Ta scena miał wyglądać zupełnie inaczej. Laureat Oscara znalazł się tam przypadkowo
Jedna z kultowych scen filmu „Holiday” powstała całkowicie przypadkowo. Dustin Hoffman, dwukrotny laureat Oscara, znalazł się w niej zupełnie nieplanowanie. Efekt jego obecności stał się jednym z najbardziej pamiętnych momentów filmu. Jak do tego doszło?
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak przypadkowe wydarzenie na planie doprowadziło do powstania kultowej sceny.
- W jaki sposób Dustin Hoffman znalazł się w filmie „Holiday”.
- Dlaczego scenariusz przewidywał zupełnie inną wersję tej sekwencji.
To jeden z najchętniej oglądanych filmów świątecznych. O czym opowiada „Holiday”?
Jedna z najbardziej znanych scen filmu „Holiday" z 2006 roku, który na stałe wpisał się w świąteczny kanon kinowy, powstała w zupełnie nieoczekiwany sposób. W wypożyczalni wideo pojawia się w niej Dustin Hoffman, dwukrotny laureat Oscara, którego obecność na planie była całkowicie przypadkowa. Widzowie zapamiętali moment jako zabawny i lekki, jednak w pierwotnym scenariuszu tej sceny nie przewidziano. Aktor znalazł się tam dzięki przypadkowi i osobistym znajomościom reżyserki Nancy Meyers, co sprawiło, że scena nabrała dodatkowego komicznego wymiaru.
Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Nie tylko „Kevin sam w domu”. Sprawdź swoją wiedzę na temat świątecznych filmów
Fabuła „Holiday" opowiada o dwóch kobietach, Iris i Amandzie, które zamieniają się domami na czas Bożego Narodzenia, by uciec od własnych problemów sercowych. Iris trafia do słonecznego Los Angeles, gdzie poznaje kompozytora Milesa, a Amanda spędza święta w angielskiej prowincji u boku brata Iris, Grahama. W jednej z sekwencji Iris i Miles odwiedzają wypożyczalnię wideo, gdzie Miles nuci znane motywy muzyczne. Kamera nagle zbliża się do Hoffmana, który z rozbawieniem komentuje, że piosenka śledzi go na każdym kroku. Ten krótki moment, pełen humoru, nie był w scenariuszu przewidziany i powstał spontanicznie.
Jak powstała nieplanowana scena z udziałem Dustina Hoffmana?
Kulisy tej sytuacji są wyjątkowo niecodzienne. Hoffman w dniu kręcenia zdjęć do produkcji nie miał żadnego zawodowego powodu, by być na planie. Przebywał w pobliżu restauracji, gdzie jadł lunch, gdy zauważył ekipę filmową. Reżyserka Nancy Meyers znała Hoffmana osobiście, ich córki były bliskimi przyjaciółkami, i to ta znajomość sprawiła, że aktor zainteresował się trwającymi zdjęciami. Bez przygotowania czy charakteryzacji postanowił wejść na plan i spędził tam około godziny, obserwując pracę ekipy, co doprowadziło do spontanicznej decyzji o jego udziale w scenie.
Gdy Meyers zdała sobie sprawę, że bohaterowie rozmawiają o filmie, w którym Hoffman grał wiele lat wcześniej, postanowiła wykorzystać okazję i zaproponowała aktorowi udział w tej scenie. Hoffman zgodził się natychmiast, nie zmieniając nawet swojego wyglądu z lunchu, co dodatkowo podkreśliło naturalność i komizm sytuacji. Efekt finalny, krótka, ale pamiętna sekwencja, stał się jednym z kultowych momentów filmu, pokazując, że przypadkowe zdarzenia na planie potrafią tworzyć sceny, które na długo zapadają w pamięć widzów.
Źródło: Radio ZET/Onet