Zamknij
Matteo Brunetti
fot: Wojciech Olkusnik/East News

Włoch z polskiego MasterChefa: Polska jest 15 lat przed nami

Maciej Walasek
Maciej Walasek Redaktor Radia Zet
16.06.2022 09:33

Czułem, że w Polsce mam więcej możliwości w kontekście rozwoju personalnego czy zawodowego i rzeczywiście tak było. Dla mnie i wielu osób, które znam, Polska daje więcej możliwości. O ile wy, Polacy narzekacie na ich brak, w porównaniu do Włoch i tego, w jaki sposób jest to zagospodarowane, to rzeczywiście Polska jest około 15 lat do przodu - mówi Matteo Brunetti, finalista 6. edycji programu „MasterChef”.

Maciej Walasek: W Italii macie fantastyczną pogodę, wyśmienite jedzenie, a tu nagle Włoch postanawia opuścić kraj i przeprowadzić się do Polski. Co skłoniło Cię do wyjazdu?

Matteo Brunetti, finalista 6. edycji programu "MasterChef": Przyjaciele, rodzina, piękne krajobrazy, a tutaj ta szara Polska (śmiech). Przez całe życie mówiłem, że mogę przeprowadzić się wszędzie, tylko nie tutaj. W końcu pojawiła się okazja do wzięcia udziału w MasterChefie. Poszło jak poszło i zdecydowałem się wykorzystać tę szansę, którą dostałem. Na początku postanowiłem zostać w Polsce na pół roku, tak na próbę. Po sześciu miesiącach, przedłużyłem pobyt na kolejne sześć i tak już to trwa, że jestem tu 4,5 roku.

Łatwo było opuścić Włochy?

Właśnie nie. Głównie z powodu wszystkich czynników, które wcześniej wymieniliśmy: pogoda, regionalne produkty, ludzie itd. Jednocześnie czułem, że w Polsce mam więcej możliwości w kontekście rozwoju personalnego, czy zawodowego i rzeczywiście tak było. Dla mnie i wielu osób, które znam, Polska daje więcej możliwości. O ile wy, Polacy narzekacie na ich brak, w porównaniu do Włoch i tego, w jaki sposób jest to zagospodarowane, to rzeczywiście Polska jest około 15 lat do przodu.

Kiedy przedłużałeś swój pobyt w Polsce, to jak długo musiałeś przyzwyczajać się do naszych zwyczajów, kultury itd.?

Do tej pory się przyzwyczajam (śmiech), zwłaszcza pod kątem rytmu dnia i jedzenia. We Włoszech jemy słodkie śniadanie, później jest jakaś przekąska tak koło 11:11:30. Potem mamy porządny obiad, najczęściej makaronowy koło 13. Po dwóch godzinach znowu coś przegryzamy, a następnie o 18 jest aperitif i kolacja między 20 a 21. Kiedy przeprowadziłem się do Polski nie mogłem zrozumieć, że sporo osób je kolację o 19, a nawet o 18. Jak umawiałem się ze znajomymi na spotkanie, to strasznie się dziwiłem, kiedy proponowali godzinę 18, zwłaszcza kiedy myślałem, że zobaczymy się gdzieś w okolicach 21, czy nawet 22. Dla mnie to normalne godziny wyjścia po kolacji, a tutaj o 22 większość już śpi. Nie potrafię powiedzieć, że wychodzę wieczorem, mając w głowie, że chodzi o godzinę 18:00.

To jest właśnie ten element, który najbardziej Cię zaskoczył w Polsce, czy jest coś jeszcze?

Na pewno pozytywnym zaskoczeniem było dla mnie poczucie bezpieczeństwa, jakiego tu doświadczyłem. Mieszkając w Rzymie byłem przyzwyczajony do tego, że gdziekolwiek chodzę, nawet w normalne miejsca, w których jest sporo ludzi, i tak muszę mieć oczy dookoła głowy i obserwować, czy nikt mi nie kradnie portfela lub zegarka. W Polsce naprawdę jest bezpiecznie. Wierzę, że, gdybym zgubił portfel, to ktoś, kto by go znalazł, oddałby mi go. Ogólnie w waszym kraju widać dużo policji na ulicach, przez co przestępstwa nie są tak widoczne, jak we Włoszech.

Świetnie mówisz po polsku. Twój tata jest Włochem, a mama Polką. To przy niej nauczyłeś się tak płynnie rozmawiać, czy bardziej był to efekt przeprowadzki do naszego kraju?

Moja mama od małego uczyła mnie polskiego, ale nie mówiłem tak dobrze, jak teraz. Dopiero w Polsce mogłem szlifować język, dzięki pracy w mediach. Oczywiście nadal zdarzają mi się błędy, zwłaszcza kiedy coś pisze. Jednak i tu notuje postępy, głównie dzięki technologii i autokorekcie. Jest tylko jedna rzecz, której na pewno się nie nauczę.

Mianowicie?

