Filmy jak ten przechodzą do historii. Recenzja “Mission: Impossible - The Final Reckoning”

Artykuł promocyjny
3 min. czytania
23.05.2025 16:43
Obserwuj nas na Google

Agent Ethan Hunt jest już wyraźnie zmęczony trudnymi wyborami, godzeniem się z utratą kolejnych bliskich mu osób, ryzykowaniem własnego życia i przede wszystkim presji związanej z ratowaniem całego świata. Tej misji jednak nie może odmówić, bo apokalipsa już się zaczęła. “Mission: Impossible - The Final Reckoning” to jeden z lepszych filmów akcji ostatnich lat. W polskich kinach już od 23 maja. Dlaczego warto zobaczyć ten film?

Mission: Impossible – The Final Reckoning kadr z filmu
fot. Materiały prasowe

“Mission: Impossible” - to już koniec kultowej serii o agencie Ethanie Huncie

“Mission: Impossible” to jedna z najpopularniejszych serii filmowych na świecie. Przez niespełna 30 lat od wydania pierwszej części filmy z agentem Huntem w roli głównej zarobiły ponad 4 miliardy dolarów, co sprawia, że seria “Mission: Impossible” znajduje się w pierwszej 20 najbardziej dochodowych serii filmowych na świecie. Historia zaczęła się w 1996 roku od “Mission: Impossible” do 2025 powstało osiem części serii. 

Quiz: Znawca kina zna te kultowe arcydzieła. Ty możesz nie zdobyć w tym quizie 100%

1/14 "Do utraty tchu”, "400 batów" i "Kobieta jest kobietą” to filmy kojarzone z:

Od samego początku w główną postać, wspomnianego wcześniej agenta Hunta, wciela się Tom Cruise. Aktor słynie ze swoich kaskaderskich popisów, do których nie potrzebuje zastępstwa dublera i musicie wiedzieć, że mimo upływu lat (w pierwszej części miał 34 lata, podczas nagrań “Mission: Impossible - The Final Reckoning” miał już 60) Cruise wciąż potrafi zaskoczyć swoją niezwykłą sprawnością i muskulaturą. A może jest w jeszcze lepszej formie niż 30 lat temu?

O historii serii i kwotach, jakie zarobiła przez lata, więcej przeczytacie tutaj: Miliardy dolarów, miliony widzów. Wkrótce Polacy zobaczą ostatnią część. Tymczasem przejdźmy do rzeczy, czyli do recenzji najnowszej i ostatniej odsłony słynnej serii. A jest o czym opowiadać (oczywiście bez spojlerów!).

Recenzja “Mission: Impossible - The Final Reckoning”

Przyszłość ludzkości znów wisi na włosku. Apokalipsa nie wygląda tak, jak wyobrażano sobie ją przez tysiąclecia - nie ma czterech jeźdźców, nie ma kataklizmów. Wszystko właściwie dzieje się w świecie wirtualnym, który zostaje opanowany przez złowieszczą sztuczną inteligencję zwaną “The Entity”. Dezinformacja doprowadza ludzi na całym świecie do szaleństwa, ale nie tylko to jest problemem. “Entity” infiltruje sieci wywiadowcze całego świata, dostając się do wszystkich głowic atomowych, jakie istnieją. Zagładę może zatrzymać tylko on - agent Ethan Hunt i jego zespół IMF. To będzie jego ostatnia “misja niemożliwa”.

Jeśli nieszczególnie pamiętacie poprzednie siedem części lub w ogóle nie oglądaliście żadnej z nich, to i tak możecie pójść na ten film. Liczne retrospekcje są nie tylko sentymentalną gratką dla fanów serii, ale też przypomnieniem tego, co działo się wcześniej i wyjaśnieniem pojęć takich jak “Podkowa” czy “Królicza łapka”. Dzięki takim zabiegom film jest bardzo czytelny, a sentymentalna podróż przez ostatnie 30 lat misji agenta Hunta na pewno zostanie doceniona przez tych, którzy powtórek jednak nie potrzebują. 

Mission: Impossible – The Final Reckoning kadr z filmu
Fot. Materiały prasowe

Film trwa 2 godziny i 49 minut i jeśli przeraża was ta długość, to spokojnie - tu nie ma czasu na nudę, nie wspominając nawet od kinowej drzemce. To kino akcji przez wielkie “A”, dzieje się od pierwszych minut i tak pozostaje do samego końca. 

Christopher McQuarrie, reżyser filmu, korzysta chyba ze wszystkich elementów charakterystycznych dla tego gatunku, bo mamy strzelaniny, bijatyki, szybkie auta, bomby, samoloty, skoki z wysokości, wyścig z czasem, a jakby tego było mało, to pojawiają się tu jeszcze łodzie podwodne i sceny na głębinach, ogromnych głębinach. I po tym opisie można pomyśleć, że twórcy filmu tym razem przesadzili, ale pamiętajcie, że mówimy o “misji niemożliwej” i o agencie Ethanie Huncie, dla którego zwykłe “misje specjalne” to chleb powszedni. On zajmuje się tymi niewykonywalnymi (przynajmniej dla reszty ludzkości, bo nie dla niego). 

Podczas premiery filmu “Mission: Impossible – The Final Reckoning” na Festiwalu Filmowym w Cannes 14 maja 2025 roku, produkcja została uhonorowana siedmiominutową owacją na stojąco. Było to wyrazem uznania nie tylko dla spektakularnych scen akcji, ale również dla świetnego podsumowania i zakończenia całej serii. 

To zdecydowanie jeden z najlepszych filmów akcji ostatnich lat, który już podbija serca widzów, bijąc pierwsze rekordy oglądalności. W polskich kinach od piątku 23 maja. 

Oglądaj

Źródło: RadioZET