`

Makabra sprzed lat wróciła na Max. Polacy nie wiedzą, że jest jeszcze książka

4 min. czytania
23.11.2024 10:06
Obserwuj nas na Google

Choć od afery “łowców skór” minęło ponad 20 lat, nie dla wszystkich ta sprawa jest domknięta. Owszem, procesy dobiegły końca, ale nie wszystkie rodziny ofiar poczuły, że sprawiedliwości stało się zadość. Ba, nie wszyscy są pewni, czy ich bliscy zmarli z powodów podanych w kartach zgonów, czy może w wyniku makabrycznych praktyk “medyków” z łódzkich karetek. Miliony Polaków (i nie tylko) obejrzało podsumowanie afery w dokumencie na Max, ale nie wszyscy wiedzą, że jest jeszcze książka, którą warto przeczytać, nawet jeśli widziało się produkcję, która stała się hitem tej jesieni na streamingu. 

Tomasz Patora kadr z serialu "Łowcy skór" oraz okładka książki
fot. Materiały prasowe + kadr z dokumentu "Łowcy skór" Max

Łowcy skór - o co chodzi w sprawie? 

“Bydło leczyć, nie ludzi” - miał krzyknąć jesienią 1991 roku mąż pacjentki, do której wezwano karetkę z powodu nagłej utraty przytomności. Przyjechała do niej ekipa z R-4 w skład której wchodzili kierowca Janusz, pielęgniarz Boguś, sanitariusz, który był studentem medycyny dorabiającym w pogotowiu oraz lekarz, którego przezywano “Aniołem Śmierci”. Mąż pacjentki nie wiedział, jakim pseudonimem cieszył się lekarz, który po 3 minutach badania, bez podjęcia próby reanimacji, usiadł wygodnie na wersalce, by w spokoju wypisać akt zgonu. Boguś, widząc zrozpaczonego śmiercią żony męża, postanowił sprawdzić jeszcze raz, czy faktycznie nie da się już nic zrobić. Wyczuł tętno i przeszedł do działania. Udało się, kobieta przeżyła, usiadła i zapytała, co się dzieje. Była szczęściarą. Nie wiedziała, że przez próg jej domu przeszedł Anioł Śmierci, nie wiedziała, że wielu innym pacjentom, do których w latach 90. wzywano w Łodzi karetkę pogotowia, nie udało się przeżyć dlatego, że ekipa “ratowników” na zgonach nieźle zarabiała. 

 

To historia z książki napisanej przez Tomasza Patorę “Łowcy skór. Tajemnice zbrodni w łódzkim pogotowiu”. To właśnie on, razem z Marcinem Stelmasiakiem, nagłośnił na łamach Gazety Wyborczej w 2002 roku makabryczny absurd łódzkiej służby zdrowia. Afera została okrzyknięta aferą “łowców skór”. Na czym polegała? Dziennikarze odkryli, że przez dekadę w łódzkich karetkach pogotowia pracowali ludzie (warto zaznaczyć, że nie wszyscy byli w to zamieszani), którzy współpracowali z zakładami pogrzebowymi. Za zmarłego pacjenta, którego nazywano “skórą” “lekarze” i “ratownicy” mieli dostawać pieniądze. Wizja zarobku przysłoniła im jednak zasady Przysięgi Hipokratesa. Zamiast leczyć i ratować, celowo doprowadzali do śmierci, lub jak w przytoczonej wyżej historii, nie podejmowali prób ratowania pacjenta. To niestety nie jest wszystko. 

Patora i Stelmasiak we współpracy z łódzkimi medykami zaniepokojonymi trudnymi do wytłumaczenia statystykami doszli do tego, że osoby zamieszane w proceder stosowały na pacjentach pankuronium, znany szerzej pod nazwą handlową jako pavulon. To silny środek zwiotczający, po którego podaniu konieczna jest intubacja, ponieważ pacjent traci możliwość oddychania. Ofiary “łowców skór” miały dostawać zastrzyk z pavulonem, by umrzeć. Dusili się bez możliwości wypowiedzenia słowa, czy ruszenia się z pełną świadomością tego, że umierają. W tym czasie lekarz wypisywał akt zgonu, a sanitariusze dzwonili do przyjaciół z zakładu pogrzebowego z informacją, by ci przygotowali się na kolejnych “klientów”. 

