OneRepublic zagrali w Łodzi. "My się tu świetnie czujemy"
Znowu to zrobili. Amerykański zespół OneRepublic po raz kolejny wyprzedał polski koncert i - bez cienia zaskoczenia - zagrał w mistrzowskim stylu. Łódzka Atlas Arena zamieniła się na ponad dwie godziny w pop-rockową stolicę melodyjnego grania - brzmieniowo - prosto z amerykańskiego zachodniego wybrzeża.
OneRepublic w Łodzi. "No oczywiście, że pierogi"
Jak stworzyć setlistę koncertową, która od pierwszej do ostatniej piosenki utrzyma fanów w koncertowym "gazie? To pytanie do Ryana Teddera i spółki, którzy powrócili do Polski w ramach trasy "Escape To Europe". Koncerty zespołu OneRepublic to przykład grania przebojami znanymi i lubianymi. Zabieg wydawałoby się oczywisty, ale w przypadku zespołu tak dobrze grającego na żywo można byłoby pewnie pokusić się o bardziej nieoczywisty zestaw utworów. Ale po co?Amerykanie w swoim dorobku mają tak dużo kawałków, które podbiły listy przebojów stacji radiowych na całym świecie, że każda piosenka śpiewana przez Teddera jest po prostu szlagierem, do którego dołącza tłum.
Nie inaczej było właśnie w Łodzi. Amerykanie zagrali koncert złożony z trzech segmentów, które stopniowo budowały napięcie. Show rozpoczęły utwory "Kids", "Good Life" i "Runaway", które już na starcie nadały tempa całemu występowi. Tedder chwilę później przywitał się z publicznością i zapewnił, że jest gotowy po raz kolejny bawić się wspólnie z "najlepszą publicznością na świecie". Uwagę na pewno zwracały wyjątkowo czysto wymówione słowa "cześć" i "dziękuję". Wielu mogłoby się zastanawiać, czy lider zespołu długo ćwiczył akcent, ale odpowiedź przyszła dosyć niespodziewanie już chwilę później.
Łódź
W swojej krótkiej przemowie wokalista zaznaczył, że zespół uwielbia przyjeżdżać do naszego kraju, bo świetnie się tu czuje, bardzo smakuje im nasze jedzenie, a sam Tedder - jak powiedział: "ma stąd członków rodziny - no może nie z Łodzi, ale z Warszawy". Dodał także, że zdziwiło go pytanie, co zespół chciałby zjeść po koncercie - "no co za pytanie - oczywiście, że pierogi!".
"Wyobraźcie sobie, że byłem po dwudziestce i napisałem utwór dla Jay’a-Z"
Po niemal dziesięciu utworach na scenie głównej przyszedł czas na uspokojenie atmosfery i segment koncertu zagrany na drugiej, mniejszej scenie ustawionej na płycie hali. Panowie zaprezentowali kilka piosenek w wersjach akustycznych. To był także moment, kiedy raz jeszcze przekonaliśmy się, że skala głosu Ryana Teddera jest prawdopodobnie nieskończona. Artysta przypomniał, że oprócz stałej posady w zespole jest także odpowiedzialny za współpracę z wieloma wokalistkami i wokalistami, których przeboje zna każdy z nas, a które napisał właśnie lider OneRepublic. Zaśpiewał więc fragment "Bleeding Love" Leony Lewis i pełny utwór "Halo" napisany dla Beyonce.
Łódź
"Wyobraźcie sobie, że byłem po dwudziestce i napisałem utwór miłosny dla Jay’a-Z, co za historia!" - zażartował ze sceny. Elementów rozrywkowych było więcej - zespół przygotował trzy podpisane piłki, zakupione podczas spaceru, które później trafiły do publiczności. Ich dystrybucją, a właściwie kopniakami zajął się sam wokalista, który przy okazji popisał się całkiem niezłymi umiejętnościami piłkarskimi. Uśmiech na twarzach fanów pojawił się także podczas projekcji krótkiego filmu przygotowanego przy okazji łódzkiego koncertu. Na wielkim ekranie wyświetliły się wszystkie charakterystyczne dla Łodzi ujęcia - była m.in. Piotrkowska, rowery miejskie, a nawet zbliżenie na logo… MPK.
Ostatnim akrodem całego show było kilkanaście utworów ponownie wykonanych na scenie głównej. Tutaj mieliśmy już jazdę bez trzymanki. Od "Apologize", "Counting Stars", "Love Runs Out" po ostatnie przeboje takie jak m.in. "I Ain’t Worried" pochodzący ze ścieżki dźwiękowej filmu "Top Gun: Maverick". Nic dodać nic ująć. I chyba z tego właśnie założenia wyszli także panowie, bo koncert zakończył się bez bisu. Nie był on w zasadzie potrzebny, bo przebojów publiczność dostała z naddatkiem.
Jeden premierowy utwór. Czy podbije serca publiczności?
Jeśli ktoś nie miał okazji do tej pory zobaczyć OneRepublic na żywo, to powinien to nadrobić przy najbliższej możliwej okazji. Miejmy nadzieję, że panowie powrócą do Polski z nowym materiałem, nad którym pracują - co zresztą potwierdza fakt, że zaprezentowali wczoraj jeden premierowy utwór - "I Need Your Love".
Czy podbije serca publiczności, jak ich ikoniczne już numery? Tego pewnie dowiemy się niebawem. Ja ze swojej strony życzę Panom powrotu do radia w wielkim stylu, bo brakuje ich charakterystycznego melodyjnego pop-rocka na falach światowych rozgłośni. A sam zespół – bezbłędny jak zawsze, od świetnego brzmienia instrumentów po wybitny wokal Teddera. Panowie, to była ponownie wielka przyjemność! Do następnego!
Źródło: Radio ZET/Magdalena Barczyk