w coraz większe kłopoty...
"Minionki i straszydła". Recenzja
Film, podobnie jak poprzednie części cyklu, naszpikowany jest slapstickowym humorem i absurdalnymi sytuacjami, co z pewnością spodoba się zakochanym w poczuciu humoru i nieporadności Minionków dzieciakom. Nowa odsłona niesie jednak ze sobą zdecydowanie więcej niż tylko prostą, pełną gagów, rozrywkę. To swoista laurka dla kina, w której aż roi się od nawiązań do historii X Muzy. Mamy więc m.in. słynne logo Studia Universal, elementy charakterystyczne dla kultowych amerykańskich produkcji, jak roboty i latające spodki, czy uwięzionego w gablocie... George'a Lucasa. Fani kina będą się doskonale bawić, wyłapując poszczególne smaczki.
Plakat filmu \"Minionki i straszydła\"
Łącząc elementy humorystyczne z barwną historią kinematografii, twórcy starali się zadowolić zarówno młodszych, jak i nieco starszych widzów. Choć zdecydowanie nie jest to łatwe zadanie, udało im się z niego wywiązać wzorowo. "Minionki i straszydła" sprawdzają się zarówno jako zachęcające do walki o marzenia kino familijne, pełna absurdu i zaskakujących zwrotów akcji komedia oraz jako opowieść o miłości do filmu. Być może dzięki temu seansowi najmłodsi zainteresują się historią kultowych dzieł, o których przypomina produkcja, a dorośli, śledząc szalone przygody charyzmatycznych stworków, znów na chwilę poczują się dziećmi. Zdecydowanie warto to sprawdzić.
"Minionki i straszydła" od 1 lipca w polskich kinach.
Źródło: Radio ZET