Zamknij

"Mecenas She-Hulk": oceniamy nowy, zaskakująco świeży serial Marvela na Disney+ [RECENZJA]

19.08.2022 11:28

„Mecenas She-Hulk”, czyli najnowszy serial oryginalny Marvela i Disney+ to przemiła niespodzianka. Lekki, zabawny, niezobowiązujący serial, który ogląda się z nieskrywaną przyjemnością. Na dodatek jest to twór całkowicie samoświadomy i wypełniony tak licznymi występami gościnnymi, że główna bohaterka musi dosłownie powiedzieć z ekranu „Nie zapominajcie czyj to serial”. Oceniamy bez spoilerów pierwsze cztery odcinki nowej produkcji Marvela.

Mecenas She-Hulk - kadr z serialu
fot. materiały prasowe Disney+

„Mecenas She-Hulk” (org. „She-Hulk: Attorney At Law”) to najnowsza serialowa propozycja Marvel Cinematic Universe, dostępna na platformie Disney+. Serial o Jennifer Walters, rezolutnej i zaangażowanej trzydziestolatce, która prowadzi dość udaną karierę prawniczą, przyciąga swoim specyficznym podejściem do tematu gatunku superhero. Przede wszystkim tym, że Jennifer nie chce być superbohaterką ani nowym członkiem Avengers. Chce po prostu prowadzić jak najbardziej normalne życie i wrócić do zawodu, do którego od lat trenowała. Chce być prawnikiem. 

Taki rys charakterologiczny i rozłożenie akcentów to nie jedyna zmiana od znanej w filmach i serialach formuły. Czwarta ściana zostaje zerwana już w pierwszej scenie, gdy Jennifer mówi wprost do kamery:

„Wiem, że nie będziecie mogli skupić się na tym fajnym serialu prawniczym, póki nie odpowiem wam na pytanie o to, jak to się stało, że zdobyłam moce i stałam się Hulkiem”.

Po tej deklaracji dostajemy serię retrospekcji, które udzielają widzowi wszystkich najważniejszych informacji. Co ciekawe – okazuje się, że pierwszy odcinek miał być pierwotnie epizodem nr 8, czyli przedostatnim dziewięcioodcinkowej serii. Decyzja, by umieścić go na początku podyktowana była tym, że twórcy zrozumieli, że widzowie będą się nad tym głowić od samego początku. A jako, że odpowiedź na najważniejsze pytanie: w jaki sposób Jennifer Walters, kuzynka Bruce’a Bannera została tytułową She-Hulk jest dość trywialne, to dobrze, że twórcy zdecydowali się udzielić tej odpowiedzi już na samym początku. Szybko bowiem okazuje się, że powody przemiany bohaterki nie są wcale w tym serialu najważniejsze.

"Mecenas She-Hulk" - kadr z serialu
fot.

fot. materiały prasowe Disney+

„Mecenas She-Hulk” to serial umiejętnie autotematyczny. Recenzja nowego hitu Marvela

Najważniejsza jest bowiem sama Jennifer i jej specyficzne poczucie humoru, a także umiejętnie wplecione autotematyczne żarty, w których bohaterka, niczym Phoebe Waller-Bridge we „Fleabag”, komentuje oglądane przez nas wydarzenia, zwracając się wprost do kamery. Porównanie do słynnego serialu Amazon Prime Video jest nieprzypadkowe. Nie dość, że formuła zwrotów do kamery została w tym serialu doprowadzona do absolutnej perfekcji, to jeszcze w wywiadach Jessica Gao, twórczyni serialu „She-Hulk” zaznacza, że twór Waller-Bridge był bezpośrednią inspirację do stylu jej produkcji. Wprawdzie zwroty do czytelnika/kamery były obecne także w komiksach, ale w formule filmowej dość szybko przywołują to konkretne skojarzenie. Tym, co zaskakuje w tych momentach jest fakt, że Jennifer Walters zdaje sobie w pełni sprawę, że jest bohaterką serialu telewizyjnego i wchodzi w bezpośredni dialog z widzami, często stanowiąc wręcz ich wewnętrzny głos. Zagranie to mogłoby być jedynie asekruacją dla twórców – sposobem na skomentowanie nie najciekawszych i dość oklepanych wątków serialu – i wyśmianiem go zanim zrobią to inni. Na szczęście „Mecenas She-Hulk” napisana jest na tyle świeżo i ciekawie, że wtręty wprost do kamery stanowią miły bonus, a nie jedynie metodę na uniknięcie krytyki. Co więcej – czasami to właśnie te momenty najbardziej stanowią o uroku oglądanego przez nas serialu. To bowiem właśnie w tych chwilach twórcy wprost komentują dawne błędy. Akcja serialu nawiązuje bowiem i w sporej części obśmiewa film „Incredible Hulk”. Dostaje się nawet słynnemu motywowi z „Avengers: Age of Ultron”, dotyczącego kołysanki Natashy. Twórcy próbują w ten sposób zamazać złe wrażenie po tych produkcjach i pokazać, że nauczyli się na swoich błędach i wiedzą już, w jaki sposób opowiedzieć dobrą historię z Hulkiem na ekranie.

