Wszędzie dobrze, ale tam gdzie muzyka numer 1 - najlepiej. Open’er Festival 2025 za nami
Lato bez festiwali to nie lato. Jak dobrze więc, że jest Open’er Festival, którego częścią od wielu lat jest także Radio ZET. Za nami kolejna świetna edycja, gdzie królowały muzyka numer 1, wspaniała atmosfera i radiowa magia prosto z naszej strefy. Przeczytaj relację z Open'er Festival 2025.
Może to i oklepane, ale naprawdę wszystko, co dobre, szybko się kończy. Czas w Gdyni płynie jakby inaczej – czterodniowy Open’er Festival 2025 minął w mgnieniu oka. Czyżby to jakaś magia? Nie, to po prostu zasługa line-upu pełnego gwiazd światowego formatu, które zawitały na jeden z największych i najważniejszych festiwali w tej części Starego Kontynentu. A w samym centrum tych wydarzeń nie mogło oczywiście zabraknąć ekipy Radia ZET, patrona medialnego Open'era.
Tak było w strefie Radia ZET na Open’er Festival 2025
Działo się w naszej czerwonej strefie Radia ZET, która przez cztery dni festiwalu tętniła życiem. Codziennie nadawaliśmy specjalny program na żywo prosto z Open’era. Ewelina Pacyna i Norbert Bieńkowski, przy wsparciu naszej dziennikarki Magdy Barczyk, relacjonowali na antenie najważniejsze koncerty, m.in. Doechii, Kubana, Gracie Abrams, Conana Graya czy Camili Cabello. Dwukrotnie odwiedził nas Mikołaj Ziółkowski – szef agencji Alter Art – by na gorąco podsumować wydarzenie i podzielić się kulisami tegorocznej edycji. Na naszej antenie prezentowaliśmy też specjalne wywiady – m.in. z Kaśką Sochacką, Wiktorem Dydułą, Wiktorem Waligórą, Gigi Perez, Igo i członkami zespołu Rüfüs Du Sol. Rozmawialiśmy również z samymi festiwalowiczami, którzy dzielili się z nami wieloma fascynującymi historiami.
Chętni mogli odpocząć w naszej strefie chillu, wdrapać się po kolorowych schodach na szczyt studia Radia ZET i zrobić sobie zdjęcie z naszym słynnym czerwonym mikrofonem. Hitem była też tablica z winylami, na których każdy mógł zostawić tytuł swojego ukochanego utworu. Cieszymy się, że spędziliście ten festiwalowy czas razem z nami.
Piątek na Open’er Festival 2025. Relacja
O pierwszej połowie tegorocznej edycji pisaliśmy już tutaj, ale dwa kolejne dni sprawiły, że Gdynia na pewno zasłużyła na miano muzycznej stolicy nie tylko Polski, ale i być może Europy. Tempo podkręcone do maksimum, najlepsze gwiazdy i różnorodne koncerty, które długo zostaną w pamięci.
Piątek był pełen kontrastów. Jako pierwsza i jedyna polska gwiazda na głównej scenie w tym roku pojawiła się Bambi – absolutny fenomen młodego pokolenia. Jej koncert potwierdził, że fani zrobią dla niej wszystko. Chwilę później publiczność porwała brytyjska raperka Little Simz, dając pełen siły, szczerości i ważnego przekazu występ, udowadniając, że dzięki autentycznym emocjom, pomysłowości i charyzmie można redefiniować hip-hop.
Udany wieczór z jednym z najpopularniejszych zespołów ostatnich kilku dekad? Proszę bardzo! Brytyjska grupa Muse dostarczyła dokładnie tego, czego oczekiwała polska publiczność: show z rozmachem, dźwiękowym powerem i pokaźną listą hitów. Przebojów „Supermassive Black Hole”, „Uprising”, „Time is Running Out” nie trzeba nikomu przedstawiać. Muse to po prostu dobrze naoliwiona maszyna. A gdy już zrobiło się ciemno… pojawiło się Justice – francuski duet elektroniczny rozkręcił solidną nocną imprezę.
Poza główną sceną działo się naprawdę sporo. I to sporo dobrego… FKA twigs dała show, który trudno opisać słowami – hipnotyzujący performance na granicy koncertu, spektaklu i eksperymentalnej sztuki. To było coś innego, intensywnego i niesamowicie wciągającego. Dean Lewis rozczulił publikę swoim gitarowym graniem, a „Be Alright” zaśpiewał z nim chyba każdy w pobliżu sceny. Mother Mother pokazali, że dobry rock zawsze znajdzie odbiorców – tym bardziej, gdy ma się w zanadrzu takie hity jak „Hayloft”. St. Vincent, znana ze współpracy chociażby z Taylor Swift i Olivią Rodrigo, udowodniła, że jest jedną z najciekawszych postaci alternatywnego rocka. Intrygująca, prowokująca, bezkompromisowa – taki był jej koncert. Amerykańsko-australijski duet Neil Frances zadbał o tych, którzy chcieli potańczyć przy elektronicznych rytmach.
