Zamknij

"Ms. Marvel" - oceniamy dwa pierwsze odcinki nowego serialu Disney+ [RECENZJA]

09.06.2022 16:33
Ms. Marvel - kadr z serialu
fot. materiały prasowe Disney+

„Ms. Marvel” to najnowszy serial Marvela, którego pierwszy odcinek dostępny jest na platformie Disney+ od środy 8 czerwca. Oznacza to, że w dniu polskiej premiery serwisu, 14 czerwca, polscy widzowie będą mogli już oglądać nowy serial MCU. Mieliśmy szansę obejrzeć dwa premierowe odcinki i oceniamy je bez spoilerów.

„Ms. Marvel” to nowa propozycja Disney+, skierowana do nastoletnich widzów. Główna bohaterka – Kamala Khan jest ogromną fanką Avengersów, a w szczególności Kapitan Marvel. Dziewczynę oraz jej sposób bycia, mówienia i myślenia, poznajemy dzięki ciekawemu filmowi animowanemu, zaprezentowanemu zaraz po napisach początkowych. Materiał przygotowany jest wedle podobnej zasady, co wprowadzenie Petera Parkera w filmie „Spider-Man: Homecoming”. Tak jak w pierwszych minutach tamtego dzieła oglądaliśmy wideo, nagrane przez samego bohatera, tak teraz Kamala przedstawia inspirujące ją dotychczasowe wydarzenia z Marvel Cinematic Universe w formie samodzielnie stworzonego filmiku, wrzuconego do sieci.

Taki sposób prowadzenia narracji stanowi podwójną ciekawostkę – z jednej dowiadujemy się, ile szczegółów z akcji poprzednich filmów trafiło do opinii publicznej w świecie przedstawionym. Po drugie – szybko orientujemy się, że świat Avengers jest równie inspirujący dla postronnych uczestników zdarzeń, co dla samych widzów sagi Marvela w rzeczywistym świecie.

Ms. Marvel - kadr z serialu
fot.

fot. materiały prasowe Disney+

„Ms. Marvel” – bohaterka niczym fanka Marvela z prawdziwego świata. Recenzja serialu Disney+ 

Filmy z serii „Avengers” zadebiutowały w 2009 roku, wraz z premierą pierwszego „Iron Mana”. Od tego czasu zmieniły oblicze kultury popularnej i sposób, w jaki konsumujemy treści. Filmy zaczęły być wzajemnie powiązane, a akcja jednego dzieła mieć ogromny wpływ na pozostałe elementy większej układanki. Seriale Marvela na Disney+ pokazują zaś, w jaki sposób sami bohaterowie czytają i konsumują wydarzenia, które my w zwykłym świecie oglądaliśmy na ekranie. Wystarczy przypomnieć sceny z zeszłorocznej „Czarnej wdowy”, w której bohaterowie oglądali na ekranie wydarzenia poprzednich filmów, podobną sekwencję w serialuLoki”, gdzie główny bohater po prostu obejrzał skrót swojego życia, na który składały się klipy z poprzednich filmów MCU, czy wreszcie newralgiczny moment w serialu „Hawkeye”, gdzie Kate Bishop widziała wyczyny Hawkeye’a na własne oczy i to zainspirowało ją do próby pomocy innym.

Ms. Marvel - kadr z serialu
fot.

fot. materiały prasowe Disney+

Podobnie sprawa ma się z „Ms. Marvel”, która wychowała się, oglądając w wiadomościach oraz za własnym oknem poczynania Avengersów. Takie postawienie sprawy stanowi ciekawy komentarz do wpływu popkultury na umysły młodych ludzi, a na dodatek pokazuje wielki wpływ bohaterów Marvela, zarówno na ekranie, jak i w prawdziwym, otaczającym nas świecie.

Wszystkie te elementy podkreślają też, że Kamala Khan jest przede wszystkim fanką i wyznawczynią mitologii Avengersów. Taka charakterystyka bohaterki mimowolnie skraca dystans i buduje z nią więź. Jest bowiem wielka szansa, że jeśli oglądamy nowy serial Marvela, to my sami jesteśmy wielkimi fanami Avengers, a więc postawa Kamali jest nam niezwykle bliska.

