To jeden z najpiękniejszych filmów o miłości ostatnich lat. Właśnie trafił do kin
Jak pięknie żyć? Najlepiej tu i teraz, wykorzystując każdą chwilę, każdą okazję i każdą szansę, niezależnie od tego, czy przychodzi w najlepszym, czy najgorszym momencie naszego istnienia. Mniej więcej z taką receptą pozostawia widzów John Crowley, przybliżając losy pary, która dość szybko, na własnej skórze, przekonuje się, jak wielką wagę ma powiedzenie „żyje się tylko raz”.
- „Sztuka pięknego życia” to romantyczny komediodramat Johna Crowleya, który debiutuje w polskich kinach.
- W głównych bohaterów – Almut i Tobiasa – wcielili się Florence Pugh i Andrew Garfield.
- Produkcja przybliża kilka lat z życia pary, która musi zmierzyć się nie tylko z trudnymi życiowymi dylematami, ale i druzgocącą diagnozą.
Ta historia to niby nic odkrywczego; opowieść jakich wiele, nie tylko w życiu, ale i w kinie. Kobieta i mężczyzna, poznają się, chodzą na pierwsze randki, zakochują się w sobie, aż wreszcie, mimo napotykanych początkowo trudności, tworzą związek, zakładają rodzinę i wiodą szczęśliwe życie. Sielankę przerywa jednak jedna z najgorszych diagnoz, jakie można usłyszeć – rak. Dalej jest walka i próby radzenia sobie z codziennością, a co za tym idzie piętrzące się dylematy i trudne wybory. Jak wykorzystać dany czas? Spędzić go w bólu i na szpitalnym łóżku, z nadzieją na pokonanie choroby, czy we względnie dobrym stanie zawalczyć o kilka momentów, które sprawią, że pozostaniemy zapamiętani nie tylko jako „czyjaś martwa mama”, jak mówi bohaterka „Sztuki pięknego życia”, ale człowiek, który odważył się żyć i spełniać marzenia?
Brzmi znajomo? Na pewno. Ale tutaj bardziej niż „co?”, liczy się „jak?”, a John Crowley doskonale wie, jak pokazać temat, by nie tylko poruszyć widzów, ale i skłonić ich do refleksji na temat czasu, przemijania i tego, jak żyć, by na koniec móc powiedzieć, że jest się spełnionym.
Film utkany z momentów
Choć „Sztuka pięknego życia” nie unika uproszczeń, scenariuszowych niedociągnięć, czy malowania scen grubą kreską, tak by każdy doskonale wiedział, co w danej chwili powinien czuć, z pewnością zostanie zapamiętana przez wielu widzów dzięki głównym bohaterom. Na tyle charyzmatycznym i unikatowym, by wyróżnić się z całego tłumu postaci, które od dekad pojawiają się w filmowych romansach. Almut (Florence Pugh) to pewna siebie szefowa kuchni, która od lat odnosi zawodowe sukcesy. Gdy ją poznajemy otwiera właśnie własną restaurację. Na wydarzenie zaprasza Tobiasa (Andrew Garfield), mężczyznę, którego kilka tygodni wcześniej potrąciła. Mimo że poznali się w dość niesprzyjających okolicznościach, niemal od razu połączyła ich chemia. Kiedy jeszcze okazuje się, że nowy znajomy finalizuje właśnie rozwód, nic nie stoi na przeszkodzie, by spróbowali połączyć swoje losy.
Ich relacja, wbrew obrazom kreowanym w wielu hollywoodzkich romansach, nie jest jednak idealna. Para musi długo pracować nad tym, by znaleźć wyjście z trudnej sytuacji. Już po pierwszej spędzonej wspólnie nocy Almut wyznaje, że nie do końca widzi się w roli matki, Tobias z kolei nie wyobraża sobie przyszłości bez dziecka. Ich oczekiwania i plany na przyszłość są więc mocno rozbieżne. Praca nad relacją, czas i zaufanie, jakim się darzą, sprawiają jednak, że udaje im się dojść do kompromisu. Podobnych sytuacji z biegiem lat będzie więcej. W „Sztuce pięknego życia” związek to więc "czasownik" – coś, co wymaga ciągłych zabiegów, o co nieustannie trzeba dbać, pielęgnować, coś co wymaga stałego zaangażowania, czasem rezygnacji, czasem zmiany własnych oczekiwań i przyzwyczajeń.
Widzimy to jeszcze wyraźniej, dzięki nielinearnej narracji. Historia miłości Almut i Tobiasa pokazana jest w różnych, przeplatających się, momentach. Twórcy „skaczą” między początkiem ich znajomości, miesiącami starań o dziecko poprzedzonych walką z nowotworem, aż wreszcie nawrotem choroby. Choć początkowo może się to okazać mylące, z czasem wszystkie elementy układanki zaczynają składać się w jedną całość – lepiej rozumiemy emocje, jakie szargają bohaterami, ich motywacje, czy decyzje, jakie podejmują i zdajemy sobie sprawę, że takie właśnie jest życie. To zbiór momentów z przeszłości, ale także „tu i teraz”, które będzie miało swoje konsekwencje w przyszłości.
Produkcja zbudowana na chemii między aktorami
Właśnie dla tych momentów, czasem niepozornych jak rozbijanie jajka o płaską powierzchnię, czy zajadanie słodkości podczas wspólnej kąpieli w oczekiwaniu na pierwsze skurcze, warto obejrzeć ten film. Może nie zmieni on oblicza kina i nie zgarnie worka nagród, ale na pewno wielu przysporzy wzruszeń. Warto iść choćby dla fenomenalnych Florence Pugh i Andrew Garfielda, którzy zachwycają nie tylko kreacjami aktorskimi, ale i udowadniają, że da się jeszcze stworzyć duet, któremu wierzy się od początku do końca.
„Sztuka pięknego życia”, premiera w polskich kinach: 3 stycznia 2025.
Źródło: Radio ZET