Był dziecięcą gwiazdą PRL, ale porzucił aktorstwo. Życie boleśnie go doświadczyło
Bogdan Izdebski w latach 70. odnosił sukcesy, o których wielu jego rówieśników mogło tylko pomarzyć. Grał w popularnych filmach i serialach, zyskując rzeszę fanów. Sława nigdy nie przysłoniła mu jednak życiowych priorytetów. Aktor, zamiast angażować się dalej w ten niepewny zawód, zdecydował się skupić na rodzinie i wybudować wymarzony dom. Kiedy był już bliski celu, doszło do tragedii, która odmieniła jego losy…
- Bogdan Izdebski w latach 70. był jedną z największych dziecięcych gwiazd PRL-u.
- Widzowie pokochali go za występy w rodzimych filmach i serialach.
- Mimo ogromnego sukcesu, nie zdecydował się jednak kontynuować kariery. Od kilku dekad mieszka i pracuje w Kanadzie.
Kariera Bogdana Izdebskiego
Bogdan Izdebski urodził się w Warszawie w 1957 roku. Swoją przygodę z aktorstwem zaczynał jako… 3-letni chłopiec. To, że trafił na plan filmowy opisywał jako czysty przypadek. Okazuje się bowiem, że wybrał się na casting, by kibicować bratu, który ubiegał się wówczas o rolę. Twórcy z miejsca dostrzegli jednak, że to młodszy z chłopców ma zadatki na bycie gwiazdą i niemal natychmiast włączyli go w swój projekt. Mały Bogdan nie tylko bardzo szybko oswoił się z kamerą, ale i zaczął uczyć języków obcych, dzięki czemu mógł występować również w produkcjach NRD.
Quiz: Z jakiego serialu PRL pochodzi ta postać? Tu poradzi sobie tylko umysł doskonały
To jednak nie niemieckie, a polskie produkcje uczyniły z niego prawdziwą gwiazdę. Widzowie pokochali go m.in. jako Adama Pierzchałę w dramacie „Abel, twój brat”, Stefana Pająka w serialu „Podróż za jeden uśmiech”, czy Julka w komediodramacie „Profesor na drodze”. Wielu zapamiętało go także z filmów „Motyle”, „Nie będę cię kochać” oraz „Nie zaznasz spokoju”. Choć nigdy nie zdobył żadnej nagrody, uchodził za jednego z najzdolniejszych dziecięcych aktorów PRL i nadzieję polskiego kina. Wszystkim jego fanom trudno było uwierzyć, kiedy okazało się, że ich ulubieniec nie zamierza kontynuować kariery aktorskiej…
Pożar strawił jego marzenia
Kiedy w 1984 roku po raz ostatni pojawił się na ekranach (zagrał Jaronia w filmie „Czas dojrzewania”), Izdebski miał już nie tylko żonę, ale i dwójkę dzieci. To właśnie dla rodziny zdecydował się zrewidować swoje plany na przyszłość. Mimo że w branży powodziło mu się całkiem nieźle, szybko zdał sobie sprawę, że nie jest to zawód, który pozwoli mu zapewnić bliskim godne życie. Porzucił więc zupełnie pracę przed kamerą i otworzył… warzywniak.
Mniej więcej w tym samym czasie zaczął także budować wymarzony dom. Projekt pochłonął go bez reszty – Izdebski podjął się nie tylko nadzorowania prac, ale większość z nich wykonał samodzielnie. Rodzina nie cieszyła się jednak zbyt długo owocami tego ogromnego przedsięwzięcia. Posiadłość doszczętnie spłonęła zaledwie dzień po zakończeniu budowy. „Wciąż nie wiem, co się stało. Wszystko przepadło.” – mówił w jednym z wywiadów.
Kanada stała się jego drugim domem
Izdebski, mimo ogromnej straty, nie załamał się i wymyślił dla siebie i swoich bliskich plan B. Na początku lat 90. wraz z żoną i dziećmi wyemigrował najpierw do Aten, a potem do Kanady, gdzie ostatecznie osiadł na stałe. Początkowo pracował przy remontach, a kiedy okazało się, że praca, choć ciężka, nie przynosi mu spełnienia, uruchomił własny biznes. „Nie przyjechałem tutaj, by się zaharować. Na campusie Uniwersytetu Guelph w Ontario otworzyłem budkę z hot-dogami i polskimi naleśnikami, a studentów przyciągnąłem graniem na gitarze. Dla nich jestem Bob’s Dogs” – wyjawił w wywiadzie, cytowanym przez portal Pomponik.
Małżeństwo aktora nie przetrwało próby czasu. Dziś Bogdan Izdebski jest rozwodnikiem i, jak donoszą media, rozważa wznowienie kariery. Gwiazdor ma nadzieję, że może jeszcze kiedyś uda mu się przeżyć kolejne „pięć minut sławy”, tym razem w kanadyjskiej telewizji.
Źródło: Radio ZET/Pomponik