Recenzja „Ms. Marvel” – Siła reprezentacji

Kiedy niedaleko jej miejsca zamieszkania ma odbyć się pierwszy konwent fanów Avengers – tzw. AvengerCon, Kamala zrobi wszystko, aby tam się dostać. Okłamie nawet własnych rodziców.

Ms. Marvel - kadr z serialu - rodzina przy stole
fot.

fot. materiały prasowe Disney+

W tym miejscu dochodzimy do najważniejszego elementu, świadczącego o sukcesie nowego serialu Marvela. „Ms. Marvel” to bowiem przede wszystkim historia o zwykłej dziewczynie, która chodzi do szkoły, nie dogaduje się ze swoimi rodzicami i przeżywa pierwsze miłosne wzloty i upadki. Otoczka superbohaterska stanowi tu jedynie dodatek, a nie właściwą część opowieści. Nadprzyrodzone moce Kamala zdobywa przypadkiem i sama nie wie, jak sobie z nimi radzić. Origin bohaterki został ponoć nieco zmieniony względem komiksowego pierwowzoru, ale wersja którą dostajemy na ekranie, broni się całkiem nieźle. Budując historię na tajemnicy z przeszłości, o której nikt nie chce rozmawiać, twórcy nie tylko umiejętnie wplątują w opowieść elementy prawdziwej historii Indii i Pakistanu, ale także w nienachalny sposób pokazują życie młodej Hinduski, wychowanej w Stanach. Serial w umiejętny sposób wprowadza więc elementy innej, niedominującej kultury i pokazuje ją w naturalny, nieoceniający sposób. Z ekranu padają liczne nawiązania do elementów wschodniej kultury, ale nikt nikomu nie tłumaczy serii odniesień. Znają je bohaterowie, a jeśli nie znają ich widzowie, to od czego mają internet? Twórcy budują w ten sposób wiarygodność przedstawionego świata i bohaterów, dając im mówić zrozumiałym dla siebie językiem.

Bohaterowie chodzą do meczetu, uczestniczą w lokalnych wydarzeniach społeczności, ale też nie boją się kwestionować siły tradycji, jeśli nie przystaje ona do współczesnego sposobu myślenia. Jednym z ciekawie zarysowanych wątków pierwszych odcinków, jest chociażby kwestia wyborów do lokalnego samorządu, dzięki której będzie można zmienić przestarzałe prawa i obyczaje.

Ms. Marvel - kadr z serialu
fot.

fot. materiały prasowe Disney+

„Ms. Marvel” – origin story superbohaterki przykrywką dla opowieści o dorastaniu

Serial nabiera też tempa i rumieńców, gdy nasza bohaterka przeżywa pierwsze zauroczenie przedstawicielem płci przeciwnej. Gdy w drugim odcinku pojawia się nowy uczeń, który stanie się obiektem westchnień bohaterki, serial szybko wpadnie w urokliwy tryb młodzieńczej nieporadności, niezdarności i ogólnego poczucia niezręczności, który leżał u podstaw sukcesu „Jeszcze nigdy…”, młodzieżowego serialu Netflixa o innej młodej Amerykance hinduskiego pochodzenia. Drugi odcinek pokazuje zresztą podobieństwa w myśleniu obu bohaterek, co zresztą można odczytać jako kolejny element wiernego odwzorowania sposobu myślenia postaci z podobnej grupy społecznej.

Ciekawym zabiegiem, zastosowanym w serialu jest też fakt, że bohaterka zupełnie nie zna swoich mocy, nie wie co się z nią dzieje, więc próbuje trenować się w swoich nowych umiejętnościach. Taka historia początków nastoletniego superbohatera, mimochodem przywodzi na myśl początki „Spider-Mana”, „Shazama” czy samej Kapitan Marvel, czyli bohaterów, którzy dopiero musieli nauczyć się panować nad swoimi niezwykłymi mocami.

