George Michael odmówił występu w swoim teledysku. Miała być klapa, jest hit lat 90.
George Michael w latach 80. był jednym z najpopularniejszych artystów na świecie. Pod koniec dekady każdy znał jego nazwisko, „Wake Me Up Before You Go-Go” było obowiązkowym hitem pojawiającym się na imprezach, romantyczne „Careless Whisper” połączyło miliony serc, a „Last Christmas” stawało się symbolem świąt (i nadal nim pozostaje). Ale muzyk nie odnajdywał się w takiej sławie, jaka go spotkała. Na początku lat 90. postanowił zniknąć, co rozzłościło samego Franka Sinatrę.
George Michael odmówił udziału w swoim teledysku
Początek lat 90. w kulturze masowej był wielkim przewrotem. Pojawiły się super modelki, których świat do tej pory nie widział, na okładce “Vogue” pierwszy raz znalazło się zdjęcie modelki ubranej w jeansy, Guns N’ Roses traciło blask przez “zwykłych chłopaków” z Nirvany, a uwielbiany przez miliony George Michael postanowił, że zniknie. Na łamach “Los Angeles Times” oświadczył, że nie ma zamiaru brać udziału w sesjach zdjęciowych, promocjach czy nawet w swoim teledysku. Artysta inaczej wyobrażał sobie karierę. Trudno było mu się pogodzić z faktem, że nie jest już zwykłym Jeorjosem (prawdziwe imię i nazwisko Georga Michaela to Jeorjos Kyriakos Panajotu, był pochodzenia grecko-cypryjskiego), nie może wyjść na spacer, randkę czy do sklepu, jak wszyscy inni. Do tego miał presję tworzenia kolejnych hitów, pokazywania się na imprezach, mówienia o sobie w wywiadach.
Promocja jego albumu “Listen Without Prejudice Vol. 1” okazała się więc mocno utrudniona. Michael z uporem odrzucał propozycje swojego sztabu, który wiedział, że sesje, wywiady i oczywiście teledysk są niezbędne przy wypuszczaniu nowego materiału. Singiel promujący album, czyli "Freedom! ’90", zdaniem Georga Michaela nie potrzebował klipu. W latach 80. i 90. teledysk, zwłaszcza puszczony w MTV, to dla wielkiego artysty była konieczność. Dla publiczności, która nie miała wtedy dostępu do internetu, każde nowe wydanie było wielkim wydarzeniem. Fani czekali przed telewizorami na nowe teledyski, a artyści coraz bardziej szaleli z pomysłami. Ale nie George Michael.
W końcu muzyk dał się namówić na teledysk, ale postawił jeden warunek - on w nim nie wystąpi. Klip bez ukochanego artysty? Sztab Michaela węszył klapę, a o interwencję w sprawie zachowania artysty pokusił się nawet Frank Sinatra. Napisał do Georga Michaela list: “Talent nie może się zmarnować. Ci, którzy go mają, a ty oczywiście jesteś jednym z nich, muszą go do siebie przytulić, objąć, rozwinąć i dzielić się nim, żeby nie zabrano mu go tak szybko, jak podarowano. Tragedia sławy jest wtedy, kiedy nikt nie przychodzi i śpiewasz dla sprzątaczki w lokalu, który dawno nie widział żadnego płacącego gościa. Jesteś od tego daleki. Jesteś na szczycie, wspiąłeś się na szczyt drabiny gwiazdorstwa” - możemy przeczytać w jednym z jego fragmentów.
Quiz: Kultowe teksty z seriali. Tylko mistrz rozpozna wszystkie cytaty
Geniusz teledysku “Freedom! ’90”
George Michael zainspirowany słynnym zdjęciem Petera Lindbergha dla “Vogue”, na którym widać Naomi Campbell, Tatjany Patitz, Cindy Crawford, Lindę Evangelistę i Christy Turlington, postanowił, że w teledysku wystąpią właśnie te kobiety. Super modelki, nowe zjawisko lat 90. Kto lepiej odda tytułową wolność, jak nie one? Reżyserię powierzono Davidowi Fincherowi.
Wzięte wówczas modelki, zażyczyły sobie takiej gaży i takich warunków bytowych, że budżet na teledysk szybko został przekroczony. Trzeba było więc “szyć” z tego, co było, a do momentu wejścia na plan, członkowie ekipy nawet nie mieli pojęcia, czy dziewczyny dobrze sprawdzą się w nowej roli. Wątpliwości szybko zniknęły, a teledysk do “Freedom! ’90” stał się hitem, który przeszedł do historii. Skórzana kurtka, gitara oraz szafa grająca były symbolami Georga Michaela z lat 80. Wybuchnięcie ich było symbolem zmiany, która w nim zaszła i tego, że nie chciał więcej pokazywać swojej twarzy.
Źródło: Radio ZET/Wikipedia/hollywoodreporter.com