Interpunkcja. Urodziłem się we Włoszech, więc wiem, jak się pisze z interpunkcją włoską, ale ona wygląda zupełnie inaczej, niż polska. Czasami, jak czytam teksty napisane po polsku, zastanawiam się "dlaczego to jest tak napisane?".

Możliwości w kuchni są nieograniczone. Kiedy już znasz podstawy gotowania, masz ochotę na danie, które przyjdzie ci do głowy. Gdy je robisz i ci wychodzi, wiesz, że tworzysz coś, co cię satysfakcjonuje, zadowala

Uwielbiasz gotować i jednocześnie trudno jest Ci sobie wyobrazić życie bez makaronu. Jakbyś musiał zrezygnować z jednej z tych rzeczy, to co byś wybrał?

O kurczę... czyli jeżeli zrezygnuje z gotowania, to znaczy, że ktoś będzie gotował dla mnie (śmiech). Czyli mógłbym zrezygnować z gotowania!

Co jest takiego w gotowaniu, pracy w kuchni? Czym to jest dla Ciebie?

Na pewno możliwość odkrywania nowych smaków i nie chodzi tu tylko o kuchnię włoską, ale azjatycką, która jest olbrzymia, meksykańską, czy indyjską. Przez cały czas odkrywasz nowe smaki, a możliwości w kuchni są nieograniczone. Kiedy już znasz podstawy gotowania, masz ochotę na danie, które przyjdzie ci do głowy. Gdy je robisz i ci wychodzi, wiesz, że tworzysz coś, co cię satysfakcjonuje, zadowala. Sam zapewniasz sobie poczucie dobra z jedzenia.

W jednej z rozmów powiedziałeś, że z polskich dań najbardziej nie zasmakowała ci zupa owocowa...

To wynika z tego, że we Włoszech mamy kuchnię, której podstawą są świeże produkty: warzywa i owoce. Kulturowo chodzi o to, że wolimy zjeść np. świeży owoc, niż go jeszcze przerobić. Dla nas on już jest dobry taki, jaki jest. A jak jest jeszcze w formie zupy, gdzie we Włoszech w ogóle ich nie jemy, to takie połączenie bardzo się ze sobą gryzie. Tak jak ma to się z makaronem z truskawkami.

Co byś polecił swoim rodakom z polskiego jedzenia?

Zupę grzybową, różne rodzaje pierogów, żurek i może regionalne produkty takie jak oscypek, wędliny i kabanos. Kabanos na bank! Taki dobry, swojski jak za dawnych czasów. Pamiętam z dzieciństwa, kiedy babcia ze strony mamy przyjeżdżała do Włoch i otwierała walizkę. W domu natychmiast pojawiał się ten charakterystyczny zapach wędzonego mięsa. Z moim bratem zawsze rzucaliśmy się na te kabanosy. Nawet, kiedy babcia przyjeżdżała w środku nocy, potrafiliśmy się nimi rozkoszować, nie zwracając uwagi na godzinę.

Mam znajomego pochodzącego z Hiszpanii. Kiedy przyleciał do Polski, nie chciał spróbować ogórków kiszonych, bo uznawał, że to zepsuty produkt. We Włoszech macie podobnie?

Tak.

Czyli zakładam, że też nie chciałeś ich zjeść.

Jadłem, ale zdecydowanie mi nie smakowały. Dla nas to też jest coś zepsutego. We Włoszech kluczem jest świeżość. Nie ma potrzeby kiszenia. Kilka lat temu była taka moda na kiszone składniki, ale bardziej pod kątem restauracyjnym. Takie dania były bardziej używane jako dodatek, niż podawane w dużych ilościach.

Matteo Brunetti na planie programu Dzień Dobry TVN
fot. MATEUSZ GROCHOCKI/Dzien Dobry TVN/East News

Tradycyjne polskie dania najczęściej są tłuste, wysokokaloryczne. Zwracasz uwagę na to, co jesz czy się tym nie przejmujesz?

I to i to. Kiedy mam okazję spróbować czegoś nowego, to w żaden sposób się nie ograniczam. Podajmy za przykład smalec aromatyzowany. Chętnie go spróbuję, mimo że wiem, że to sam tłuszcz. Jednocześnie z przyzwyczajenia do włoskiej kuchni, gdzie jemy dużo warzyw i owoców, zdrowo się odżywiam. Włoska kuchnia to nie tylko makaron i pizza, ale wiele innych dań. Zdrowe jedzenie samo przychodzi, ale to kwestia nawyków i przygotowania składników. Na przykład, kiedy mamy owoce, które są na granicy zepsucia, warto je pokroić i zamrozić, bo wtedy mają najwięcej aromatu podczas odmrażania. Mam tu na myśli takie owoce jak maliny, mango czy papaja. Staram się jeść sezonowo, bo wtedy wiadomo, że składniki mają najwięcej wartości odżywczych. Właśnie na ten temat rozmawialiśmy ostatnio z Jagną Niedzielską i Davidem Gaboriaudem w moim podcaście "Bondziorno".

To kolejny projekt z zakresu gastronomii?