Wspomniana wcześniej Kate Bishop z serialu „Hawkeye” stanowi zaś ciekawy punkt odniesienia dla przygód Kamali Khan. O ile Bishop zaczęła naśladować Hawkeye’a, bo dzięki niemu uszła z życiem po ataku Chitauri (czyli akcji filmu „Avengers”), tak Kamala Khan jest po prostu nastolatką, lubiącą superbohaterów, ale nie próbującą zostać jedną z nich. Mimo wszystko bardzo wyraźnie czuć, że obie dziewczyny są nastolatkami, mieszkającymi w/obok Nowego Jorku, które wychowane zostały w podobny sposób. W początkowych odcinkach czuć pewną charakterologiczną bliskość obu bohaterek i ich młodzieńczych rozterek.

Ms. Marvel - kadr z serialu - boy crush bohaterki
fot.

fot. materiały prasowe Disney+

„Ms. Marvel” – RECENZJA: młodzieżowa opowieść rodem z Disney Channel

„Ms. Marvel” ogląda się niczym specyficzną mieszankę innych produkcji. Momentami prezentowany tu styl, sposób montażu, animowane wstawki, a przede wszystkim dość tanio wyglądające efekty specjalne przywodzą na myśl produkcje oryginalne Disney Channel, pokroju „Czarodziei z Waverly Place” czy „Lizzie McGuire”. Niektóre efekty specjalne wyglądają zaś jak rodem wyciągnięte z „Małych Agentów”, czyli filmu sprzed ponad dwudziestu lat. Biorąc jednak pod uwagę, że elementy superbohaterskie są tutaj dodatkiem do właściwej opowieści, a produkcja kierowana jest też do młodszego widza, ten sposób prezentowania efektów, nie razi aż tak silnie w oczy. Drażni, jeśli porównamy go do efektów, znanych z dużego ekranu, ale jest w pewien sposób uzasadniony na małym ekranie, jeśli właśnie weźmiemy pod uwagę grupę docelową odbiorców oraz fakt, że mimochodem rodzi on skojarzenia do produkcji popularnych przed dwoma dekadami, kiedy mogła oglądać je część bieżącej widowni Marvela.

„Ms. Marvel” – oceniamy dwa premierowe odcinki serialu Disney+

„Ms. Marvel” po dwóch odcinkach w dość ciekawy sposób zarysowuje główne zręby opowiadanej historii. Opowieść o dorastaniu przeplata się tutaj z elementem rodzinnej tajemnicy, związanej z historią Indii, a próba zrozumienia swoich nadprzyrodzonych mocy, staje się też próbą zrozumienia własnych uczuć i wyciągnięcia wniosków ze sprzecznych komunikatów wysyłanych przez buzujące hormony. Efekt końcowy nie jest może zbyt innowacyjny i nieznany, ale „Ms. Marvel” stanowi na tyle ciekawy miks znanych elementów, że ze smakiem popija się ten letni koktajl.

Po dwóch odcinkach mam ochotę na więcej. Ogromna w tym zasługa drugiego, dużo ciekawszego i lepiej poprowadzonego odcinka nr 2, pokazującego prawdziwe serce serialu i oddalającego akcję od elementów nadprzyrodzonych.  Jeśli serial dalej pójdzie w tę stronę, możemy doczekać się kolejnego pięknie poprowadzonego origin story w ramach Marvel Cinematic Universe, zanim bohaterka pojawi się u boku swojej idolki, Kapitan Marvel, w przyszłorocznym filmie „The Marvels”. Oby pozostałe cztery odcinki pozytywnie nas zaskoczyły!

Ocena: 6,5/10

Czytaj także: Netflix prezentuje zapowiedź "Wednesday". Rodzina Addamsów powraca

RadioZET.pl/materiały prasowe Disney+

"Jeszcze nigdy..." - kadr z serialu
10 Zobacz galerię
fot. materiały prasowe Netflix