Kultowy hit PRL musiał wpierw „ocieplić Stuhra”. To dlatego powstała ta scena
„Amator” to jedna z najlepiej ocenianych polskich produkcji. Za kamerą stał Krzysztof Kieślowski, w głównego bohatera wcielił się natomiast Jerzy Stuhr, dla którego była to rola, która zapewniła mu nie tylko sławę, ale i szereg prestiżowych nagród. Nie każdy jednak wie, że ekipa mocno się napracowała, by postać, w którą się wcielił wzbudziła sympatię widzów i nieco „ociepliła” wizerunek samego aktora. Stuhr bowiem, po występie w „Wodzireju” Feliksa Falka, wielu kojarzył się przede wszystkim z rolami negatywnymi.
„Amator”. Historia oparta na wspomnieniach
Krzysztof Kieślowski wpadł na pomysł na nowy film podczas jednej z imprez organizowanych przez Amatorskie Kluby Filmowe. Podczas takich zjazdów reżyserzy-amatorzy prezentowali swoje filmy przed jury, w skład którego wchodzili branżowi eksperci. Słynny reżyser często bywał na tego typu wydarzeniach, czasem w roli jurora, czasem tylko widza. W 1977 roku na przeglądzie filmów amatorskich, organizowanym w Krakowie, Kieślowski zwrócił uwagę na jedną z produkcji. Był to obraz „Nietutejsza” Franciszka Dzidy - pracownika cukrowni w Chybiu, twórcy AKF „Klaps”.
Quiz: Rozpoznaj film po 3 słowach. Na pewno zgarniesz więcej niż 50%
„Zaprosiłem go do Chybia. Przyjechał raz, drugi... Był zafascynowany cukrownią i jej pracownikami, których połączyła wspólna pasja - film. Kieślowski poprosił mnie, żebym to wszystko opisał w formie pamiętnika” – wspominał w wywiadzie dla portalu gazetacodzienna.pl Dzida.
Mężczyzna tak właśnie zrobił, a to co napisał stało się kanwą scenariusza „Amatora”. On sam natomiast, automatycznie, stał się pierwowzorem głównego bohatera, którego pamiętamy z filmu jako Filipa Mosza. Postać, w którą wcielił się Jerzy Stuhr, to pracownik prowincjonalnej fabryki i wielki fan kręcenia filmów. Początkowo zupełnie amatorskich – zakupił swoją pierwszą kamerę, by uwiecznić narodziny córki i pierwsze chwile jej życia. Z czasem jednak, kiedy władze firmy dowiadują się, że posiada sprzęt, przychodzą do niego z propozycją nakręcenia materiału z jubileuszu fabryki. Mosz się zgadza, a pasja filmowca budzi się nim na całego.
Marzył, by to Stuhr zagrał Mosza. Pojawił się jednak problem
Kieślowski i Stuhr poznali się jeszcze wiele lat przed realizacją „Amatora”. Lubili się jednak i cenili, a reżyser nie wyobrażał sobie, żeby w głównego bohatera jego nowego obrazu miał się wcielić inny aktor. Kiedy powstawał scenariusz do produkcji, wielu zdawało sobie sprawę, że Stuhr wielu może wydawać się nieodpowiednim wyborem do tej roli. Aktor zagrał bowiem w międzyczasie Lutka Danielaka w filmie „Wodzirej”, a jego bohater nie był postacią, która budziła sympatię. Robiono więc wszystko, by dzięki roli Mosza aktor wydobył się z szuflady artystów-specjalistów od negatywnych ról.
„Ileż on się nabiedził, nastawał, aby widz w jak najkrótszym czasie zapomniał, iż ma do czynienia z Wodzirejem, i uwierzył, że to dobry człowiek, ten Filip Mosz. Od takich drobiazgów jak zmiana twarzy – wąsy, po ułożenie całej pierwszej sekwencji filmu, w której to bohaterowi rodzi się dziecko i on tego dziecka pragnie i żonę mocno kocha – moc zabiegów dla tak zwanego ‘ocieplenia postaci’. To był wielki prezent scenarzysty, reżysera dla aktora, wiara Krzyśka w moje możliwości” – podkreślał Jerzy Stuhr w swojej książce „Sercowa choroba”.
Starania reżysera przyniosły spodziewany skutek, bo „Amator” okazał się prawdziwym hitem. Chwalili krytycy, ale i zwykli widzowie, którzy tłumnie przybywali do kin (film zobaczyło ponad pół miliona widzów). Sama produkcja spotkała się z doskonałym przyjęciem na festiwalach filmowych. Obraz otrzymał m.in. nagrodę FIPRESCI, Złote Lwy na Festiwalu Filmowym w Gdyni, nagrodę Interfilm na Berlinale, Grand Prix Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Chicago.
Źródło: Radio ZET/dzieje.pl/Wikipedia