Kryminał Netflixa pełen polskich akcentów. Hit czy kit? My już wiemy
„Czwartkowy Klub Zbrodni” to ekranizacja poczytnej powieści Richarda Osmana, o którą pokusił się Netflix. Film właśnie trafił do biblioteki platformy, a mnie – jako wielkiej fance kryminałów wszelakich – nie wypadało przegapić tej premiery. Zaintrygowana zwiastunem i upstrzoną gwiazdami obsadą, zasiadłam do seansu ze sporymi oczekiwaniami. Czy zostały one spełnione? Nie do końca. Wcale nie żałuję jednak czasu spędzonego przed ekranem. Kryminalna nowość okazała się bowiem przyjemną, niewymagającą zbyt dużego zaangażowania, rozrywką. Idealną na chłodne sobotnie popołudnie, spędzone pod kocykiem, z filiżanką herbaty w dłoni.
- „Czwartkowy Klub Zbrodni” Chrisa Columbusa 28 sierpnia debiutuje na platformie Netflix.
- Produkcja, będąca adaptacją powieści Richarda Osmana, opowiada o perypetiach członków tytułowego klubu.
- W głównych rolach oglądamy wielkie gwiazdy brytyjskiego kina: Helen Mirren, Pierce’a Brosnana, Bena Kingsleya i Celie Imrie.
Netflix stawia na kryminały. Głośna premiera już dziś
„Czwartkowy Klub Zbrodni” jest klasycznym kryminałem. Mamy ofiarę (a nawet ofiary), mamy śledztwo, ale i coraz częściej spotykaną w tego typu produkcjach grupę detektywów-amatorów, sympatyków tematyki true crime. Wątki kryminalne na zmianę przeplatają się z tymi komediowymi, tworząc sprawdzoną już wielokrotnie mieszankę. Jeśli więc jesteście fanami „Zbrodni po sąsiedzku”, serii „Na noże”, czy serialu „Poirot”, film Netflixa raczej niczym nowym was nie zaskoczy. Twórcy stawiają na sprawdzone zabiegi, ale robią to bardzo sprawnie, starając się w jak najatrakcyjniejszy sposób przenieść historię zapisaną na kartach słynnej powieści na ekrany. Przyjemnie śledzi się losy głównych bohaterów, zwłaszcza, że w członków tytułowego Czwartkowego Klubu Zbrodni wcieliła się prawdziwa śmietanka brytyjskiego kina.
Pierwsze skrzypce gra Helen Mirren, której bohaterka – Elizabeth – przyjmuje rolę przewodniczącej zbierającego się w każdy czwartek klubu. Jako była pracownica MI6 (brytyjskiej agencji wywiadowczej) ma największe doświadczenie, ale i spore znajomości, dzięki którym od czasu do czasu zdobywa dostęp do akt nierozwiązanych w przeszłości spraw. Zagadki kryminalne rozwiązuje wraz z przyjaciółmi – emerytowanym psychiatrą Ibrahimem (Ben Kingsley), byłym związkowcem Ronem (Pierce Brosnan) oraz nową znajomą, pielęgniarką Joyce (Celia Imrie). Wszyscy są mieszkańcami luksusowego ośrodka dla emerytów Cooper's Chase, który jak się okazuje, ma trafić niedługo… na sprzedaż. Informacja o planach tonącego w długach właściciela oraz zbliżającej się wielkimi krokami obowiązkowej przeprowadzce wywołuje w mieszkańcach posiadłości ogromne poruszenie. Na czele ruchu oporu staje wspomniana czwórka, która oprócz szykowania protestu, rychło angażuje się w śledztwo. Prawdziwe śledztwo. Jedna z osób związanych ze sprawą zostaje zamordowana…
Rozwiąż quiz, w którym pytamy o amerykańskie filmy. Tylko mistrz zdobędzie komplet punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem…
Quiz: Kochasz kino? Ten quiz z amerykańskich filmów to będzie dla ciebie pestka
Familijny kryminał z polskimi akcentami
Choć w filmie pojawiają się ofiary, a postać grana przez Mirren otrzymuje nawet pogróżki, produkcja przedstawia te momenty w charakterystyczny dla siebie „pastelowy” sposób. Nawet przez moment nie czujemy się niekomfortowo, co jest sporą zaletą, ale i wadą kryminału. Dość powolne tempo i deficyt nagłych zwrotów akcji sprawiają, że „Czwartkowy Klub Zbrodni” bywa mdły, a momentami zbyt ckliwy (patrz: zakończenie), co pewnie sporą część widowni zirytuje. W ostatecznym rozrachunku wszystkie elementy układają się jednak w jedną całość i są spójne z wizją reżysera – Chrisa Columbusa, który zaserwował widzom kino przyjemne, dostarczające rozrywki, ale i pokrzepiające.
Jedynym czego ja i zapewne większość Polaków nie będzie potrafiła wybaczyć twórcom to sposób, w jaki przedstawiono na ekranach bohatera-Polaka. Bogdan Jankowski, bo to o nim mowa współpracuje z jednym z właścicieli Cooper’s Chase. Pracuje fizycznie (jakże mogłoby być inaczej), by zarobić nie tylko na swoje utrzymanie, ale i wysyłać pieniądze chorej matce, która pozostała w kraju. W związku z tym w filmie pojawia się wiele „polskich” akcentów, w tym rozmowa Jankowskiego z Elizabeth (Mirren). W Bogdana wciela się brytyjski aktor Henry Lloyd-Hughes, który delikatnie mówiąc, nie radzi sobie z kwestiami wypowiadanymi w ojczystym języku swojego bohatera. Zdecydowanie lepiej wypada w tym wyzwaniu Mirren, która choć jest Brytyjką i gra Brytyjkę, o wiele bardziej naturalnie posługuje się językiem polskim. Wątek ten został więc potraktowany przez filmową ekipę po macoszemu, co boli tym bardziej, gdy widzi się, jak bardzo dopracowano pozostałe elementy.
„Czwartkowy Klub Zbrodni” przyciągnie przed ekrany tłumy
Choć nowość Netflixa zdecydowanie nie należy do grona tych filmów, o których widzowie będą wspominać latami, z pewnością stanie się wielkim hitem platformy. I tym razem nawet jestem zadowolona z takiego obrotu spraw. „Czwartkowy Klub Zbrodni” jest bowiem filmem solidnym (no może poza wpadką z Bogdanem), pięknie zrealizowanym i bardzo samoświadomym. Twórcy nie raz puszczają do widzów oko, prezentując „smaczki”, które wyłapie każdy fan brytyjskiego kina. Dla wspaniałej obsady, uroczej atmosfery, ale i kilku zabawnych scen, warto włączyć ten film.
Źródło: Radio ZET