Polacy śpiewają, a nie wiedzą, jaka tragiczna historia kryje się za tekstem hitu lat 70.
Budka Suflera wylansowała mnóstwo ponadczasowych hitów. Jeden z nich jest szczególny, ponieważ kryje się za nim przerażająca historia. To hołd dla tragicznie zmarłych polskich himalaistów.
- Budka Suflera to polski zespół rockowy założony w Lublinie w 1974 roku przez Krzysztofa Cugowskiego i Romualda Lipko.
- Wylansowali wiele hitów. Jednym jest "Cień wielkiej góry".
- To hołd dla zmarłych polskich himalaistów.
Ten hit lat 70. to hołd dla zmarłych himalaistów
Budka Suflera to polski zespół rockowy założony w Lublinie w 1974 roku przez Krzysztofa Cugowskiego i Romualda Lipko. Przez wiele dekad swojej działalności wylansowali mnóstwo hitów. Jeden z nich to klasyk lat 70. Mało kto wie, że tekst niesie ogromne przesłanie. "Cień wielkiej góry" to hołd dla tragicznie zmarłych polskich himalaistów, którzy 2 lata wcześniej zginęli podczas pierwszej powojennej wyprawy w Himalaje. Byli to Zbigniew Stepka i Andrzej Grzązka.
Quiz: Ludzi dobrej woli jest więcej? Przypisz tekst hitu PRL do muzyka [Quiz]
Himalaistów uhonorowano tablicą pamiątkową, która została umieszczona na cmentarzu przy ulicy Lipowej w Lublinie, skąd pochodzili. Następnie Budka Suflera stworzyła utwór "Cień wielkiej góry", do którego tekst napisał Adam Sikorski, bliski przyjaciel Stepka. - Ten cień wielkiej góry, który zawisł nad losem mojego uśmiechniętego przyjaciela, nade mną wisiał przez cały czas - wyjaśniał w jednym z odcinków swojego programu na YouTube.
Schodzili i nagle ruszyła lawina. Nie mieli żadnych szans
Zbigniew Stepka to poeta i radiowiec, od dzieciństwa pasjonował się górami. To on zaproponował szalony pomysł zdobycia niezdobytych szczytów Himalajów Zachodnich z jedenastoma członkami lubelskiego Klubu Wysokogórskiego. Po zebraniu odpowiedniego sprzętu i funduszy, wyruszyli na wyprawę, mając odpowiednie szkolenia i doświadczenie. Sprzyjały im także dobre warunki pogodowe.
W dniu 17 sierpnia 1973 roku Stepka zaplanował rozpoznanie szczytu CB12 na wysokości 6252 metrów, zabierając ze sobą Andrzeja Grzązka, Teresę Rubinowską (jedyną kobietę w ekspedycji) i Edwarda Zawadzkiego, członka grupy wspomagającej. Po pokonaniu 400-metrowej bryły lodu bez trudności, misja wydawała się zmierzać ku sukcesowi. Niestety, podczas schodzenia niespodziewanie ruszyła lawina, przed którą nie mieli szans się obronić. Rubinowska i Zawadzki wrócili do bazy i powiadomili pozostałych o tragedii. Po dwóch tygodniach podjęto próbę odnalezienia ciał, lecz bez powodzenia. Jedynym śladem, który przetrwał, był czekan Grzązka.
Źródło: Radio ZET/Gazeta.pl