Depresyjne i zapomniane dzieło lat 70. Błędne interpretacje irytowały Polaka
"Na wylot" to dzieło Grzegorza Królikiewicza, które wywołało burzę w mediach w latach 70. Jedni zachwycali się produkcją, inni krytykowali pomysł młodego reżysera. Choć Królikiewicz ignorował większość ocen swojego dzieła, jedna szczególnie go irytowała.
- "Na wylot" to film Grzegorza Królikiewicza.
- Produkcja wygrała trzy nagrody na Festiwalu Filmów Fabularnych w Łagowie.
- Opinie krytyków irytowały Grzegorza Królikiewicza.
Grzegorz Królikiewicz wyreżyserował jedno z najbardziej depresyjnych dzieł lat 70.
"Na wylot" to produkcja, która w latach 70. wywołała lawinę komentarzy. Debiutancki film Grzegorza Królikiewicza opowiadał autentyczną historię małżeństwa Maliszów, którzy zmagają się z bezrobociem i nędzą. W wyniku poczucia beznadziei i odrzucenia ze strony społeczeństwa, decydują się na zbrodnię, mordując troje starszych, bezbronnych ludzi. Za zdobyte w ten sposób pieniądze spędzają krótki czas w luksusowym hotelu. Po aresztowaniu stają przed sądem, gdzie każde z nich stara się wziąć winę na siebie, aby chronić drugiego przez karą śmierci. Smutna produkcja opowiadała zwracała uwagę na postępowanie ludzkie w sytuacjach skrajnego kryzysu. Film wywołał lawinę zarówno przychylnych, jak i negatywnych komentarzy.
Quiz: Najwspanialsze filmy z okresu PRL. Poznasz wszystkie po 1 kadrze? [Quiz]
Krytycy mieli podzielone opinie
"Na wylot" wywołało dyskusję w mediach PRL-u. Krytycy przyjęli produkcję dosyć entuzjastycznie, chociaż nie zabrakło także negatywnych opinii. Andrzej Werner zachwycał się kunsztem Grzegorza Królikiewicza: "W jego filmie nie znajdziemy publicystycznej tezy, trudno powiedzieć, że pokazuje on jakikolwiek mechanizm społeczny, który prowadzi do tego, iż rodzą się postawy przestępcze; nie ma tu jednoznacznie brzmiących oskarżeń. Autor nie oskarża, nie przestrzega ani piętnuje, z jego filmu nie sposób wyprowadzić programu społecznej profilaktyki" - pisał krytyk filmowy i literacki.
Jedną z osób, które krytykowały "Na wylot", był wykładowca Grzegorza Królikiewicza z Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. L. Schillera w Łodzi. Aleksander Jackiewicz pisał: "Królikiewicz stępił temat przez nazbyt poetycką formę: stylizowaną, symboliczną narrację. Tymczasem dramat Maliszów wziął się z drobnych życiowych plag, stworzyła go szara rzeczywistość. Już trzecie pokolenie filmowców polskich uprawia poezję. 'A włócz się, poezyo, włócz…'". Zbigniew Klaczyński na łamach "Trybuny Ludu" również wyrażał niechęć wobec filmu: "Na wylot jest filmem, w którym ekspresja góruje nad wyjątkowo bałamutnym, rozkojarzonym myśleniem, absolutnie niezdolnym do zracjonalizowania przedstawionych stanów, postaw i działań. (…) Film odniósł sukces, który raz jeszcze potwierdził fałszywy system naszych krytycznych miar: bardzo popłaca w nim talent, bardzo nisko notuje się myślenie". Zdaniem wielu osób film epatował brzydotą.
Jerzy Uszyński napisał po latach: "Ten film do dzisiaj robi na mnie piorunujące wrażenie. Jest zbudowany bardziej jak utwór muzyczny z jego zmiennymi rytmami niż jak dzieło malarskie z jego kontemplacyjnym bezruchem czy utwór prozatorski z jego pogonią za fabułą skrywającą sens". Krytyk filmowy po latach stwierdził, że "Na wylot" to najlepszy film Grzegorza Królikiewicza.
Grzegorz Królikiewicz nie zgadzał się z interpretacją filmu
Dzieło Grzegorza Królikiewicza na 27. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Cannes. Krytycy filmowi z Cannes jednogłośnie stwierdzili, że "Na wylot" jest zbliżony do "Zbrodni i kary" Fiodora Dostojewskiego, co wyjątkowo denerwowało reżysera. Grzegorz Królikiewicz odpowiadał: "gdyby Dostojewski chwycił się za Maliszów, to wiecie, jak by to się skończyło? Gigantyczną sceną pokuty obojga, upokorzenia się przed władzą, ukorzenia przed społeczeństwem, i wyznaniem prawdy, on by powiedział: zabijałem, ale i ona zabijała, i ona by powiedziała: zabijałam, ale i on zabijał. A w filmie tego nie ma”.
Źródło: Radio ZET/Wikipedia