Zamknij

Doda zapowiada walkę ze Stępniem. Wstrząsające wyznanie Rabczewskiej. "Wejdę nawet z policją"

06.10.2021 23:17

Dorota Rabczewska zorganizowała na Instagramie konferencję prasową, podczas której ujawniła wiele faktów na temat "Dziewczyn z Dubaju" oraz relacji z Emilem Stępniem. Zapowiada walkę o film.

Doda i Stępień
fot. VIPHOTO/East News

Doda przekazała fanom kolejne informacje, związane z aferą o film "Dziewczyny z Dubaju", którego jest producentką kreatywną. Film powstawał pod spółką, jaką Rabczewska zawiązała ze swoim mężem - Emilem Stępniem. Piosenkarka ma w spółce połowę udziałów i zasiada w jej zarządzie. Tymczasem niedawno ujawniła, że wraz z Marią Sadowską, reżyserką dzieła, nie zostały wpuszczone, by dokonać ostatecznych poprawek filmu. Po publikacji filmu, na którym Rabczewska i Sadowska dobijają się do drzwi montażowni, Emil Stępień przekazał mediom komentarz, w którym zarzucił żonie oraz reżyserce filmu niekompetencję. "Chcą się bawić, niech idą do Smyka" - stwierdził. Dodał też, że jest to "jego" film.

Dorota Rabczewska postanowiła na te słowa zareagować. Zorganizowała na Instagramie konferencję, podczas której ujawniła wiele nieznanych informacji na temat produkcji, ale także zaskakujących szczegółów relacji ze Stępniem.

Zobacz także: Ewa Chodakowska w ogniu krytyki. Jan Śpiewak zarzuca jej patodeweloperkę

Doda zapowiada walkę ze Stępniem o "Dziewczyny z Dubaju". "Nie będę Doda, jak się poddam"

Podczas instagramowej konferencji, którą Doda zorganizowała, by wyjaśnić fanom oraz przedstawić mediom, jak wygląda sytuacja wokół "Dziewczyn z Dubaju" po tym, jak Emil Stępień uniemożliwił jej dokończenie filmu. Jak zapowiedziała, pierwszym krokiem, jaki wykona, będzie właśnie skończenie filmu, a więc skorcenie go zgodnie z sugestiami osób, które miały okazję film oglądać przedpremierowo w obecnym kształcie. Jak podkreśliła Rabczewska, ma na myśli przede wszystkim dobro samego filmu, który - jeśli będzie zbyt długi - będzie rzadziej emitowany w kinach. Co za tym idzie - będzie mniej dochodowy. Rabczewska zaznaczyła, że aspekt ekonomiczny jest bardzo ważny, ale zauważyła, że jest jej po prostu szkoda pracy wszystkich osób, które były zaangażowane w ten projekt.

Doda stwierdziła, że ma zamiar dostać się do montażowni, choćby musiała pojawić się przy drzwiach z policją.

Kiedy padło kilka pytań, związanych z prywatną relacją między Dodą a jej mężem, Rabczewska zaznaczyła, że nie chce o tym opowiadać. Pojawiły się jednak informacje o tym, jakoby Stępień miał być odpowiedzialny za zastraszające maile, jakie dostawać ma mama Rabczewskiej. Piosenkarka zauważyła, że "z jakiegoś powodu się z Emilem rozstała".

Zobacz także

"Jest nieuchwytny. Nie mam z nim kontaktu. Wysyła do mojej mamy niepokojące wiadomości. Prawnicy już działają. On uważa, że nie ma nic do stracenia" - powiedziała. Dodała też, że Emil dał jej "szkołę życia".

"Dał mi taką szkołę życia, że takie oświadczenia nic mi nie robią. Potrafił powiedzieć, że nie jestem godna, albo, że jestem piątym kołem u wozu. Przepracowałam to, byłam na terapii, byłam na dnie. Miałam najgorsze myśli, przepłaciłam to życiem, ale wstałam. Podniosłam się, jestem silna i mam siłę walczyć. Wtedy mnie raniły, teraz nie. Ja swoją wartość znam i pracę, jaką włożyłam. Dotrzymałam słowa jako producent artystyczny. Zrobiłam wszystko" - wyjaśniła.

Emil Stępień odpiera zarzuty Dody. Kolejne oświadczenie producenta

Na reakcję Stępnia nie trzeba było długo czekać. W najnowszym oświadczeniu mąż Rabczewskiej zauważa, że ich konflikt ma charakter czysto osobisty.

"Zupełnie niezrozumiałe dla mnie jest to, że producentka kreatywna i reżyserka nagle i trzy miesiące po pierwszych przedpremierowych pokazach) chce "dokończyć" film" - oświadcza Stępień. Podkreśla, że pokazy przedpremierowe trwają od czerwca, a sama Rabczewska akceptowała wcześniej prezentowaną wersję filmu jako dokończoną - o czym miała wielokrotnie mówić w sieci. Mąż Rabczewskiej zarzuca jej, że ta po prostu nie pamięta, że wersję filmu zaakceptowała.

"Cała afera wokół tego "dokańczania" filmu wynika z tego, jak krótkotrwała jest ludzka pamięć. W związku z tym pozwolę sobie na małą retrospekcję (...). Nie dalej niż w czerwcu 2021 film został już ukończony i był przedmiotem przedpremierowych pokazów - uczestniczyłem w nich razem z panią Dorotą. Pokazywana wersja była zaakceptowana przez nas oboje i była wersją ostateczną" - tłumaczy w oświadczeniu Stępień.

Producent podkreśla, że zarówno jego żona, jak i reżyserka - Maria Sadowska - były traktowane profesjonalnie i ich opinie o zaakceptowanej wersji filmu traktował jako profesjonalne i wiarygodne.

"Zadaję sobie teraz pytanie: czy wcześniejsze zapewnienia obu artystek mam traktowa jako nieprawdziwe? (...) Wszyscy goście z czerwcowych pokazów wypowiadali się o filmie pozytywnie (...). Na etapie, w którym szykujemy już premierę i za sześć tygodni będziemy pokazywać film w kinach, nie możemy sobie pozwolić na taki zamęt informacyjny. Z szacunku dla naszych partnerów i widzów nie możemy manipulować dziełem, które jest już wdrażane do dystrybucji" - podkreśla Stępień.

Co ciekawe, w komentarzach pod wpisami internautów odpiera też zarzut, jakoby film był zbyt długi. Przekonuje, że wiele ostatnich kasowych produkcji jest znacznie dłuższych, ale nikomu to nie przeszkadza: "Najnowszy „Bond” - 2h43’ - otwarcie 440 tys widzów!!! Zatkało kakao?" - pisze.

loader