Zamknij

"Stranger Things" sezon 4: czy ulubieniec widzów miał szansę przeżyć?

18.07.2022 09:15

W 4. sezonie "Stranger Things" pojawił się Eddie Munson. Twórcy serialu Netflix - bracia Duffer, zdradzili, czy mieli alternatywne zakończenie wątku postaci. Co mogło się stać z bohaterem granym przez Josepha Quinna?

Stranger Things - Joseph Quinn - kadr z serialu Netflix
fot. Netflix / Avalon/Photoshot/East News

4. sezon "Stranger Things" już za nami. W nowych odcinkach hitu Netflix pojawił się Eddie Munson. Twórcy seriali wyjawili, czy zastanawiali się na trochę innym poprowadzeniem losów szefa Klubu Ognia Piekielnego.

"Stranger Things" sezon 4: Eddie Munson miał przeżyć?

Z sezonu na sezon liczba bohaterów "Stranger Things" powiększa się. Z tego powodu bracia Duffer byli zmuszeni zabić jedną z postaci, by nie było ich po prostu zbyt dużo. Niestety w najnowszych odcinkach produkcji padło na jednego z nowych ulubieńców widzów - Eddiego Munsona granego przez Josepha Quinna.

Bohater był niedostosowanym do życia w tradycyjnie rozumianym społeczeństwie metalowcem i królem Dungeons & Dragons, który założył Klub Ognia Piekielnego. Oprócz grania na gitarze i snucia niesamowitych opowieści jako mistrz gry, Eddie zajmował się również handlem narkotykami. To właśnie przy jednej z nielegalnych transakcji został wciągnięty w wir niespodziewanych wydarzeń rodem z filmu science fiction z lat 80. XX wieku. Na jego oczach zginęła koleżanka ze szkoły, którą zamordował pochodzący z Drugiej Strony Vecna. 

Eddie zrobił to, co umiał najlepiej - uciekł i zaszył się w opuszczonej szopie. Szybko został uznany za winnego morderstwa i wkrótce posądzono go kolejne zbrodnie oraz przynależność do satanistycznej sekty. W niewinność Eddiego wierzył Dustin, który wraz z resztą przyjaciół pomógł chłopakowi. Munson dołączył do paczki z Hawkins, by pomóc bohaterom w walce z nowym zagrożeniem. Będąc po Drugiej Stronie, dał pamiętny koncert, grając "Master of Puppets" Metalliki, odwracając uwagę popleczników Vecny. W finale poniósł jednak śmierć, walcząc z siłami władcy alternatywnego wymiaru.

Twórcy "Stranger Things" byli gośćmi podcastu Happy Sad Confused. Nie zabrakło oczywiście pytania o Eddiego i jego śmierć, która zasmuciła większość fanów serialu. Okazuje się, że od samego początku postać była stworzona jako bohater tragiczny. Matt Duffer wyjaśnił tę kwestię.

W pewnym sensie postrzegaliśmy Eddiego jako postać skazaną na zagładę. Nawet wyobrażanie sobie przeciwnego scenariusza, w którym zdołał przetrwać bitwę, nie rysuje przed nim wspaniałego życia po powrocie na drugą stronę. Tak naprawdę od początku był stworzony jako postać skazana na zagładę.

Ross Duffer uzupełnił wypowiedź brata.

Nigdy nie myśleliśmy o tym, żeby stworzyć jego wątek pod tytułem "jak ma to przeżyć?". Na samym końcu widać ludzi, którzy wciąż rysują mu rogi diabła na głowie – nikt w Hawkins nie zaakceptuje nadprzyrodzonego wyjaśnienia tego, co się stało. I niestety ukończenie studiów nigdy nie było dla niego realistycznym osiągnięciem

Okazuje się, że Eddie od samego początku miał zginąć. Można było przewidzieć to już w momencie, kiedy postać została wprowadzona do serialu. Munson, któremu kilkukrotnie nie udało się ukończyć szkoły średniej, ogłasza swoim, że ten rok będzie należał do niego i opuści Hawkins na dobre. Tak też się stało, chociaż Eddie zapewne nie miał w planach ginąć w bitwie z potężną istotą zamieszkującą inny wymiar. Sam aktor uważa, że wątek Munsona spełnił swoje zadanie, chociaż niewykluczone, że powróci w 5. sezonie w retrospekcji lub wizji wywoływanej przez Vecnę.

"Stranger Things" sezon 5: kiedy premiera na Netflix?

W serialu braci Duffer występują Winona Ryder, David Harbour, Millie Bobby Brown, Finn Wolfhard, Noah Schnapp, Gaten Matarazzo, Caleb McLaughlin, Natalia Dyer, Joe Keery, Charlie Heaton, Sadie Sink, Maya Hawke, Priah Ferguson, Cara Buono i Brett Gelman. Na piąty i ostatni sezon serialu, będziemy musieli poczekać co najmniej kilkanaście miesięcy. Na razie nie zdradzono daty jego premiery.

RadioZET.pl/ Happy Sad Confused