Pomysł z podcastem już od jakiegoś czasu miałem z tyłu głowy. Długi czas pracowałem nad nim, żeby go stworzyć. To długofalowy projekt - dałem sobie minimum rok i przez ten czas na pewno będę nagrywał podcasty. Ze względu na inne obowiązki, postawiłem sobie za cel wrzucania nowego odcinka co dwa tygodnie. To będą nagrania w stylu amerykańskim - dużo osób i spokojne rozmowy bez tematów tabu. To otwarty projekt na wszelkie sprawy i nie jest stricte związany z kuchnią. Wiadomo, że ona będzie się pojawiać, ale ostatnio mieliśmy parę dziewczyn: Karolinę Brzuszczyńską i Agnieszkę Skrzeczkowską...uff udało mi się dobrze wypowiedzieć te nazwiska (śmiech) i temat LGBT. Teraz szykuję odcinek o body positive. To zawsze będą aktualne tematy.

Odnajdujesz się w tej roli?

Muszę poznawać gości, trochę bawię się w prowadzącego i bardzo mi się to podoba. Czuję się swobodnie i przede wszystkim normalnie, gdzie jest w tym pewna część mnie: człowiek otwarty na ludzi, tematy, życie - jak na prawdziwego Włocha przystało! Nie nastawiam się na nic, chcę czuć się zadowolony z tego co stworzyłem i upewnić się, że to dobrze oddziałuje na innych. Jestem autentyczny w tym, co robię, a to w świecie mediów jest najważniejsze.

O tę autentyczność chciałem dopytać. Masz prawie 900 tys. obserwujących na TikToku i twoje nagrania cieszą się potężnym zainteresowaniem. W swoich filmikach, w których pokazujesz jak ugotować daną potrawę jest wiele śmiesznych wątków. Czosnek nazywasz zabójcą wampirów, na papryczkę chilli mówisz Red Hot Chilli Peppers, a na passatę pomidorową Volkswagen Passata. Skąd ci się to wzięło?

Przez długi czas, kiedy jeszcze nie kręciłem filmików, stwierdziłem, że inne materiały kulinarne, które oglądałem są strasznie nudne. W sieci jest pełno tradycyjnych, długich nagrań, w których tłumaczy się wszystko krok po kroku – jak kroić itd., a ja nie chciałem tego powtarzać. W pewnym momencie natknąłem się na amerykańskiego twórcę, który gotował szybko, bez długiego gadania i to mi się spodobało. Sam zacząłem tak robić, ale w tym wszystkim brakowało mnie. Na co dzień mam mocno sarkastyczne poczucie humoru i bez końca rzucam sucharami, dlatego podjąłem próbę przenieść to na Polskę, bo we Włoszech już tak robiłem. Można to porównać do gry w kalambury - mówisz słowo i od razu masz skojarzenie. Chociaż początki były ciężkie, czułem, że im bardziej obieram ten kierunek takiego opowiadania o procesach gotowania i składnikach w śmieszny sposób, tym bardziej pomagam połączyć to wszystko widzom.

W tym wszystkim czuję się w pełni sobą, gdzie gotowanie jest moją pasją. Poza tym mogę podzielić się fajnymi i szybkimi pomysłami na posiłki. Do tego dochodzi ta komiczność, którą wcześniej trudno było mi przekazać w polskim języku.

Nigdy nie miałem okazji zadać tego pytania prawdziwemu Włochowi. Powiedz, co myślisz o ludziach jedzących pizzę z ananasem?

O kim? (śmiech). Może lepiej o tym nie rozmawiajmy. Pizza z ananasem nie jest pizzą, ale jeśli komuś smakuje, to niech ją je, ale niech nie wspomina o tym żadnemu Włochowi. Oczywiście pizza z kurczakiem, czy jakimiś sosami, to też nie jest pizza i może na tym poprzestańmy.

Matteo Brunetti - finalista 6. edycji programu "Masterchef". Włoch, który od kilku lat mieszka w Polsce, spełniając się w swojej pasji - gotowaniu. Poza tradycyjną włoską kuchnią lubi eksperymentować. Podróże łączy z poznawaniem nowych smaków. Zyskał sympatię widzów niesamowitym poczuciem humoru.

Maciej Walasek
Maciej Walasek

Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Łódzkim. Sportem pasjonuje się od dziecka. Od lat śledzący wydarzenia ze świata piłki nożnej, siatkówki, Formuły 1 i skoków narciarskich. Gdy tylko ma okazję, dzieli się sportowymi wydarzeniami z każdym, kogo napotka na swojej drodze. Uparcie wierzy w sukces polskich piłkarzy na mundialu i tytuł mistrza świata F1 dla Roberta Kubicy. Kiedy okazało się, że na karierę sportowca jest już za późno, postanowił, że zamiast medali, będzie dostarczał kibicom samych dobrych wiadomości o sukcesach polskich zawodników na sport.radiozet.pl.
Prywatnie miłośnik aktywnego spędzania wolnego czasu, podróży i dobrej muzyki.
Twitter: @maciej_walasek
E-mail: maciej.walasek@radiozet.pl