Jak „Gra o tron”, ale w kosmosie. Pierwsze reakcje na serialową „Diunę”
„Diuna: Proroctwo” to serial, który rozgrywa się 10 tysięcy lat przed wydarzeniami ze słynnego już filmu. Premiera nowej produkcji miała miejsce 18 listopada na platformie Max. Są już pierwsze reakcje na serial. Będzie hit?
O czym jest nowy serial na platformie Max?
„Diuna” doczekała się swojego prequela. Akcja serialu „ Diuna: Proroctwo” toczy się 10 tysięcy lat przed nadejściem Paula Atrydy. Wtedy to zawiązało się siostrzeństwo, czyli zgromadzenie sióstr w zakonie, który później stał się znany jako Bene Gesserit. Główną bohaterką nowej produkcji jest Valya Harkonnen (grana przez Emily Watson). Razem z siostrą Tulą (Olivia Williams) zawiązują zakon i stają w walce z siłami zagrażającymi przyszłości ludzkości.
Nowy serial można oglądać na platformie Max. Kolejne odcinki ukazują się co tydzień, na co niektórzy widzowie narzekają, bo nie można obejrzeć premierowo serialowej „Diuny” za jednym razem. Mimo takich „niedogodności” produkcja jest oceniana naprawdę dobrze. Przede wszystkim to zasługa głównych aktorek. Przez wątki walk o władzę i knucia krytycy porównują serial do innej kultowej już produkcji. „To »Gra o tron« ze statkami kosmicznymi i robakami piaskowymi” – napisał w swojej recenzji Robert Lloyd z „Los Angeles Times”.
Krytycy oceniają „Diunę: Proroctwo”
Podobieństwo serialowej „Diuny” do „Gry o tron” można traktować zarówno jako zaletę, jak i wadę. Charakterystyczne dla adaptacji powieści George’a R.R. Martina było powolne tempo i skomplikowanie akcji. Według niektórych krytyków to również problem „Diuny: Proroctwa”. Mimo wszystko serial robi wrażenie kostiumami, scenografią, a przede wszystkim dynamiczną relacją Emily Watson i Olivii Williams.
„»Diuna: Proroctwo« nie jest może tak spektakularnym obrazem jak filmy Denisa Villeneuve’a, ale stara się im dorównywać mądrym budowaniem rzeczywistości i poczuciem wielkości, która wciąga. Opowiadanie historii, kompletne postacie i ambitna gra aktorska sprawiają, że trzeba obejrzeć ten serial i może być bardziej »Grą o tron« niż poprzedni jej spin-off” – czytamy w recenzji Mike’a DeAngelo ze strony The Playlist.
Źródło: Radio ZET/natemat.pl/theplaylist.net