`

Rafał Wilhelmi mówi o ojcu „ten drań”. Aktor nie płacił nawet alimentów

3 min. czytania
20.11.2024 17:21
Obserwuj nas na Google

Roman Wilhelmi w świecie kina radził sobie świetnie. Był szanowanym i podziwianym aktorem, który występował w znamienitych polskich produkcjach. Niestety była rola, w której Wilhelmi się nie odnajdywał - ojcostwo. Po latach Rafał Wilhelmi otwarcie opowiedział o zawodach, jakich doznał ze strony swojego taty. 

Roman Wilhelmi kadr z filmu "Lęki poranne"
fot. Roman Wilhelmi kadr z filmu "Lęki poranne"

Roman Wilhelmi miał syna

Sukcesy zawodowe nie zawsze idą w parze z sukcesami na innych płaszczyznach życia. Roman Wilhelmi jako aktor radził sobie świetnie. To on wykreował ekranowego Nikodema Dyzmę, wcielał się w Olgierda w “Czterej pancerni i pies”, czy w niepowtarzalnego Stanisława Anioła w “Alternatywach 4”. Polacy szaleli za tymi produkcjami i nie bez powodu dziś mają one miano kultowych. Jednak życie rodzinne słynnego aktora nie układało się już tak kolorowo. Jego pierwsze małżeństwo skończyło się rozwodem. Drugie miało być inne, lepsze, zwłaszcza że Wilhelmi doczekał się syna. Skończyło się jednak inaczej.

 

Rafał Wilhelmi jest owocem związku aktora z węgierską tłumaczką Mariką Kollar. Niestety rodzinna sielanka nie trwała długo - głowa rodziny była zajęta pracą i często nieobecna w domu. "Przyprowadzałem do domu  kolegów z podwórka, żeby im udowodnić, że mój tato to Olgierd z  "Czterech pancernych i psa". Ale ojca najczęściej nie było w domu...  Moje wspomnienia o nim są dość mgliste" - mówił Rafał Wilhelmi w rozmowie z autorką książki "Być dzieckiem legendy". Kollar miała dawać mężowi wiele szans, by zaangażował się w dom, jednak temu spokojne życie z żoną i dzieckiem nie było w głowie. Biografowie Romana Wilhelmiego, czy wcześniej jego znajomi, często opowiadali o tym, że lubił hulaszcze życie i nie stronił ani od kobiet, ani od alkoholu. Rozwód był nieunikniony. 

Żona Romana Wilhelmiego uciekła z Polski 

Marika Kollar, na której barki spadło samodzielne utrzymanie syna, postanowiła wyjechać za granicę. “Z Polski wygnała nas bieda. Mama zarabiała na nas tłumaczeniami, ale po podpisaniu porozumień sierpniowych w 1980 roku radykalnie ograniczono kontakty zagraniczne i pracy było coraz mniej. A ojciec jakoś nie poczuwał się do łożenia pieniędzy na moje utrzymanie" - opowiadał Rafał Wilhelmi dla magazynu "Na  żywo". 

Quiz: Poznasz komedię PRL po jednym kadrze? Tylko „dzieci PRL” zdobędą 100%

Film Polski
1/12 Z którego filmu pochodzi ten kadr?

Kobieta bała się, że były mąż nie wyrazi zgody na zabranie syna za granicę i będzie próbował jej to udaremnić. Zdecydowała więc, że swoje plany zachowa w tajemnicy. Roman Wilhelmi miał mieć do niej o to wyrzuty, jednak z relacji syna pary wynika, że aktor nie zabiegał o kontakt ze swoją jedyną pociechą. Ani zanim Rafał mieszkał w Warszawie, ani gdy mieszkał już z matką w Austrii. “Mieliśmy iść do ZOO, do Łazienek, na wycieczkę. Cieszyłem się. Czekałem pod blokiem. Całą godzinę przy ruchliwej ulicy Puławskiej, a ten drań nie przyjechał. [...] Dla niego takie pozornie banalne sprawy wydawały się nie mieć dużego znaczenia, a nas stawiały przed nierozwiązywalnymi problemami” - opowiadał Rafał Wilhelmi w "Być dzieckiem legendy".

Roman Wilhelmi po wyjeździe syna za granicę, spotkał się z nim tylko raz. Zrobił to przy okazji kręcenia scen do serialu "Goreszczi sledi", co miało miejsce w Austrii. To był 1985 rok. Kolejny raz młody Wilhelmi ojca zobaczył na jego pogrzebie w 1991 roku. Wedy też dowiedział się, że nie został uwzględniony w testamencie. Cały majątek łącznie z dochodem z tantiem Roman Wilhelmi przekazał ostatniej partnerce, z którą spędził 10 lat życia - Lilianie Elżanowskiej-Kęszyckiej. Kobieta nigdy publicznie nie skomentowała swojego związku z Wilhelmim ani nie zdradziła, co odziedziczyła. 

Źródło: Radio ZET/”Być dzieckiem legendy” Małgorzata Puczyłowska/ Wikipedia/Pomponik