Artyści oburzeni po słowach Chalameta. Dlaczego przez to może przegrać Oscara?
Wystarczyła chwila, żeby szanse hollywoodzkiego aktora na Oscara znacznie spadły. Timothee Chalamet zaledwie jednym zdaniem wywołał burzę, która może wpłynąć na jego przyszłą karierę zawodową. Na jego słowa zareagował cały świat.
Z tego artykułu dowiesz się:
- W jaki sposób Timothee Chalamet zdenerwował artystów z całego świata.
- Jak na słowa aktora zareagowało środowisko artystyczne.
- Jak po kontrowersyjnej wypowiedzi prezentują się szanse młodego gwiazdora na wymarzonego Oscara.
Dlaczego Timothee Chalamet zdenerwował artystów z całego świata?
Słowa Timotheego Chalameta wywołały burzę w świecie sztuk scenicznych. Nominowany do Oscara aktor znalazł się w centrum krytyki po tym, jak w jednej z rozmów zasugerował, że balet i opera to dziedziny, które nie cieszą się już takim zainteresowaniem publiczności jak dawniej.
Rozwiąż quiz, w którym pytamy o oscarowe hity. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Cały świat zna te oscarowe hity z USA. Mistrz zdobędzie 15/15
Do sytuacji doszło podczas lutowego spotkania na University of Texas, gdzie Chalamet rozmawiał z Matthew McConaugheyem o przyszłości kina i wysiłkach podejmowanych w celu ochrony tej sztuki. W trakcie dyskusji aktor stwierdził: "Nie chciałbym pracować w balecie czy operze albo w innych rzeczach, gdzie mówi się: 'Hej, podtrzymujmy to przy życiu, mimo że tak naprawdę nikogo już to nie obchodzi'”. Po chwili dodał jednak: "Z całym szacunkiem dla wszystkich ludzi baletu i opery”.
Fragment rozmowy opublikowany w serwisie YouTube przez Variety szybko obiegł internet. Sam aktor zdawał sobie sprawę, że jego wypowiedź może zostać odebrana kontrowersyjnie. "Właśnie straciłem 14 centów oglądalności” - zażartował, co tylko podkreśla podejście Chalameta do teatru. Po chwili artysta dodał: "Strzeliłem sobie w stopę zupełnie bez powodu”.
Jak na słowa amerykańskiego aktora zareagowali przedstawiciele teatru, opery i baletu?
Reakcja środowiska artystycznego była natychmiastowa. Kanadyjska mezzosopranistka Deepa Johnny określiła słowa aktora jako "rozczarowujące stanowisko”. Z kolei hollywoodzka gwiazda Jamie Lee Curtis zapytała w relacji na Instagramie: "Dlaczego artyści atakują innych artystów?”. Johnny podkreśliła przy tym, że twórcy powinni "łączyć siły ponad podziałami między dziedzinami”, aby "wspierać i wzmacniać te formy sztuki”.
Jeszcze ostrzej wypowiedział się amerykański artysta Franz Szony. "Dwie klasyczne formy sztuki istniejące od setek lat, które wymagają ogromnego talentu i dyscypliny - czego ten człowiek nigdy nie będzie posiadał. To wiele mówi o jego poziomie gustu… a dodawanie 'bez obrazy' po powiedzeniu czegoś obraźliwego w rzeczywistości oznacza: 'Nie szanuję sztuki, której nie rozumiem'” - napisał.
Głos zabrało także środowisko baletowe. Choreograf Martin Chaix podkreślił, że balet pozostaje żywą i ważną formą sztuki. "Jeśli już, to w świecie, w którym sztuczna inteligencja zmienia kino szybciej, niż wielu zdaje sobie sprawę, bezpośrednia, ludzka obecność w balecie i operze staje się jeszcze bardziej potrzebna, a nie mniej. Mam nadzieję, że kiedyś trafi do teatru” - skomentował.
Podobne stanowisko przedstawił English National Ballet, który w mediach społecznościowych zapewnił, że balet "nie tylko żyje, ale wręcz rozkwita”. "Ponad 200 tys. osób wzięło udział w naszych spektaklach, doświadczając siły baletu” - napisano w poście. „Nasze treści w mediach społecznościowych osiągnęły ponad 65 milionów wyświetleń, a poprzez działania edukacyjne i artystyczne dotarliśmy do tysięcy osób w różnym wieku i z różnych środowisk”.
Niektórzy artyści zareagowali bardziej lakonicznie. Amerykański choreograf Kam Saunders, który pracował jako tancerz podczas trasy The Eras Tour Taylor Swift, skomentował sprawę jednym słowem: "Ojej”.
Całą sytuację w kreatywny sposób wykorzystała natomiast Seattle Opera. Instytucja przygotowała specjalną promocję na nadchodzące przedstawienie opery Carmen. "Mamy tylko jedno do powiedzenia: użyj kodu promocyjnego TIMOTHEE, aby otrzymać 14 procent zniżki na wybrane miejsca na 'Carmen' - oferta obowiązuje tylko do końca weekendu. Timmy, ty też możesz z niej skorzystać” - napisano na Instagramie.
Artyści teatralni zaczęli również publikować w sieci nagrania z pełnych sal i entuzjastycznej publiczności, pokazując, że balet i opera wciąż przyciągają tłumy. Dla wielu obserwatorów była to klasyczna "internetowa zemsta”.
Jak słowa Timotheego Chalameta wpłynęły na jego oscarowe szanse?
W tym samym czasie pojawiły się także informacje z branży filmowej. Według danych z platformy predykcyjnej Polymarket aktor Michael B. Jordan wyprzedził Timothee Chalamet w prognozach dotyczących Oscara dla najlepszego aktora w 2026 roku. Szanse Jordana na zdobycie statuetki wzrosły ponad czterokrotnie od marca. Co ważne, kontrowersyjne nagranie, na którym amerykański aktor krytykuje balet i operę, zostało udostępnione pod koniec lutego bieżącego roku. Oscarowe głosowanie zakończyło się natomiast 5 marca. Gala rozdania najważniejszych nagród w przemyśle filmowym odbędzie się w nocy z 15 na 16 marca. To właśnie wtedy dowiemy się, czy słowa Chalameta wpłynęły na jego triumf.
Jedno jest pewne - kilka zdań wypowiedzianych podczas rozmowy o kinie wystarczyło, by rozpętać debatę o kondycji sztuk scenicznych. A internet już tradycyjnie wybrał swoje pole bitwy.
Źródło: Radio ZET/ BBC