`

Luca Guadagnino i Daniel Craig idealni na wiosnę. O filmie "Queer"

4 min. czytania
20.03.2025 11:25
Obserwuj nas na Google

“Challengers”, “Tamte dni, tamte noce”, "Tacy właśnie jesteśmy” - Luca Guadagnino przyzwyczaił nas do naprawdę mocnych zawodników, dlatego wobec “Queer” oczekiwania były, delikatnie mówiąc, niemałe. No i Daniel Craig, który musi teraz pożegnać się jakoś z łatką agenta 007, też podsycał emocje związane z produkcją. Prawdą jest, że po obejrzeniu “Queer” poczułam się, jakbym zakochała się od pierwszego wejrzenia. Szybko zdałam sobie sprawę z tego, że Guadagnino i Craig mnie sprytnie oczarowali, a miłość, jaka mnie spotkała, wcale nie była tak różowa, na jaką się malowała, ale czy to w ogóle ma znaczenie? Zapraszam na recenzję filmu “Queer” bez spojlerów.

Daniel Craig i Drew Starkey w filmie "Queer"
fot. Materiały dystrybutora Gutek Film
  • “Queer” to najnowszy film w reżyserii Luci Guadagnina znanego z takich hitów jak “Tamte dni, tamte noce” czy “Challengers”.
  • Produkcja polską premierę ma w piątek 21 marca.
  • Recenzja filmu “Queer” bez spojlerów.

Najnowszy film Luci Guadagnina, czyli krótko o “Queer” 

Lata 50., tonący w słońcu (i nie tylko) Meksyk, samotny w obcym kraju Lee (Daniel Craig) oraz piękny, młody Allerton (Drew Starkey) - to w skrócie główne składowe filmu “Queer”. Zanim jednak opowiem więcej o samej produkcji, najpierw kilka rzeczy z zaplecza. Scenariusz powstał na podstawie książki “Queer” Williama S. Burroughsa, znanej w Polsce pod tytułem “Pedał”. Guadagnino o filmowej adaptacji tej pozycji miał zacząć myśleć już jako nastolatek. Pomysł powrócił dopiero w 2022 roku podczas zdjęć do “Challengers”. 

Guadagnino zaproponował Justinowi Kuritzkesowi zekranizowanie książki “Queer”, kupił mu jeden egzemplarz, a w odpowiedzi dostał informację, że prace nad scenariuszem już ruszyły. Wszystko to zanim na planie “Challengers” zdążył paść ostatni klaps. 

Warto wiedzieć, że książka Williama S. Burroughsa została wydana niezakończona. Guadagnino i Kuritzkes musieli więc dopisać swoją wersję zakończenia tej historii, co wyjaśniałoby… Ale o tym za chwilę. 

 

Recenzja filmu “Queer” 

Miłośnicy wizualnych uniesień i estetycznych obrazów mogą na “Queer” wybrać się – nomen omen – w ciemno. Film jest po prostu ładny, niektóre kadry mogłyby być częścią wystaw prac autorstwa Edwarda Hoppera. Momentami zdjęcia są tak dopracowane, że wydają się przerysowane, świat wykreowany przez Guadagnino jest wręcz nierealistyczny i jak się później okazało, był to efekt zamierzony. Film nagrywano nie w Meksyku, a w studiach Cinecittà w Rzymie, część scen dokręcono później na Ekwadorze. Domyślam się, że nie chodziło tu dziurę w budżecie, a o artystyczną potrzebę eksperymentowania, która naszła Guadagnina, ale nie ma to największego znaczenia. Udało się stworzyć estetykę oddającą i gorąc Meksyku, i intensywność unoszących się w głównym bohaterze emocji. Tylko w głównym bohaterze, bo jego ekranowy towarzysz nie ma ich zbyt wielu.

I tu mogę przejść do fabuły filmu, którą uda mi się streścić w dwóch zdaniach. Będący w średnim wieku Lee, w Meksyku, który jest dla niego obcym krajem, czuje się samotny i niezrozumiały. Nadzieje na coś więcej odnajduje w dużo młodszym Allertonie, który jednak nie jest nim zainteresowany tak samo. I tyle, bo obiecałam tekst bez spojlerów i jeśli dodam tu informacje o jedynych dwóch wątkach z filmu, będziecie wiedzieli już wszystko. Craig pokazuje cały wachlarz aktorskich możliwości - od rozpaczy i smutku, bólu i uzależnienia, po ekscytację, zawód, nadzieję, rozczarowanie i pijaństwo. Dużo pijaństwa. Partnerujący mu Allerton jest dużo bardziej enigmatyczny, momentami znudzony. Drew Starkey gra dobrze, ale przy intensywniejszym Craigu wypada jednak jakoś blado. A mimo to po seansie przez chwilę czułam się, jakbym właśnie się zakochała. 

Fot.

To przez wspomniany wcześniej świetnie dopracowany obraz, doskonale oddany klimat, muzykę oraz Daniela Craiga. Nikt przed Craigiem nie był związany z rolą Jamesa Bonda tak długo jak on. Nic dziwnego, że do aktora przeczepiono łatkę, której skuteczne oderwanie mogło odbyć się tylko w bolesny i drastyczny sposób. Zwłaszcza że postaci, w które wcielał się poza Bondem, wcale od Bonda nie różniły się aż tak bardzo. I w ten sposób Daniel Craig powraca z zupełnie nową twarzą - już nie jest inteligentnym i przebiegłym agentem, a wrażliwym, samotnym, homoseksualnym mężczyzną w podeszłym wieku, który zakochuje się w znacznie młodszym studencie. Rozpaczliwie poszukuje jakiegokolwiek sensu i gdzie nie zapuka, tam pusto. Daniel Craig tu zaskakuje - w takiej roli i w takich scenach jeszcze go nie widzieliście.

Dopiero później, gdy przeniosłam oczy z ekranu na świat rzeczywisty, kolory, ciepło, estetyczne kadry i dobrze dobrana muzyka zniknęły, zdałam sobie sprawę z tego, że ja się po prostu zakochałam od pierwszego wejrzenia. Tak naprawdę w “Queer” praktycznie nic się nie zadziało. W przedopaminowanym świecie historia o smutnym starszym panu i pocztówka z nieistniejącego Meksyku, które serwuje nam Guadagnino, to za mało, by przejść do historii kina. Tylko czy zawsze musimy być świadkami wielkich rzeczy? Przez cały seans nie miałam potrzeby czekać, aż “coś” się tu wydarzy. I tak to już jest z tymi miłościami od pierwszego wejrzenia - co będzie dalej, nie ma znaczenia, kiedy wspaniałe jest tu i teraz. Ja “Queer” kupuję. 

Oglądaj

Źródło: RadioZET