`

Mamy polskie “Barbieheimer”. Co zobaczyć, “Chopin, Chopin!” czy “Franz Kafka”?

3 min. czytania
27.10.2025 15:19
Obserwuj nas na Google

Pamiętacie, jak w 2023 świat oszalał na punkcie “Barbie” i “Oppenheimera”? Widzowie podzielili się wtedy na dwa obozy - jeden był różowy, drugi zdecydowanie bardziej mroczny. Choć produkcje różniły się od siebie dosłownie wszystkim, to z jakiegoś powodu wielu próbowało je do siebie porównywać. Tej jesieni Polacy mają swoje własne “Barbieheimer”, z tym że tu rzeczywiście jest co porównywać, bo oba filmy łączy bardzo dużo. Jak się domyślacie, mowa o “Chopin, Chopin!” Michała Kwiecińskiego oraz o “Fransie Kafce” Agnieszki Holland. Co łączy, a co dzieli oba filmy i przede wszystkim - na który warto iść do kina? 

Eryk Kulm jako Fryderyk Chopin i Idan Weiss jako Franz Kafka
fot. Materiały prasowe od dystrybutorów

Z tego artykułu dowiesz się:

  • O czym jest film “Chopin, Chopin!”?
  • O czym jest film “Franz Kafka”? 
  • Na który film warto iść do kina? 

“Chopin, Chopin!” czy “Franz Kafka”?

Dwa filmy o znanych na całym świecie geniuszach, którzy stali się tak rozpoznawalni, że stali się po latach wręcz elementami popkultury. To też filmy o geniuszach, których życie zostało zakończone zdecydowanie zbyt wcześnie z powodu gruźlicy i którzy nie zdążyli jeszcze stworzyć wszystkiego, na co było ich stać. Dwa wielkie budżety, oscarowe ambicje i październik. To łączy filmy “Chopin, Chopin!” i “Franz Kafka”. Co je jednak różni? 

Pytamy o najważniejsze filmy w historii polskiego kina. Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem.

Quiz: Oto prawdziwe perły polskiej kinematografii. Połączysz tytuł filmu z reżyserem?

Screen Filmpolski.pl
1/15 "Miś"

Wodecki śpiewał, żeby zacząć od Bacha, a że w tym wypadu mamy Chopina, to od niego właśnie zaczniemy. W filmie Michała Kwiecińskiego nie poznajemy pełnej biografii słynnego polskiego kompozytora, nie jest to produkcja, którą należałoby traktować jako źródło wiedzy o jego życiu. To pewne wyobrażenie o tym, jaki mógł być Fryderyk Chopin przede wszystkim w obliczu swojej choroby - gruźlicy. Nie poznajemy zbyt dobrze tego, co ukształtowało Chopina, nie zobaczymy scen z jego dzieciństwa, a wątek rodzinny jest tu szczątkowy.

To raczej opowieść o wielkim artyście, który niby otoczony tłumem uwielbiających go ludzi, w rzeczywistości żyje w poczuciu osamotnienia. Gdy Paryż atakuje epidemia cholery, salony zostają zamknięte, a koncerty odwołane, Chopin zostaje sam na sam ze śmiercią. Tą dziesiątkującą społeczeństwo za oknem i z tą swoją, która czeka za rogiem i każdego dnia wydaje się być coraz wyraźniejsza.

“Chopin, Chopin!” to nie biografia Fryderyka Chopina, a opowieść o ostatnich latach jego życia, o tym, jak mogły wyglądać i jak mógł się czuć. Pełną recenzję tego filmu znajdziesz tutaj:  Widziałam już “Chopin, Chopin!”. Czy takiego obrazu mistrza oczekiwali Polacy?

Fot.

Co zobaczyć - film o Chopinie czy o Kafce?

“Franz Kafka” to zupełnie inna opowieść, to opowieść, która jest zdecydowanie bliżej biografii i która ukazuje szerszy obraz artysty. Agnieszka Holland w przeciwieństwie do Michała Kwiecińskiego przedstawia nam fragmenty z dzieciństwa swojego bohatera, jego rodzinę i panujące w niej nastroje, co wpłynęło na jego psychikę i co go ukształtowało. Historia o Kafce jest więc pełniejsza, opowiada o całym jego życiu i o tym, co potem. 

Idian Weiss jako Franz Kafka
Fot. Materiały od dystrybutora

Wszystko to opowiedziane jest tak, że łączy się w pewien sposób z twórczością pisarza, ideą, którą przekazywał. Holland na swój sposób interpretuje jego twórczość oraz ukazuje paradoks, który go spotkał lata po śmierci. Pełną recenzję polskiego kandydata do Oscara (bo to właśnie "Franz Kafka" został w tym roku zgłoszony jako nasz oscarowy reprezentant) znajdziecie tutaj: Zgłoszony do Oscara, ale czy słusznie? Recenzja filmu “Franz Kafka”.

Film Kwiecińskiego jest skupiony na emocjonalnej, wrażliwej warstwie Fryderyka Chopina, której jego postać została pozbawiona przez lata mitologizacji. Jego postać, bo to tak ważna persona dla historii polskiej kultury, że Chopin został na swój sposób odczłowieczony poprzez legendy. “Chopin, Chopin!” może i jest filmem zbudowanym w dużej mierze na podstawie wyobrażeń i opowiada o oczekiwaniu na śmierć, ale zdejmuje jednocześnie z kompozytora kamienną powłokę ukazując nam człowieka, który miał swoją wrażliwość i bardzo trudne emocje związane z tym, że zdawał sobie sprawę, że pisana mu jest przedwczesna śmierć. 

 

Produkcja Agnieszki Holland jest zdecydowanie bardziej nastawiona na przekaz biograficzny. Jest tu też więcej surrealizmu, zabawy chronologią i czasem, co jest nie tylko częścią języka tego filmu, ale również pewnym odwołaniem do twórczości pisarza. 

Trudno jednak powiedzieć, która produkcja bardziej zbliża widza do przedstawianej postaci. Obie zbliżają, ale robią to na zupełnie inne sposoby, dlatego trudno wskazać, na którą bardziej warto iść do kina. Zdecydowane i bez dwóch zdań obie są warte obejrzenia. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że dla obu produkcji znajdą się argumenty, dlaczego wręcz należy je obejrzeć. 

Źródło: Radio ZET