Został ikoną kina, ale żałował kultowej roli. Oto co krzyczeli za nim na ulicy
Wojciech Pokora był jedną z największych gwiazd polskiego kina czasów PRL. Choć zagrał w wielu kultowych produkcjach, jedna rola przylgnęła do niego na zawsze – i nie była to etykietka, której pragnął. Po latach przyznał, że gdyby mógł, odrzuciłby propozycję zagrania w tej produkcji.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Wojciech Pokora żałował kultowej roli z filmu „Poszukiwany, poszukiwana”.
- Jak publiczność reagowała na jego postać w życiu codziennym.
- Jak ta jedna rola wpłynęła na całą jego dalszą karierę.
Mistrz komedii, który nie znosił swojej najsłynniejszej roli
Wojciech Pokora to jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiego kina i telewizji okresu PRL. Urodzony w 1934 roku w Warszawie, aktor z wykształcenia był... mechanikiem samochodowym. Dopiero później ukończył warszawską PWST i związał się na długie lata z Teatrem Dramatycznym, a następnie Teatrem Kwadrat.
Rozwiąż filmowy quiz. Tylko mistrz zdobędzie komplet punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem…
Quiz: Tylko najwięksi znawcy zdobędą 15/15. Dopasuj aktora do kultowej polskiej komedii
Widzowie pokochali go za niepowtarzalne połączenie komizmu z melancholią, dzięki czemu nadawał swoim postaciom głębi i autentyczności. Przez lata zagrał w dziesiątkach kultowych produkcji, m.in. „Czterdziestolatku”, „Alternatywy 4” czy „Karierze Nikodema Dyzmy”. Jednak mimo ogromnego dorobku, jedna rola przylgnęła do niego na zawsze – i to wbrew jego woli.
Ludzie krzyczeli za nim na ulicy. „Te, Maryśka!"
Chodzi o film „Poszukiwany, poszukiwana” z 1973 roku, w reżyserii Stanisława Barei. Pokora wcielił się tam w postać Stanisława Marii Rochowicza, muzealnika, który w wyniku nieporozumień musi ukrywać się przed wymiarem sprawiedliwości, przyjmując kobiecą tożsamość gosposi o imieniu Marysia. Rola komiczna, brawurowa i niezapomniana, a jednocześnie brzemienna w skutki dla samego aktora.
Wojciech Pokora po latach przyznał, że żałował przyjęcia roli w filmie „Poszukiwany, poszukiwana”. Choć ta postać przyniosła mu dużo sympatii na zawsze przykleiła do niego łatkę, której nigdy nie zdołał się pozbyć. Nie mógł opędzić się od fanów, którzy krzyczeli za nim na ulicy lub na plaży. W pewnym momencie miał już tego dosyć.
Posiadając obecną wiedzę, na pewno nie przyjąłbym roli Stanisława Marii Rochowicz w filmie Poszukiwany, poszukiwana. Ta rola na długo zapisała się w pamięci Polaków, ale i sprawiła, że nie mogłem się uwolnić od łatki „Marysi”. Wielokrotnie ludzie krzyczeli za mną na ulicy: „Te, Maryśka!" Albo wołali na plaży: „Marysiu, zupa ci kipi!" To była etykietka, której nie mogłem się pozbyć
Choć dla widzów film stał się komediowym klasykiem, dla aktora był on źródłem ambiwalentnych uczuć. Z jednej strony rola przyniosła mu ogromną popularność i sympatię publiczności, z drugiej – na długie lata zamknęła go w szufladce „śmiesznego faceta w sukience”. Nawet późniejsze, poważniejsze role nie były w stanie całkowicie zetrzeć tego wizerunku.
Źródło: Radio ZET/ Wikipedia/gazeta.pl