Warto wspomnieć też o mocnym otwarciu trzeciego dnia – IGO rozgrzał publikę do czerwoności, a gdy dołączył do niego niespodziewanie Mrozu, wspólnie wykonując m.in. „Supermoce”, festiwalowicze dosłownie eksplodowali z radości. Podobnie było u Meli Koteluk, która podczas eterycznego i refleksyjnego występu zaprosiła na scenę Ralpha Kaminskiego.
Co się działo w sobotę na Open’er Festival 2025? Relacja z Gdyni
Ostatni dzień Open’er Festival 2025 zapamiętamy na długo. W sobotę teren gdyńskiego lotniska pękał w szwach – morze ludzi robiło wrażenie nawet na stałych bywalcach. Trudno się dziwić, bo line-up tego dnia był wypełniony po brzegi wielkimi nazwiskami.
Sobotnie szaleństwo na głównej scenie rozpoczęła jedna z najważniejszych postaci współczesnego rapu – Doechii. I trzeba przyznać, że to był koncert z ogromną siłą rażenia. Amerykańska raperka, której hit „Anxiety” znają miliony, przyciągnęła uwagę nie tylko fanów hip-hopu. Dlaczego? Bo jak się ma taką charyzmę i kontakt z publiką, nie da się nie zahipnotyzować tłumu.
Camila Cabello przeniosła nas w taneczny świat swojego popowego show – choreografia, latynoska energia, bogata scenografia i solidna paczka hitów, jak „Havana” czy „Señorita”. Conan Gray, ubrany w marynarski strój, dosłownie zabrał publiczność w nostalgiczny i pełen emocji rejs. Amerykanin był uroczy i autentyczny – dla wielu młodych słuchaczy to był bez wątpienia jeden z najważniejszych momentów festiwalu.
I wreszcie – Linkin Park. Ich pierwszy koncert w Polsce z nową wokalistką Emily Armstrong był wydarzeniem absolutnie nie do pominięcia. Wszyscy chcieli zobaczyć, jak 39-latka poradzi sobie w tej nowej, niełatwej roli. Koncert potwierdził, że świetnie śpiewająca piosenkarka nie próbuje zastąpić Chestera Benningtona, bo jest to zwyczajnie niemożliwe, ale po prostu jest częścią nowego rozdziału w historii zespołu. Zdecydowanie innego rozdziału, ale równie ciekawego. Dla wielu fanów, którzy być może nie zdążyli dotrzeć na koncert w poprzednim składzie, występ LP na Open’er Festival 2025, wypełniony kultowymi przebojami, ale też utworami z nowej płyty, musiał być wzruszającym przeżyciem i symbolicznym przejściem do nowego etapu. Linkin Park mają się dobrze.
Nie samą Main Stage człowiek żyję, więc każdy festiwalowicz mógł szukać różnych muzycznych perełek na innych scenach. A tych nie brakowało. Na Tent Stage Fisz Emade Tworzywo dobitnie pokazali, że słowo w muzyce ma wciąż wielkie znaczenie. Podbijający obecnie serca słuchaczy hitem „Kyoto” Kuban zagrał porządny hip-hopowy set, podczas którego nie zabrakło sporej niespodzianki, czyli wykonania przeboju „Zanim spadnie deszcz” (w oryginale duet z Mrozem – przyp. red.) wspólnie z Alicją Szemplińską. Uwielbiany przez młodą publikę Hubert. zaserwował wybuchową mieszankę rapu i alternatywy, a jego naturalny luz i flow momentalnie wywołały piski i euforię wśród widzów pod Alter Stage. Wolf Alice zagrali solidny gitarowo-rockowy set, a hipnotyzujący Molchat Doma przenieśli wszystkich w dość mroczne, postpunkowe rejony.
Jedną z największych pereł tej edycji okazał się występ Girl in Red. Norweska artystka dała koncert, który dla wielu mógł być najlepszym podczas całego festiwalu. Autentyczność, zero udawania, niesamowity kontakt z publiką, energia na 200 procent i szalone wejścia w tłum. A to wszystko podczas zaledwie godzinnego koncertu.
Tegoroczny Open’er zostawił po sobie mnóstwo wspomnień – od wielkich momentów na głównej scenie, przez świetne koncerty na mniejszych scenach, po wyjątkowe spotkania w strefie Radia ZET. To była edycja wyjątkowo różnorodna – być może jeden z najbardziej eklektycznych i zaskakujących line-upów ostatnich lat. Soul, rap, elektronika, rock, R&B, pop – każdy festiwalowicz mógł znaleźć coś dla siebie, niezależnie od gustu i muzycznych oczekiwań. Dla takich chwil warto być fanem muzyki! I warto być z Radiem ZET – także na kolejnych muzycznych przystankach. Do zobaczenia!