Wielki polski przebój lat 90. powstał w 5 minut. Miał go śpiewać ktoś zupełnie inny
To był jeden z największych polskich przebojów ostatniej dekady XX wieku. Andrzej Piaseczny razem z Robertem Chojnackim nagrali wspólnie "Prawie do nieba", choć wokalista początkowo miał nie śpiewać numeru. Jak to się stało, że to jednak jego słyszymy na płycie?
Z tego artykułu dowiesz się:
- Robert Chojnacki rozbił bank debiutancką płytą.
- Do współpracy zaprosił Andrzeja Piasecznego, wtedy wokalistę Mafii. Ten chciał napisać jedynie teksty.
- Na samym końcu powstały "Budzikom śmierć" i "Prawie do nieba". To były największe przeboje.
Robert Chojnacki nagrał debiutancką płytę. Nikt nie chciał jej wydać
W 1995 roku Robert Chojnacki nie był znany szerokiej publiczności. Działał, co prawda w DeMono, ale na pierwszy plan wybijali się tam Andrzej Krzywy i Marek Kościkiewicz. Chojnackiemu jednak to nie przeszkadzało i nadal zamierzał nagrać swój materiał. Nie zraził się nawet tym, że żadna z dużych wytwórni działająca wtedy w Polsce, nie była zainteresowana materiałem saksofonisty. Ostatecznie na wydanie albumu zdecydował się Ryszard Adamus z wytwórni Ara. Mężczyzna tak mocno uwierzył w projekt, że zastawił nawet własny dom, aby wydać tę płytę. Opłaciło się. "Sax & Sex" ukazała się w 31 grudnia 1995 roku i okazała się sporym sukcesem. Sprzedało się ponad 1,5 miliona egzemplarzy, a album pokrył się podwójną platyną. Zanim jednak się to stało, Chojnacki musiał nagrać płytę, a to sprawiało mu pewne problemy.
Jak dobrze pamiętasz wielkie przeboje z lat 90.? Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalsza część artykułu znajduje się pod quizem.
Quiz: Pamiętasz te hity lat 90.? Quiz dla ekspertów kina
Chojnacki zaprasza do współpracy Piasecznego
Chojnacki miał problem z dwoma rzeczami. Przede wszystkim potrzebował "głosu" do swojego projektu. Do współpracy zaprosił więc lidera Mafii, Andrzeja Piasecznego. Ten miał przede wszystkim pomóc w pisaniu tekstów. Piasek nie chciał angażować się w promocję projektu, a wokale miały być przeznaczone dla wokalistki, która miała być wybrana w przyszlości. Gdy jednak Chojnacki nie mógł rozczytać tekstów autora, ubłagał go, żeby dograł partie wokalne. Stanęło na 7 numerach.
Chojnacki i Piaseczny posiadali też za mało gotowych piosenek, aby wydać płytę. Mieli ich tylko siedem, a osiem jeżeli liczyć instrumentalną wersję utworu "Niecierpliwi". Saksofonistę i kompozytora naglił czas. W pośpiechu powstały dwa ostatnie numery, które zostały największymi hitami na płycie - "Prawie do nieba" oraz "Budzikom śmierć".
Chojnacki wymyślił "Prawie do nieba". Wystarczyło pięć minut
"Uwielbiam pracować pod presją czasu. Kiedy zbliża się deadline, mózg mi się zaczyna gotować i produkować takie pomysły, które nie powstałyby 'na spokojnie'. Ja to uwielbiam. Uwielbiam, kiedy potrzeba coś napisać 'na jutro', a najlepiej 'na dziś'. Nie rozstaję się wtedy z dyktafonem, bo wiem, że w każdej chwili coś się we mnie otworzy i natychmiast, zanim się zamknie, muszę to zarejestrować. 'Prawie do nieba' powstała w pięć minut".
Gdy saksofonista miał już pomysł, zadzwonił po gitarzystę Michała Grymuzę i Piasecznego. Przy dwóch butelkach wina trio skutecznie "zmontowało" utwór. Tekst piosenki powstał na sam koniec. Piaseczny opowiedział w nim historię przygnębionego mężczyzny, którego dzień staje się lepszy, gdy spotyka ukochaną.
"Prawie do nieba" stało się jednym z największych hitów 1996 roku, podobnie jak "Budzikom śmierć". Piaseczny, mimo że początkowo nie myślał o zaangażowaniu się w projekt, sporo na nim zyskał. Stał się bożyszczem nastolatek, który wkrótce wydał pierwszy solowy album z hitami "Mocniej?", "Jeszcze bliżej" i "Wciąż bardziej obcy" i trafi do obsady serialu "Złotopolscy". Sielanka między ojcami sukcesu nie trwała długo. Piaseczny chciał większego wynagrodzenia za swój wkład w przeboje. Chojnacki trwał przy starej umowie i nie zgodził się na jej zmianę, co poróżniło na wiele lat muzyków.
Źródło: Radio ZET/ Wikipedia/Cyfrowa Biblioteka Polskiej Piosenki/Gazeta.pl