`

Pierwszy koncert Niemena odbył się w dziwnym miejscu. „Żenujący spektakl”

2 min. czytania
17.11.2024 08:00
Obserwuj nas na Google

Muzyczne początki zespołów czy solowych artystów bywają trudne. Nie inaczej było w przypadku Czesława Niemena. Zanim stał się sławny, musiał mierzyć się z wieloma trudami. Równie ciekawe były początki jego muzycznej kariery. Pierwszy koncert wcale nie został zorganizowany na wielkiej scenie.

Czesław Niemen
fot. WOJCIECH STROZYK/REPORTER/East News, Narodowe Archiwum Cyfrowe

Początki kariery Czesława Niemena

Czesław Niemen to jeden z najwybitniejszych polskich artystów. Jego utwory znają zarówno starsze, jak i młodsze pokolenia. Był nie tylko polskim wokalistą, ale także multiinstrumentalistą, kompozytorem oraz autorem tekstów. Urodził się 16 lutego 1939 roku w Starych Wasiliszkach na Grodzieńszczyźnie. Ciekawostką jest fakt, że obecnie wieś nie leży na terytorium Polski. Fanów wybitnego artysty interesują nie tylko ciekawostki związane z jego życiem, ale także twórczością. Jak wyglądały muzyczne początki Czesława Niemena?

Muzyczne początki Czesława Niemena, jak to bywa w wielu podobnych przypadkach, nie były usłane różami. Mimo posiadania ogromnego talentu kariera sceniczna nie przyszła od razu. Zanim stał się sławny, łapał się każdej pracy.

 

Quiz: Szybki test muzyczny. Jak dobrze znasz twórczość Niemena?

1/15 Zacznijmy od czegoś łatwego. Dokończ fragment utworu: "Dziwny jest ten świat, gdzie jeszcze wciąż..."

Jak wyglądał pierwszy koncert Czesława Niemena?

Czesław Niemen w 1962 roku poznał Franciszka Walickiego, który zaczął go promować oraz organizować koncerty. Pierwszy występ legendarnego polskiego artysty został zorganizowany 3 czerwca 1962 roku w więzieniu dla kobiet w Grudziądzu. Walicki we wspomnieniach cytowanych na stronie Muzeumjazzu.pl mówił, że Niemen „występował jako tzw. przerywnik między rock’n’rollowym łomotem zespołu – sam, tylko z gitarą”.

Niestety Niemen początkowo nie wywarł dobrego wrażenia na widowni. Kobiety, które zamiast rock’n’rolla usłyszały hiszpańskie melodie zdawały się być rozczarowane. Z sali dobiegały śmiechy, zaczęły się rozmowy.

[…] Byłem wściekły na siebie za pomysł z Cześkiem.
Wyszedłem z sali i czekałem, aż skończy się żenujący spektakl, a Czesiek śpiewał i śpiewał
- wspominał Walicki.

Ostatecznie kobiety dały się przekonać do talentu Czesława Niemena. Artysta wywołał olbrzymie wzruszenie.

Był chyba w połowie „Malagueñii”, kiedy wróciłem na salę dać znak, żeby skończył. Zaskoczyła mnie cisza na widowni.
 Nie wierzyłem własnym oczom. Dziewczyny-więźniarki płakały. Nie krępowały się, nie wstydziły.
 Czesiek skończył i zszedł z estrady. Bez słowa objąłem go i przytuliłem. Wiedziałem już, że odkryłem skarb
- wspominał Franciszek Walicki.

Źródło: Radio ZET/Muzeumjazzu.pl/Wikipedia