`

To arcydzieło miało mu dać przełom. Zmarł w pracy jako aktor drugoplanowy

2 min. czytania
22.11.2024 13:51
Obserwuj nas na Google

David Hemmings zaczął występować na scenie już jako nastolatek. Występ w filmie „Powiększenie” miał być dla niego przełomem w karierze. Zamiast tego został zaszufladkowany jako aktor drugoplanowy.

To arcydzieło miało mu dać przełom. Zmarł w pracy jako aktor drugoplanowy
fot. Bridge Films / Carlo Ponti Production / MGM/Collection Christoph

Aktor zaczynał jako śpiewak

Już od najmłodszych lat David Hemmings przejawiał zdolności wokalne – jako 11-latek trafił pod opiekę Benjamina Brittena. Kompozytor przyjaźnił się z młodym Hemmingsem, co wzbudzało niemałe kontrowersje. W tamtym czasie Brittena posądzano o nadmierne spoufalanie się z chłopcami. Po latach David Hemmings zaprzeczył temu, aby w jakikolwiek sposób kompozytor mu się narzucał. Ich przyjaźń zakończyła się po nieudanym występie chłopaka, na którym załamał mu się głos. Znany ze swojego przesadnego perfekcjonizmu i porywczości kompozytor miał wygonić Hemmingsa ze sceny i już nigdy się do niego nie odezwać.

 

Nagłe przerwanie kariery śpiewaka sprawiło, że David Hemmings został aktorem. Szybko stał się idolem nastolatek za sprawą przyciągającego wyglądu. Wystąpił w musicalu „Camelot” i komedii „Two Left Feet”. W 1966 roku nastąpił przełom w karierze Hemmingsa. Wystąpił w filmie „Powiększenie”. Reżyser Michelangelo Antonioni zaprosił młodego aktora na casting. David Hemmings był wtedy przekonany, że nie przejdzie dalej, bo filmowiec tylko kręcił głową. Nie wiedział, że Antonioni miał taki tik wywołany zespołem Tourette’a.

David Hemmings szybko został zaszufladkowany

„Powiększenie” okazało się wielkim sukcesem. Film przyniósł popularność zarówno Davidowi Hemmingsowi, jak i Jane Birkin oraz Vanessie Redgrave. Aktor patrzył w przyszłość optymistycznie. – Odkrywano mnie już z pół tuzina razy. Mam wrażenie, że tym razem się w końcu udało – powiedział w jednym z wywiadów. Jego słowa nie do końca się jednak sprawdziły. Wprawdzie zagrał jeszcze w „Głębokiej czerwieni” i kultowej „Barbarelli”, ale kolejne jego role okazały się klapą.

Quiz: Najwięksi amanci Hollywood. Pamiętasz gwiazdorów ze starych filmów?

1/10 Legendarny aktor o charakterystycznym stylu pracy – przez wiele lat odmawiał uczenia się kwestii na pamięć i dekorował plan filmowy zdaniami, które miał wypowiadać przez kamerą. Zagrał m.in. w „Ojcu chrzestnym”, „Tramwaju zwanym pożądaniem” czy „Czasie apokalipsy”.

W latach 70. David Hemmings został już całkowicie zaszufladkowany jako aktor drugoplanowy. Szukał dla siebie miejsca w Australii, potem w Nowej Zelandii, aż w końcu trafił do Hollywood. Tam zajął się reżyserią seriali. Przez to, że długi czas nie występował w rodzimej Wielkiej Brytanii i nie było o nim nic słychać, pojawiły się plotki o jego śmierci. Hemmings podsumował to dość błyskotliwie: – Ludzie myśleli, że umarłem. Ale to nieprawda. Po prostu reżyserowałem „Drużynę A”.

Do końca życia David Hemmings był związany z branżą filmową. Wystąpił w drobnych rolach w „Gladiatorze” czy „Lidze niezwykłych dżentelmenów”. W tym drugim filmie pojawił się u boku Seana Connery’ego – co ciekawe, to właśnie jemu Hemmings zawdzięcza swój sukces, bo aktor odmówił roli w „Powiększeniu”. David Hemmings zmarł w 2003 roku w Bukareszcie. Tam właśnie realizował zdjęcia do horroru „Błogosławiona”. Na planie źle się poczuł i doznał zawału serca. Aktor i reżyser miał 62 lata.

Źródło: Radio ZET/kultura.onet.pl