„Mecenas She-Hulk” to serial, który stoi występami gościnnymi

Pierwsze cztery odcinki serialu wypełnione są też różnorodnymi cameo ze świata Marvel Cinematic Universe. O udziale Bruce’a Bannera trąbiły wszystkie materiały promocyjne, więc spokojnie mogę o nim napisać. Ponowne pojawienie się Marka Ruffalo wypada ciekawie i naturalnie, a aktor po raz kolejny ma szansę pokazać, jak dobrze czuje się w swojej roli. Pozostali goście niech pozostaną dla widza niespodzianką. Zdradzę jedynie, że wiemy, kiedy dokładnie rozgrywa się akcja „She-Hulk” i co dzieje się w czasie trwania akcji serialu w innych częściach globu. Takie osadzenie akcji jest ciekawe i mimowolnie wplata serial w szerszą tkankę Marvel Cinematic Universe, będąc równocześnie serialem osobnym i w sporej mierze samodzielnym. Występy gościnne, choć fajne i angażujące, rzeczywiście stanowią dodatek do perypetii samej Jennifer i She-Hulk, więc akcenty zostały bardzo dobrze wyważone. „Mecenas She-Hulk” już od pierwszych scen wciąga do swojego świata, ale im dalej w las, tym ciekawiej.

"Mecenas She-Hulk" - kadr z serialu
fot.

fot. materiały prasowe Disney+

„Mecenas She-Hulk” mimochodem podkreśla szaleństwo multiwersum?

„Mecenas She-Hulk” jest więc w swoim punkcie wyjściowym serialem prawniczym, co zostaje zresztą kilkakrotnie wypowiedziane wprost z ekranu. W tym kontekście niezmiernie ciekawym smaczkiem jest fakt, że w odcinku drugim na ekranie telewizora w knajpie wyświetlany jest serial… „Ally McBeal”. Dobór serialu nie dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że jest chyba najsłynniejszym amerykańskim serialem o prawniczce w roli głównej. Tylko co zrobić z faktem, że w tym serialu przed laty grał Robert Downey Jr., czyli ekranowy Tony Stark? Kwestia serialu, pojawiającego się w tym samym uniwersum, wydaje się tworzyć więc pewnego rodzaju paradoks. Choć twórcy MCU od czasu „Avengers: Koniec gry” i „Lokiego” wprowadzili do świata przedstawionego Warianty i alternatywne linie czasowe, pojawienie się „Ally McBeal” może stanowić o pewnym szaleństwie multiwersum. Czy oznacza bowiem, że Marvel znalazł sposób na ponowne pojawienie się Downeya Jr. na ekranie? Będzie mógł po prostu grać siebie/aktora występującego w „Ally McBeal”? Patrząc, co twórcy „WandaVision” zrobili z jedną ze słynnych postaci, nie można wykluczyć takiego rozwiązania. Migawka z tego serialu, poza oczywistym faktem nawiązania do słynnego dzieła, wydaje się wręcz nastawiona na takie fanowskie rozważania. Na pewno pojawienie się serialu nie jest przypadkowe, bo twórcy Marvela doskonale wiedzą, w jaki sposób fani Uniwersum będą analizować podobne smaczki.

„Mecenas She-Hulk”: oceniamy najnowszy serial Marvela

Pierwsze cztery odcinki ogląda się z nieskrywaną radością i zaangażowaniem, gdyż sposób bycia głównej bohaterki zwyczajnie przyciąga do ekranu. Serial utrzymany jest w lekkim, komediowym tonie, a fakt, że opowiada o prawniczce, pokazuje też nowe oblicze MCU, nad którym się nie zastanawialiśmy. Co więcej – sama bohaterka zastanawia się nad rzeczami, które mogą nurtować fanów produkcji Marvela, co tym szybciej wzbudza ich sympatię. Tattiana Maslany świetnie czuje się w swojej roli i od jej kreacji czuć lekkość i duże pokłady serca, włożone w postać. Pierwsze cztery odcinki, które otrzymałem do recenzji, są świeże, angażujące i ciekawe. Co więcej – pokazują też jak wielkie możliwości kryją się jeszcze przed serialem Marvela i zapowiadają, że może czekać nas prawdziwa jazda bez trzymanki. Oby tak dalej!

Ocena: 8/10

loader

PS. Po napisach końcowych każdego odcinka pojawia się krótka scena po napisach.

PS2. Tak, jak w „Moon Knightcie”, tak w „She-Hulk” na ekranie pojawiają się specjalne kody QR, które można zeskanować, aby za darmo otrzymać numer komiksu poświęconego bohaterom.

Czytaj także: FEST Festival 2022: Najlepsze koncerty tegorocznej edycji [RELACJA i TOP7]

RadioZET.pl

She-Hulk - Tatiana Maslany - kadr z serialu Marvela
8 Zobacz galerię
fot. Disney+/materiały promocyjne