Alibabki nie cierpiały tego utworu. Robiły wszystko, aby zniechęcić do niego Polaków
Hit PRL-u nawiązujący do kultury morskiej podbił serca słuchaczy w całej Polsce. Piosenka wykonywana przez legendarne Alibabki zachwyciła fanów zespołu. Niewiele osób wie jednak, że artystki nie cierpiały "Kapitańskiego tanga" i robiły wszystko, aby zniechęcić Polaków do głośnej kompozycji.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Alibabki nie cierpiały jednego ze swoich najpopularniejszych utworów.
- Co robiły artystki, aby zniechęcić do piosenki słuchaczy.
- Jak proces powstania kultowej piosenki wspomina kompozytor Adam Skorupka.
Uwielbiana piosenka Polaków początkowo nie miała trafić do legendarnego zespołu
Są takie piosenki, które choć zachwycają słuchaczy, z jakiegoś powodu wywołują niechęć u ich wykonawców. Czasem powodem jest zmęczenie danym dziełem, innym razem wspomnienia czy ogólna atmosfera panująca wokół konkretnego utworu. Co sprawiło jednak, że Alibabki pałały niechęcią do kultowego “Kapitańskiego tanga” oraz w jakich okolicznościach powstała uwielbiana przez Polaków piosenka? Nowe światło na sytuację rzucił kompozytor Adam Skorupka.
Rozwiąż quiz, w którym pytamy o zespoły i ich hity. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Który zespół stoi za tym hitem?
W rozmowie z Cyfrową Biblioteką Polskiej Piosenki Adam Skorupka opowiedział: - Pracowałem w studio Polskich Nagrań, kiedy niespodziewanie odwiedził mnie zaprzyjaźniony realizator dźwięku z telewizji. Przyszedł z żoną i propozycją. Odłożyłem na kilkanaście minut zajęcia, bo nie tyle byłem ciekaw owej propozycji, ale po prostu lubiliśmy się i nie wypadało odmawiać. Żoną okazała się być Anna Brzozowska, także chyba redaktorka z telewizji. Nie zajmowała się pisaniem tekstów piosenek, a jeśli nawet, to nic nie było mi o tym wiadomo. Pokazała mi kartkę, a na niej "Marynarskie tango”. Przeczytałem, nawet to było miłe i składne, nie podobało mi się tylko to "marynarskie”, wydawało mi się zbyt pospolite, a że mam nosa do tytułów zaproponowałem "Kapitańskie tango”. Zgodziła się i to przypieczętowało naszą współpracę. Oczywiście sam tytuł narzucał charakter utworu. Po prostu musiałem napisać tango. Napisałem, ale wcale nie z myślą o Alibabkach. Jak to się stało, że piosenka do nich trafiła? Nie potrafię dziś opowiedzieć.
Jak "Kapitańskie tango" trafiło do Alibabek?
Na trop tej historii naprowadziła autora Sylwia Krajewska, określana mianem "chodzącej kroniki zespołu” i jednocześnie jego członkini. To właśnie ona wspomina, że wszystko zaczęło się od Karola Lewickiego – telewizyjnego realizatora dźwięku, który wraz z Bogdanem Kryspinem obsługiwał największe festiwale i koncerty plenerowe. Obaj cieszyli się w środowisku ogromną popularnością i uchodzili za osoby niezwykle wpływowe. Dzięki temu Lewicki bez trudu dowiedział się, że szczeciński oddział TVP przygotowuje widowiskowy turniej Polska Żegluga Morska kontra Polskie Linie Oceaniczne. Był to czas imponujących realizacji, mających podkreślać potencjał "dziesiątej gospodarki świata”.
Kilka lat wcześniej, w podobnym cyklu, zorganizowano show Polskie Linie Lotnicze LOT kontra Orbis, podczas którego Alibabki, przebrane za stewardesy, na schodach nowego terminalu Okęcia wykonały utwór "Przeleć mnie". Organizatorzy postanowili więc ponownie wykorzystać sprawdzony pomysł i zaprosić zespół do udziału w nowym przedsięwzięciu.
Kiedy gotowa była już piosenka, jej autor, Adam Skorupka, został poinformowany o koncepcji i poproszony o negocjacje z artystkami. "Alibabki to był zespół, który towarzyszył w nagraniach dziesiątkom wykonawców. Były niezwykle sprawne i pracowite. I ja miałam z nimi niejednokrotnie do czynienia, więc bez obaw udałem się z propozycją. Została przyjęta” – wspominał Skorupka.
Dlaczego Alibabki nie chciały zaśpiewać "Kapitańskiego tanga"?
Same wokalistki początkowo nie były entuzjastycznie nastawione. "W ogóle nie chciałyśmy tego śpiewać. Dość miałyśmy kąśliwych uwag po tym 'Przeleć mnie'. Przecież pisali dla nas najwybitniejsi jazzmani, Kurylewicz, Jaremko, 'Ptaszyn' Wróblewski. A tu piosenka zupełnie nie w naszym stylu, bardziej na dansing niż na estradę” – mówiła po latach Sylwia Krajewska. Jak dodała, zespół zgodził się ostatecznie pod warunkiem, że nagranie będzie jednorazowym występem telewizyjnym. Wokalistki postanowiły też potraktować utwór jako pastisz, by nie było wątpliwości, że to żart. "W końcu stanęło na tym, że Agata (Dowhań - przyp. red.) będzie śpiewała z lekkim operetkowym zadęciem i że w tle dodamy charakterystyczne chórki 'wo wą wą wą'” – wspominała.
Choć początkowo Adam Skorupka sprzeciwiał się tej koncepcji, ostatecznie sam włączył się w nagranie, grając… "na grzebieniu. Z bibułką” – jak podkreślano. Sesja odbyła się 20 stycznia 1976 roku, a już cztery dni później telewizja rejestrowała widowisko w Szczecinie. "Śpiewałyśmy z pełnego playbacku. Miałyśmy ledwie cztery dni na przygotowanie odpowiedniego ruchu scenicznego i na tym skupiałyśmy uwagę, a nie na perfekcyjnym opanowaniu tekstu, czy bezbłędnej intonacji” – opowiadała Krajewska.
Program przyciągnął ogromną widownię, a do telewizji zaczęły napływać listy z prośbami o piosenkę Alibabek – zarówno od osób prywatnych, jak i całych załóg pracowniczych. W odpowiedzi nakręcono teledysk, w którym artystki, w marynarskich czapkach i scenerii szkutniczej modelarni, prezentowały utwór, który miał być tylko jednorazową "telewizyjną ciekawostką”. Mimo starań zespołu, by zniechęcić odbiorców, publiczność pokochała ten numer. Tak bardzo, że dopiero w 1994 roku"Kapitańskie tango" trafiło na album z największymi przebojami Alibabek. Jak celnie podsumowano: "Bo to publiczność ma decydować, co jest największym przebojem, czasami ku zaskoczeniu, a czasami i wbrew intencjom wykonawcy”.
Kapitańskie tango Alibabek, choć uwielbiane przez fanów, było piosenką, której artystki początkowo nie chciały wykonywać ze względu na styl odbiegający od ich standardowego repertuaru.
Źródło: Radio ZET/Cyfrowa Biblioteka Polskiej Piosenki