Zamknij

Filip Chajzer wyśmiewa obostrzenia i narodową kwarantannę. "Zabawa w kotka i myszkę"

21.12.2020 08:07

Filip Chajzer zrobił sobie kilka dni urlopu i wyjechał na Słowację. Tam szusował po stokach i korzystał z rozrywek. Teraz w krótkim komentarzu podsumował różnice w obostrzeniach w Polsce i u naszych sąsiadów.  "Od dziś mają tu lockdown. Tylko z głową" - zauważa.

Filip Chajzer
fot. Artur Zawadzki/REPORTER/EAST NEWS

Filip Chajzer podzielił się w sieci swoimi spostrzeżeniami, dotyczącymi obostrzeń w Polsce oraz za granicą, dokładnie mówiąc u naszych słowackich sąsiadów. Dziennikarz zrobił sobie kilka dni urlopu i pojechał tam na narty. Była to dobra okazja do rozważań na temat funkcjonowania Słowacji w pandemii. Nie zabrakło też uwag na temat restrykcji, wprowadzanych przez polskie władze. Już niebawem, 28 grudnia, wprowadzone u nas zostaną nowe zmiany, związane z tzw. narodową kwarantanną.

Przypominamy, że oprócz dotychczasowych obostrzeń, które pozostają w mocy, zamknięte zostaną hotele, galerie handlowe oraz stoki narciarskie. Jeszcze niedawno fakt pozostawienia stoków w działaniu, przy jednoczesnym zamknięciu wielu innych usług, spotkał się z krytyką w sieci. Wiele hejtu wylano na prezydenta Andrzeja Dudę, który na chwilę znów stał się królem memów. Wszystko przez to, że wprowadzane ograniczenia często wyglądają jak "zabawa w kotka i myszkę". Takich waśnie słów użył Filip Chajzer, by podsumować zapowiadaną narodową kwarantannę, związaną z pandemią koronawirusa.

Zobacz także: Filip Chajzer chwali się metamorfozą. "Żałuję, że wziąłem się za siebie dopiero po 30-tce" [FOTO]

Filip Chajzer o obostrzeniach: "Zabawa w kotka i myszkę"

Dziennikarz opublikował w sieci zdjęcie z kilkudniowego białego szaleństwa w słowackich Tatrach. Wyjazd dał mu do myślenia na temat tego, jak tamtejsze władze traktują pandemię i swoich obywateli w tych trudnych dla wszystkich czasach. Jak zauważa Filip Chajzer, choć jest oczywiste, że nie da się wszystkiego tak dobrze skontrolować, to jednak na Słowacji wszystko działa, bo inne jest także podejście typowego Słowaka, nacechowane odpowiedzialnością i troską o innych. Jak podkreśla Chajzer, liczą się fakty - na przykład test na covid.

"To były 3 piękne dni spędzone na desce na Słowacji Nikt nie pytał czy to podróż służbowa... bo wiadomo, że nie. Nie ma zabawy w kotka i myszkę. Pytano za to o aktualny test na covid, kiedy kupowałem karnet. Do gondoli, albo na "krzesełko" razem wchodzą tylko domownicy. Jak nie to jedziesz sam. Oczywiście nie ma jak tego dokładnie skontrolować w cyklu pracy wyciągu, ale każdy sam to kontroluje i to serio działa" - zauważa prezenter.

Jak dodaje, restrykcje są wprowadzone w taki sposób, by ludzie byli bezpieczni, a jednocześnie by każdy biznes mógł funkcjonować na tyle normalnie, na ile to możliwe.

"Fakt kolejki są trochę dłuższe, ale też bez przesady. Odstępy, maseczki w kolejkach, gastro na powietrzu. Od dziś mają tu lockdown. Tylko z głową. Wyciągi dalej będą jeździć, hotele pracować. Jest ciężko, masa ograniczeń, ale miejscowi mogą zarabiać pieniądze, a turyści je wydawać. Mozolnie, ale jakoś się to kręci. Zakopane i Jasną (Chopok) dzieli godzina drogi. Czytam, że po świętach kwarantanna będzie obowiązkowa dla osób, które przyjadą transportem zorganizowanym do Polski między 28 grudnia a 17 stycznia. Prywatne auto transportem zorganizowanym nie jest. Polacy razem ze swoimi pieniędzmi przyjadą więc zapewne tu... Dostosują się do covidowych zasad, które są tu bardzo restrykcyjnie przestrzegane i spędzą piękny czas w Tatrach" - stwierdza.

Swój wpis kończy smutnym spostrzeżeniem:

"Jest mi bardzo przykro, że w Polsce zabrakło słowackiego rozsądku, bo nie trzeba być Wernyhorą, żeby wiedzieć, co stanie się z naszym przemysłem turystycznym po tym sezonie... Wnioski, morał, zostawiam Państwu".

loader

RadioZET.pl/AS