`

Polacy pobiegli do kin na ten hit. Najlepszy wynik roku

3 min. czytania
13.11.2024 11:18
Obserwuj nas na Google

Wygląda na to, że "Listy do M. Pożegnania i powroty" rozbiły tegoroczny kinowy bank. TVN Warner Bros. Discovery pochwaliło się wynikami oglądalności w weekend otwarcia. Wskazują one na to, że w tym roku żaden inny film nie był tak chętnie oglądany przez Polaków w kinach, jak ten. O jakich liczbach mowa? 

Publiczność w kinie zdjęcie podglądowe
fot. shutterstock.com/Nick NA

Premiera "Listy do M. Pożegnania i powroty"

O udanej premierze filmu decyduje to, ile osób zechciało go zobaczyć w kinie w tzw. weekend otwarcia, bo premiery najczęściej mają miejsce pod koniec tygodnia roboczego. Nie jest to oczywiście reguła, bo wiele z nich odbywa się w tygodniu, ale z oczywistych przyczyn weekend i jego początek to najlepszy czas na przyciągnięcie widzów do kin. Twórcy najnowszej części z serii “Listy do M.", czyli "Listy do M. Pożegnania i powroty" zdecydowali jednak, że ich film swoją premierę będzie miał w czwartek. Być może dlatego, że dzień później w kinach pojawiło się aż osiem mocnych tytułów. 

Jeśli chcesz sprawdzić listę kinowych premier do końca listopada, możesz znaleźć ją u nas, ale wróćmy do wyników  filmu "Listy do M. Pożegnania i powroty", bo te są najlepsze w tym roku. Ile osób poszło do kina w premierowe dni, by zobaczyć kolejną odsłonę kultowej, polskiej komedii świątecznej? TVN24 (przypomnijmy, że za produkcję odpowiada TVN Warner Bros. Discovery) donosi, że film zobaczyło 492 tysięcy widzów w weekend i kolejne 120 w wolny, świąteczny poniedziałek. To lepszy wynik, niż ten "Listów do M. 5", czyli części z 2022 roku.

Quiz: Rozpoznaj film po cytacie. Fani polskich komedii, odgadniecie?

1/10 "Podstawowe zasady higieny są takie, że jak się wchodzi, to się puka"

Produkcja trafiła do 400 kin w prawie 260 miejscowościach. Jej wynik osiągnięty w weekend otwarcia przebił inny głośny tytuł tego roku, czyli "Diuna: część druga". Więcej Polaków miało ochotę zobaczyć na wielkim ekranie kolejne perypetie Mela, Kariny czy Szczepana niż Paula Atrydy i Chani. Pamiętajcie jednak, że to dopiero początek, a film będzie wyświetlany zapewne aż do Świąt Bożego Narodzenia. Grudzień może przyciągnąć do kin jeszcze więcej widzów głodnych świątecznego klimatu. 

 

"Listy do M. Pożegnania i powroty" - o czym jest film? 

Tak, jak w poprzednich filmach akcja "Listów do M. Pożegnania i powroty" ma miejsce w Wigilię Bożego Narodzenia. Na ekranie znów zobaczymy Mela (Tomasz Karolak), Karinę (Agnieszka Dygant), Szczepana (Piotr Adamczyk) czy Wojciecha (Wojciech Malajkat). Oprócz tego pojawią się też nowe twarze, jak chociażby znany z hitu Netflixa “1670” Kirył Pietruczuk. Za scenariusz odpowiadają Marcin Baczyński i Mariusz Kuczewski, czyli duet współpracujący ze sobą nad tą serią od drugiej części. Pierwszy raz zdarzyło się też tak, że reżyserem filmu jest ta sama osoba, co w poprzedniej części, czyli Łukasz Jaworski.

Fabuła produkcji do skomplikowanych nie należy, ale nie jest to pozycja, którą ogląda się dla duchowych uniesień, a taka, dzięki której poczujemy świąteczny klimat i trochę się pośmiejemy. Mel przyjmuje pod swoje skrzydła nowego adepta mikołajowego biznesu, którego będzie chciał przestrzec przed błędami młodości, jakie sam popełnił, Szczepan i Karina walczą z zalanym mieszkaniem, a Wojciech wraca do Warszawy po pobycie w Londynie u córki. Brzmi stosunkowo spokojnie? Uwierzcie, te święta dla bohaterów kolejnej części “Listów do M.” spokojnie nie będą. 

Oglądaj

Źródło: Radio ZET/TVN24