`

Była legendą kina, ale zmarła u szczytu sławy. Śpiewała o niej Budka Suflera

4 min. czytania
27.09.2025 11:05
Obserwuj nas na Google

„Jestem nieszczęśliwą 42-letnią kobietą i nazywam się Romy Schneider” – mówiła słynna aktorka, niespełna rok przed swoją śmiercią. Tym zdaniem dystansowała się od roli „Sissi” - kreacji, która przyniosła jej międzynarodową sławę. Choć artystce powiodło się w karierze, do końca życia nie mogła pozbyć się łatki austriackiej cesarzowej. Prywatnie zaś spotkało ją wiele dramatów, które okupiła problemami ze zdrowiem psychicznym. Zmarła 29 maja 1982 roku w Paryżu, kilka miesięcy po tragicznej śmierci ukochanego syna…

Romy Schneider
fot. Collection Christophel/Collection Christophel/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Romy Schneider była jedną z najpopularniejszych europejskich aktorek.
  • Artystka zasłynęła dzięki roli Sissy w głośnym melodramacie z lat 50.
  • Jej kariera rozwijała się w cieniu problemów osobistych, w tym nieszczęśliwych związków.

Niezapomniana Sissy

Romy Schneider debiutowała na ekranach w 1953 roku, w wieku 15 lat. Wystąpiła wówczas, razem ze swoją mamą – Magdą Schneider, w filmie „Kiedy znów zakwitną białe bzy”. Potem można ją było jeszcze zobaczyć w „Dziewczęcych latach królowej”, a w połowie lat 50. dostała angaż do historycznego melodramatu Ernsta Marischka – „Sissy”. W kultowej produkcji wcieliła się w tytułową bohaterkę – cesarzową Elżbietę Bawarską. Film doczekał się dwóch kontynuacji, a Schneider z dnia na dzień stała się ulubienicą publiczności. Sława, jaka na nią spadła, nie służyła jej jednak dobrze. Młoda aktorka zmęczona swoją postacią i pracą na planie produkcji, w kolejnych latach konsekwentnie odmawiała udziału w kolejnych sequelach.

Alain Delon był najważniejszym mężczyzną w jej życiu

Sporo działo się wówczas w jej życiu prywatnym. Kiedy na planie filmu „Christine” poznała Alaina Delona, zupełnie przestała przejmować się karierą. Młodziutki aktor, dopiero rozpoczynający swoją przygodę ze światem filmu, zupełnie zawrócił w głowie doświadczonej artystce. Schneider porzuciła wówczas Austrię i dla miłości przeprowadziła się do Paryża, gdzie przez kolejnych pięć lat tkwiła w burzliwej relacji, określanej przez media „romansem stulecia”.

„To, co najbardziej mnie w niej uderzyło, to wielka potrzeba miłości. Kiedy kochała, kochała bezgraniczne, szaleńczo. Oddawała wszystko: swój dom, swoje pieniądze - wszystko. Dla mężczyzny, którego kochała, była gotowa poświęcić nawet karierę. Mimo to przez całe życie szukała miłości” – mówił o aktorce Jean-Claude Brialy, aktor, który partnerował Delonowi i Schneider w filmie „Christine”.

Rozwiąż quiz o najpiękniejszych kobietach PRL. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Najpiękniejsze kobiety PRL. Poznasz je po 1 zdjęciu z młodości?

Screen Filmpolski.pl
1/15 Aktorka ze zdjęcia to

Choć Delon ostatecznie oświadczył się wybrance, ich związek daleki był od ideału. Para występowała razem w kolejnych produkcjach (m.in. w filmach i spektaklach Luchino Viscontiego), ale natłok obowiązków i rozłąka spowodowana wyjazdami na plany produkcji, w których występowali w pojedynkę, podkopały ich relację. Delon zaczął romansować z aktorką Nathalie Barthelemy, co doprowadziło Schneider do rozpaczy. Artystka postanowiła odebrać sobie życie, podcinając żyły. Odratowana, rozpoczęła nowy rozdział – wyszła za mąż za reżysera Harry'ego Meyena, a w 1966 roku powitała na świecie syna – Davida. Ani jednak ślub, ani narodziny pociechy, nie zdołały uratować jej kolejnego związku.

Schneider wciąż myślała o Delonie, a kiedy ten zaproponował jej rolę w filmie „Basen”, bez wahania spakowała walizki i poleciała do Francji. Dawni kochankowie znów zagrali parę, ale jak oboje wspominali, prywatnie łączyła ich już tylko wielka przyjaźń. „Najważniejszą osobą w moim życiu był i jest Alain Delon” – miała mówić aktorka, zaledwie na kilka lat przed śmiercią. Produkcja okazała się sporym sukcesem, a Schneider, która miała już na koncie role w takich hitach, jak: „Boccaccio ‘70”, „Kardynał”, czy „Co słychać, koteczku”, udało się wreszcie nieco odkleić od wizerunku Sissy.

 

Nie miała szczęścia w miłości

Kolejne lata to jednak sporadyczne sukcesy zawodowe i masa… przelotnych romansów. Po rozwodzie z Meyenem, spotykała się z wieloma mężczyznami, ale i kobietami, nie stroniąc także od używek. Według wielu relacji, nadużywała alkoholu, którym popijała duże dawki środków uspokajających. Szansą na szczęście miał być dla niej Daniel Biasini – początkowo asystent i sekretarz, a później także kochanek, mąż i ojciec jej córeczki. Związek pary, podobnie jak wszystkie poprzednie relacje gwiazdy, nie był jednak szczęśliwy. Szybko wyszło na jaw, że mężczyzna tkwi u jej boku głównie ze względu na korzyści finansowe. "Delon ją bił, Meyen upokarzał, Biasini  bezlitośnie okradał" - w biograficznej książce  "Miłości Romy Schneider" Johannes Thiele podsumował jej życie uczuciowe.

Schneider cierpiała, ale wciąż pracowała, wreszcie otrzymując role, dzięki którym mogła pokazać pełnię swojego talentu. Za występ w filmie Andrzeja Żuławskiego „Najważniejsze to kochać” oraz za rolę w  „Takiej zwykłej historii” Sauteta otrzymała Cezary.

Collection Christophel/Collection Christophel/East News
Fot.

Odeszła kilka miesięcy po śmierci syna

Względną stabilizację w życiu aktorki w 1981 roku przerwała tragedia. Jej 14-letni syn David, podczas próby przechodzenia przez ogrodzenie, nieszczęśliwie nabił się na sterczące, metalowe kikuty, uszkadzając tętnicę udową. Mimo szybkiej interwencji, lekarzom nie udało się uratować jego życia. Zrozpaczona Schneider pogrążyła się wówczas w żalu, wracając w szpony nałogu. Zmarła 29 maja 1982 roku w Paryżu. Choć powszechnie uważa się , że przyczyną jej śmierci był zawał serca, wielu podejrzewa, że aktorka przedawkowała środki nasenne.

Śmierć gwiazdy pogrążyła w żałobie miliony jej fanów. We Francji ustanowiono m.in. Prix Romy Schneider dla najbardziej obiecującej francuskiej aktorki, a w 2018 roku  Emily Atef  nakręciła film "3 dni w Quiberon", będący fabularną impresją na temat pobytu Romy Schneider w klinice odwykowej na początku lat 80. Imię i nazwisko słynnej austriackiej artystki pojawiło się także w piosence „Czas ołowiu” z repertuaru polskiej grupy Budka Suflera.

Źródło: Radio ZET/Interia Film/Wikipedia