Legendarny pisarz nie wierzył, że Lem istnieje. Wietrzył skomplikowany spisek
Philip K. Dick, legendarny pisarz literatury science fiction, nazywany nawet "Dostojewskim science fiction", z racji tego, jakim wykazywał się kunsztem, nie wierzył w istnienie Stanisława Lema. Chociaż osobiście z nim korespondował, to tylko utwierdziło go w przekonaniu, że polski pisarz wcale nie jest polskim pisarzem, ale przykrywką dla komunistycznego spisku. Chcecie wiedzieć, co było dalej?
Kim był Philip K. Dick?
Jeśli kojarzycie ten film z Ryan’em Goslingiem “Blade Runner 2049” czy “Łowcę androidów” z 1982 roku albo serial z Prime Video “Człowiek z Wysokiego Zamku”, to mieliście już przyjemność ze światami stworzonymi przez Philipa K. Dicka. Scenariusze tych produkcji powstały na podstawie jego książek. Pisarz ten nie tylko zachwycał swoją ogromną wyobraźnią, ale i kunsztem słowa. To jedno z najważniejszych nazwisk w kategorii “fantastyka”. Podobnie, jak nazwisko Stanisława Lema.
Obaj autorzy znali się i mieli ze sobą kontakt, ponieważ wymienili ze sobą korespondencję, jednak to tylko utwierdziło Dicka w przekonaniu, że Stanisław Lem jest "prawdopodobnie komitetem złożonym z wielu osób, a nie jednostką". Argumentował to między innymi tym, że "Lem posługuje się wieloma stylami, oraz że czasem umie czytać w obcych dla niego językach, a czasem nie". No dobra, ale czemu to wszystko miałoby służyć?
Stanisław Lem oskarżony o komunistyczny spisek
Stanisław Lem, albo może “Stanisławowie Lemowie” miał być projektem komunistycznej propagandy. "Partia komunistyczna kieruje amerykańskim wydawnictwem, które wydaje wiele kontrolowanych przez nią publikacji science fiction", a to wszystko, by doprowadzić do "monopolu w zakresie wpływu na opinię publiczną poprzez eseje krytyczne i pedagogiczne, stanowiącego zagrożenie dla całej naszej sceny science fiction z właściwą jej wolną wymianą poglądów i myśli".
Quiz: Film na podstawie komiksu, książki czy gry? Quiz dla znawców kina
Młodzi czytelnicy, którzy są podatni na wpływy, poprzez literaturę Lema mieli zapoznawać się z czerwoną propagandą. W związku z tym w 1974 roku Philip K. Dick poinformował listownie FBI o swoich podejrzeniach wobec kolegi po fachu. Jednak specjalistycznej grupie śledczej wystarczyła chwila, by nie tylko ustalić, że Stanisław Lem to jedna osoba, która naprawdę istnieje, ale również, że nie należy on do partii komunistycznej. Ba, autor “Cyberiady” odmówił też poparcia gabinetu Gierka i w wielu swoich tekstach krytycznie oceniał działania komunistów.
Podobnie krytycznie Lem oceniał amerykańską literaturę science fiction. Nie docenił faktu, że został honorowym członkiem Stowarzyszenia Amerykańskich Pisarzy Science Fiction. Choć zarzucał kolegom zza oceanu chociażby “drewniane dialogi”, to twórczość Dicka oficjalnie doceniał. Niestety bez wzajemności.
Czy w momencie, w którym Philip K. Dick pisał do FBI swój donos, robił to z potrzeby serca, chęci zemsty, a może zazdrości - tego nigdy się nie dowiemy. Wiemy natomiast, że przez wiele lat zmagał się z uzależnieniem od narkotyków, a oprócz tego cierpiał na zaburzenia psychiczne. Miewał halucynacje i wierzył, że ma zdolności jasnowidzenia. Donos na Stanisława Lema do FBI nie był też jedynym w jego “karierze” pisania listów do służb.
Źródło: Radio ZET/Science Fiction Studies/culture.pl/ Wikipedia