Tajemnicza śmierć filmowego amanta. Przepowiednia spełniła się co do joty
James Dean był amantem kina i jego wielką nadzieją. Nagła śmierć pokrzyżowała wszystko, jednak aktor stał się częścią popkultury, a teorie spiskowe dotyczące jego odejścia pojawiają się nawet w obecnych czasach.
Tajemnicza śmierć filmowego amanta
James Dean zagrał w 1955 roku w filmie "Buntownik z wyboru". Produkcja dała mu ogromny rozgłos i sprawiła, że został ogłoszony nadzieją kina. Czekały na niego wielkie role i duże pieniądze, jednak aktor odszedł mając zaledwie 24 lata. Jego śmierć była tragiczna i nagła. A plotki dotyczące tego, co się właściwie wydarzyło, pojawiają się do dziś.
Wszystko zaczęło się 23 września 1955 roku. Dean wybrał się na kolację w towarzystwie znajomych - aktora Aleca Guinnessa i scenarzystki Thelmy Moss. James miał się pochwalić swoim nowym nabytkiem, czyli samochodem wyścigowym Porsche 550 Spyder. Jak podaje Onet, Guinness ostrzegł Jamesa Deana, że ma złe przeczucia co do samochodu. Miał mu nawet powiedzieć, że jeśli wsiądzie do auta, to za siedem dni będzie martwy.
Ursula Andress, "Dziewczyna Bonda", z którą rzekomo aktor romansował, miała mieć podobne wrażenie i prosiła Jamesa Deana, by nie wsiadał do samochodu.
Quiz: Rozpoznaj film po 3 słowach. Na pewno zgarniesz więcej niż 50%
Przepowiednia na temat śmierci Jamesa Deana spełniła się co do joty
Tydzień później, dokładnie tego dnia, o którym mówił Alec Guinness, James Dean zmarł. Aktor podróżował z mechanikiem Rolfem Wütherichem. Kulisy wypadku są takie, że Dean przygotowywał się do wyścigu samochodowego. Aktor został zatrzymany nawet przez policję i otrzymał mandat za przekroczenie prędkości.
Do wypadku doszło w pobliżu kalifornijskiego miasteczka Cholame. Porsche Spyder miało jechać z prędkością 88 km/h i zderzyć się czołowo z Fordem Custom Tudor prowadzonym przez Donalda Turnupseeda. Reanimacja nie przyniosła skutku i James Dean zmarł. Pasażer odniósł niewielkie obrażenia i złamał szczękę, jednak wypadek odcisnął duże piętno na jego psychice.
Co ciekawe, ujawniono, że James Dean do samego końca był przekonany, że do wypadku nie dojdzie.
Koleś się zatrzyma, przecież nas widzi
Wielu fanów tragicznie zmarłego aktora uważa, że przeżył on wypadek, jednak musiał przejść operację plastyczną. Zamiast kariery wybrał spokojne życie z dala od Hollywood.
Ludzie szybko uznali, że nad samochodem, zwanym pieszczotliwie przez aktora "Małym Łajdakiem", krąży klątwa. Po śmierci aktora auto trafiło w ręce właściciela warsztatu samochodowego, który planował rozmontować wrak i sprzedać części. Podczas wyładunku, samochód spał z platformy i złamał nogę jednemu z mechaników. Jak donosi Onet, złe rzeczy przydarzały się wszystkim osobom, które odkupiły części. Wiele z nich zginęło tragicznie. Samochód trafił ostatecznie do innego warsztatu, a ten spłonął, ocalał jedynie "Mały Łajdak".
W 1960 roku wrak bezpowrotnie zaginął, prawdopodobnie został skradziony, jednak losy złodzieja nie są znane.
W jakich filmach wystąpił James Dean?
James Dean w czasie swojej krótkiej kariery był dwukrotnie nominowany do Oscara. Jego najpopularniejsze filmy to "Na Wschód od Edenu", "Buntownik bez powodu" oraz "Olbrzym".
Źródło: Radio ZET/Onet.pl