Nazwali tę piosenkę "żartem". To wielki hit lat 70.
Po premierze sporo osób myślało, że ta piosenka to wielki żart. Nie spodziewali się, jak spektakularny sukces odniesie krążek z 1977 roku. Płyta została sprzedana w nakładzie ponad 30 milionów egzemplarzy i momentalnie stała się hitem lat 70. XX w. Chodzi o "Bat Out of Hell" amerykańskiego muzyka rockowego znanego jako Meat Loaf.
Z tego artykułu dowiesz się:
- "Bat Out of Hell" zostało okrzyknięte żartem
- Hit lat 70. trwa prawie dziesięć minut
- Kultowe single z albumu lat 70.
Meat Loaf zaśpiewał "Bat Out of Hell" i poruszył odbiorców
Historia niektórych przebojów, które z czasem uznane zostały za kultowe, wcale nie była prosta. Odbiorcy musieli przekonać się do wielu kontrowersyjnych artystów czy mocniejszych brzmień, żeby w końcu właściwie docenić dzieło. Tak było w przypadku tego legendarnego kawałka z lat 70. "Bat Out of Hell" to debiutancki album studyjny amerykańskiego piosenkarza rockowego znanego jako Meat Loaf oraz Jamesa Steinmana, który stworzył kompozycje dla początkującego wtedy młodego artysty. Album promowało pięć singli, takich jak:
- You Took the Words Right Out of My Mouth (Hot Summer Night)
- Two Out of Three Ain't Bad
- Paradise by the Dashboard Light
- All Revved Up with No Place to Go
- Bat Out of Hell
"Bat Out of Hell" mierzyło się z krytyką
To właśnie ostatni, tytułowy numer wzbudził spore kontrowersje po premierze. Utwór, który okrzyknięto po czasie arcydziełem, początkowo był traktowany jako żart. Kontrowersyjna wydawała się między innymi długość jego trwania. Basista Kasim Sulton, który brał udział w sesjach nagraniowych, wątpił w to, że ktokolwiek będzie chciał przesłuchać całości.
Sulton w rozmowie z Songfacts przyznał, że nagrania do "Bat Out of Hell" były dla niego zaskakujące. Jak w przypadku większości piosenek tego albumu, inspiracją do jej napisania była postać Piotrusia Pana i historia o Nibylandii. Piosenka zaczyna się od instrumentalnej sekcji trwającej prawie dwie minuty, w której dominują fortepian i gitara. Później ma miejsce skomplikowana, wielowymiarowa opowieść liryczna.
- To po prostu największy żart, w jakim kiedykolwiek brałem udział. Nie mogę uwierzyć, że ci ludzie dostali kontrakt płytowy!
Dodał, że nie traktował projektu poważnie, a z pewnością nie spodziewał się tak ogromnego sukcesu płyty.
- Przeszliśmy przez cały proces nagrywania w ten sposób. To było śmieszne, ale było dobre. Wszyscy z pewnością potraktowali to poważnie, chociaż jestem pewien, że Roy i Max czuli to samo, co ja: "Okej, po prostu dostaję wypłatę - to płyta. Co mam zjeść dziś wieczorem na kolację?"
Źródło: Radio ZET / Złote Przeboje