Zamknij

Ochroniarz księcia Harry'ego i Meghan Markle skazany za znęcanie się nad żoną

28.09.2022 17:57

Zagranicznymi mediami wstrząsnęła wiadomość dotycząca ochroniarza Meghan Markle i księcia Harry'ego. Pere Daobry przez wiele lat znęcał się nad swoją żoną, która popełniła samobójstwo.

Meghan i Harry z ochroniarzem
fot. screen: Twitter @Britannicus Maximus "Brutus" / w8media

Meghan Markle i książę Harry od dłuższego czasu kojarzeni są ze skandalami. "Czarne owce" brytyjskiej rodziny królewskiej od czasu głośnego konfliktu z resztą familii muszą mierzyć się z ostrą krytyką. Z pewnością medialny szum wokół książęcej pary nie ucichnie po najnowszych rewelacjach opublikowanych przez "Daily Mail". Okazuje się, że jeden z ich pracowników to 51-latek oskarżony o znęcanie się nad żoną, która popełniła samobójstwo.

Meghan Markle i książę Harry zatrudnili przestępcę? Pere Daobry przez lata znęcał się nad żoną

Jak informuje "Daily Mail", jednym z ochroniarzy Meghan i Harry'ego jest Pere Daobry, 51-letni były policjant, który ma na koncie poważne oskarżenia. Mężczyzna otrzymał wyrok 12 tygodni więzienia i nakaz wykonania 200 godzin pracy za znęcanie się nad żoną. Zdaniem wielu osób, wyrok był wyjątkowo łagodny.

- Chwycił mnie. Następną rzeczą, którą pamiętam, było to, że leżałam na plecach. Nie mogłam oddychać. Zorientowałam się, że jego ręce są wokół mojej szyi, dusił mnie. Wszystko, na czym wówczas mogłam się skupić, to próba utrzymania się przy życiu. Zdałam sobie sprawę, że muszę leżeć spokojnie, nie szarpać się i oddychać przez nos. Od śmierci dzieliły mnie tylko sekundy. Wiedziałam, że jest wściekły. Prawie mnie wtedy zabił  - opowiadała Sarah Jay.

Niestety, po traumatycznych przeżyciach kobieta borykała się z problemami psychicznymi i popełniła samobójstwo.

- To był taki szok, kiedy zobaczyłem zdjęcie, natychmiast go rozpoznałem. Pere jest wysoki i ma pewne cechy charakterystyczne między innymi duże blizny na twarzy. Pere traktował Sarę okropnie. Wielokrotnie próbowała od niego uciec - stwierdził informator "Daily Mail".