Widziałam nowe „Sanatorium pod Klepsydrą”. Zanim obejrzycie, musicie wiedzieć jedno
To, że bracia Quay zabiorą się za swoją interpretację “Sanatorium pod Klepsydrą” było tylko kwestią czasu. Pochodzący z Pensylwanii twórcy filmowi od lat interesują się polską kulturą i mają słabość do Brunona Schulza. Jeśli skusiło was “Sanatorium pod Klepsydrą według braci Quay” na kinowym afiszu, to jest kilka rzeczy, które musicie wiedzieć, zanim zobaczycie ten film. Szczególnie jeśli to wasze pierwsze zderzenie z twórczością Stephena i Timothy’ego Quay. Byłam, widziałam i już wam o tym opowiadam.
- Bracia Stephen i Timothy Quay to amerykańscy twórcy filmowi, którzy lata temu zainteresowali się polską kulturą.
- Twórcy mają na koncie kilka produkcji związanych z Polską.
- Czy warto iść na “Sanatorium pod Klepsydrą według braci Quay” do kina?
Kim są bracia Quay
Jak to się stało, że pochodzący z małego miasta zwanego Norristown w Pensylwanii bracia, zaczęli interesować się polską kulturą? Obaj studiowali w Filadelfii, a następnie kontynuowali edukację w Royal College of Art w Londynie i to właśnie w stolicy Wielkiej Brytanii Amerykanie natknęli się na polską szkołę plakatu. Później poznali dzieła Brunona Schulza i zdecydowali się na zekranizowanie “Ulicy krokodyli”, opowiadania ze zbioru “Sklepy cynamonowe”. To był 1986 rok i początek przygody Stephena i Timothy’ego Quayów z Polską.
Jeśli do tej pory nie znaliście twórczości braci z Norristown i już chcecie sprawdzić, gdzie można obejrzeć “Ulicę krokodyli”, zanim pójdziecie na “Sanatorium pod Klepsydrą według braci Quay”, musicie wiedzieć, że to nie są zwykłe filmy. Bracia Quay tworzą animacje, w których główną rolę odgrywają przygotowywane pieczołowicie mroczne lalki. Ich filmy charakteryzują się karawaniarską atmosferą, przerażającymi (z całym szacunkiem dla staranności tych małych dzieł sztuki) lalkami oraz precyzyjnie skonstruowanymi scenografiami, które tworzą surrealistyczne, oniryczne światy. Jak mawia klasyk “nie ma lekko”.
“Sanatorium pod Klepsydrą według braci Quay” - czy warto iść na ten film
Skoro już wiemy, że bracia Quay są przedstawicielami specyficznego kina, możemy przejść do ich najnowszej produkcji, wspominanego wyżej “Sanatorium pod Klepsydrą według braci Quay”. I zacznę od tego, że to bardzo dobrze, że film trwa tylko nieco ponad godzinę. Nie zrozumcie mnie źle, to bardzo dobrze zrobiony materiał, ale jest pewna granica artyzmu, jaką jest w stanie znieść człowiek i w tym wypadku jest to właśnie ta godzina.
Bracia Quay w doskonały sposób przełożyli język Schulza na ekran. Równie doskonale bawią się naszą świadomością - co jest jawą, a co jest snem? Może żyjemy we śnie, a może to świat śpi? Ten seans był dla mnie jak koszmar i paraliż senny przeżywany w kinowym fotelu. I nie jest to określenie pejoratywne. Klimat, jaki stworzono w tym filmie, jest niesamowity - lalki wyglądające na martwe (tak, wiem, lalki same w sobie są mało żywotne, ale myślę, że rozumiecie, o co mi chodzi), rozmyte kontury przedmiotów i postaci przedstawionych w kadrach, kolorystyka, scenografia i muzyka. To wszystko ze sobą współgra, przenosząc nas do świata, z którego jak najszybciej chcielibyśmy uciec, ale nie możemy. Dokładnie tak, jak we śnie.
Wychodząc z seansu, zapisałam sobie w telefonie notatkę: “muzyka!!!”. Ten element filmu braci Quay zasługuje na te trzy wykrzykniki, a nawet cztery. Odpowiadający za muzykę Timothy Nelson wykonał świetną robotę, bo dźwięki tu tańczą z obrazem, jak tancerze z Royal Ballet.
I mogę chyba przejść do odpowiedzi na najważniejsze pytanie: czy warto iść do kina na “Sanatorium pod Klepsydrą według braci Quay”? Jeśli znacie opowiadania Schulza, na podstawie których powstał film, jeśli nie macie pediofobii, jeśli jesteście w dobrej kondycji psychicznej i macie ochotę na coś innego, bardziej artystycznego, to tak. To film bardzo artystyczny o ciężkim klimacie, zdecydowanie nie dla wszystkich. I tacy są właśnie bracia Quay - nie dla wszystkich i to chyba największy komplement. “Sanatorium pod Klepsydrą według braci Quay” - 6,5/10. Premiera 11 kwietnia.
P.S. Nie porównujcie filmu braci Quay do "Sanatorium pod Klepsydrą" w obiektywie Wojciecha Jerzego Hasa. Nie da się. A jeśli chcecie wiedzieć więcej o "Sanatorium" Hasa, odsyłam was do mojego tekstu o kulisach tej produkcji: Ten polski film zachwycił we Francji. Reżyserowi odebrali prawo wykonywania zawodu.
Źródło: RadioZET