“Łowcy skór” - serial na Max

Sprawa powróciła po ponad 20 latach w serialu “Łowcy skór” na platformie Max. Warner Bross Discovery informuje, że produkcja stała się najchętniej oglądanym dokumentem w Europie, co jest niewątpliwie wielkim sukcesem. Trudno się jednak z niego cieszyć, bo byłoby zdecydowanie lepiej, gdyby to był wymyślony przez szalonego reżysera horror, a nie realna historia, za którą ciągną się dramaty prawdziwych ludzi - rodzin zmarłych w tajemniczych okolicznościach pacjentów łódzkiego pogotowia lat 90. Wielu z nich nie doczekało też odpowiedzi na to, czy ich bliscy byli ofiarami “łowców skór”. O sprawiedliwości tu trudno mówić. Podejrzewa się, że w wyniku działań osób zamieszanych w ten proceder mogły zginąć setki ludzi, ale w sądzie udowodniono 5 zabójstw.

“Łowcy skór. Tajemnice zbrodni w łódzkim pogotowiu” - książka 

Nie wszyscy wiedzą, że zanim serial Max stał się tak popularny, Tomasz Patora we współpracy z Wydawnictwem Otwarte wydał książkę na ten temat. To pierwsze zebranie całej tej historii od początku do końca w jednym miejscu. Polacy śledzili aferę na żywo, powraca ona też wielokrotnie w mediach w formie makabrycznego wspomnienia, jednak relacji, zeznań, dokumentów - tego jest zdecydowanie zbyt dużo, by zmieścić się w standardowym internetowym artykule. A Tomasz Patora zna sprawę od podszewki. “Napisałem tę książkę, bo czuję niedosyt i niesmak. Niedosyt, ponieważ największa afera w wolnej Polsce nie wywołała w zasadzie żadnej konstruktywnej debaty, a jej namiastka nie wyszła poza informacyjną powierzchowność. Mam przekonanie, że warto – mimo upływu lat – ponownie włożyć kij w mrowisko, by z historii łódzkiego pogotowia dowiedzieć się czegoś o nas samych” - pisze we wstępie Tomasz Patora. “Najwyższa pora powiedzieć wprost: z powodu zbrodniczej działalności pracowników pogotowia życie mogło stracić ponad tysiąc pacjentów, a i ta liczba najprawdopodobniej jest znacznie zaniżona. Ukarano nieliczną część zbrodniarzy. Osoby odpowiedzialne za stworzenie systemu, który umożliwiał zaistnienie procederu, pozostały zupełnie bezkarne, mogą nawet czuć się zwycięzcami” - czytam dalej. 

Afery “łowców skór” nie śledziłam na bieżąco z prostego powodu - byłam wtedy nieświadomym okrucieństwa świata dzieckiem. O dramacie z Łodzi dowiedziałam się w późniejszych latach z artykułów publikowanych w sieci streszczających tę historię. Czytając “Łowcy skór. Tajemnice zbrodni w łódzkim pogotowiu” zdałam sobie sprawę z tego, że nie był to nawet okruch informacji na temat tej makabry. Nie sposób w kilku zdaniach streścić ogrom dokumentów, relacji, zeznań czy zaskakujący wynik procesów sądowych.  

Okładka książki “Łowcy skór. Tajemnice zbrodni w łódzkim pogotowiu”
Fot. RadioZET.pl

“Zespół karetki, założony z wycofanego lekarza i aktywnego sanitariusza zabójcy, zjednoczony wspólną rządzą łatwych pieniędzy za skóry - którą najczęściej dzielił z nimi także kierowca - był mieszanką wyjątkowo wybuchową dla pacjentów” - pisze Tomasz Patora opisując jedną z wielu sytuacji, w których rodzina pacjenta najprawdopodobniej była świadkiem zabójstwa swojego bliskiego. Albo nieudzielenia pomocy. Ewentualnie wielkiej opieszałości w jej “udzielaniu”. 

Ile osób poniosło karę, za jedną z najbardziej mrocznych historii kryminalnych w Polsce? Co zrobiono, by zapobiec takim procederom? Dlaczego w ogóle to wszystko działo się tak długo? Pytań jest wiele, ale nie na wszystkie da się odpowiedzieć. Jeśli widział_ś już dokument na Max, to wciąż, a może nawet tym bardziej, warto przeczytać “Łowcy skór. Tajemnice zbrodni w łódzkim pogotowiu”.

Źródło: Radio ZET/ “Łowcy skór. Tajemnice zbrodni w łódzkim pogotowiu” Tomasz Patora Wydawnictwo Otwarte