W ten sposób David Lynch stworzył najstraszniejszą scenę w historii kina
Stworzenie strasznej sceny, która rozgrywa się nocą w lesie albo w ciemnej, starej piwnicy oświetlonej jedną, ledwo dyszącą życiem żarówką, to nic trudnego. Oczywiście, jeśli jest się filmowcem i zna się na temacie, a nie zwykłym Kowalskim, który z kinem nie ma nic wspólnego. A co gdyby stworzyć naprawdę niepokojącą scenę, która rozgrywa się w dzień, w zwykłej, miejskiej restauracji, w której jest pełno ludzi? Dało się. David Lynch stworzył jedną ze straszniejszych scen, która przeszła do historii kina i do dziś jest przykładem tego, jak budować klimat.
- W 2001 roku premierę miał jeden z najbardziej nagrodzonych filmów Davida Lyncha - “Mulholland Drive”.
- Produkcja miała być początkowo serialem, kontynuacją “Miasteczka Twin Peaks”, jednak stacja odrzuciła ten pomysł.
- W “Mulholland Drive” jest jedna z najbardziej niepokojących scen w historii kina.
“Mulholland Drive” - film, który miał być serialem
Po porażce “Twin Peaks” David Lynch obraził się na seriale. Kilka lat później zmienił zdanie i postanowił nagrać kontynuację historii Audrey Horne (graną w serialu przez Sherilyn Fenn). Stworzył 90-minutowy odcinek pilotażowy, który przedstawił stacji ABC. Niestety osoby decyzyjne nie zostały porwane przez pierwszy odcinek serialu “Historia miłosna w mieście marzeń”. Projekt został odrzucony i Lynch zapewne nie wróciłby do niego, gdyby nie namowy jego przyjaciela, Pierre’a Edlemana, który uznał, że z produkcji można przecież zrobić pełnometrażowy film.
I tak powstał “Mulholland Drive” - najpopularniejszy i najbardziej nagrodzony film Davida Lyncha. Reżyser ma w swoim dorobku wiele wyjątkowych scen, które wpisały się do historii kina ze względu na swoją wyjątkowość, niepowtarzalność czy przełomowość i jedna z nich znajduje się właśnie w “Mulholland Drive”. O jakiej mowa i czemu jest tak niezwykła?
To jedna z najstraszniejszych scen w historii kina
Scena, o której mowa rozgrywa się w typowej, amerykańskiej restauracji Winkie’s. Jest dzień, restauracja jest pełna ludzi, co w ogóle nie zapowiada niepokojącej sceny. A jednak - widz czuje, że coś wisi w powietrzu. Tylko co? Jak to wytłumaczyć? Bohaterami tej sceny jest dwóch mężczyzn, którzy nie pojawiali się we wcześniejszych scenach. Jeden z nich opowiada o swoim koszmarze, który rozgrywa się na tyłach tej właśnie restauracji. Razem z kompanem wychodzi z budynku, by sprawdzić, czy naprawdę czai się za nim jakiś potwór. Zamiast rozprawić się z koszmarem raz na zawsze, przekonuje się, że za Winkie’s faktycznie żyje potwór z jego snów. A może… to też był sen?
Quiz: Quiz filmowy. Jak dobrze znasz klasykę kina? Scorsese, Wajda, Fellini i inni
David Lynch do stworzenia tej sceny użył dwóch oczywistych narzędzi, z których korzysta się przy tworzeniu niepokojących kadrów. Mowa o muzyce i jump scare, czyli momencie, w którym na ekranie dynamicznie i znienacka pojawia się jakiś (najczęściej straszny) element. Jednak sposób wykorzystania tych oczywistości dowodzi tylko o geniuszu Lyncha.
Na początku sceny, gdy mężczyźni rozmawiają o śnie, słyszymy cichy szum - nie są to standardowe dla restauracji dźwięki, jak odgłosy jedzenia, rozmów, czy delikatna muzyka w tle, a wygłuszający otoczenie, spokojny szum. Zaczyna on narastać, dołącza do niego dźwięk typu drone. Robi się coraz bardziej niepokojąco, bo dźwięki niekoniecznie pasują do dziennego otoczenia i rozmowy, jakby nie było, o zwykłym śnie. Dźwięki zaczynają jednak narastać, przypominając trochę zbyt głośną pracę lodówki w środku nocy, później słyszymy delikatne smyczki i… bam, za restauracją znajduje się włochaty potwór, a widz słyszy echo.
To właśnie dzięki tym dźwiękom scena oddaje taki niepokój. A David Lynch do dźwięków przywiązywał ogromną uwagę - w końcu był też muzykiem (stworzył też muzykę przewodnią do “Miasteczka Twin Peaks”), ale to opowieść już na inny artykuł.
Źródło: Radio ZET/Wikipedia/YouTube