Zamknij

Wojciech Bojanowski i Marcin Wyrwał o wojnie w Ukrainie. „Pamiętam strach w jej oczach”

08.08.2022 15:25
Wojciech Bojanowski Marcin Wyrwał
fot. screen YouTube Onet Styl Życia, i-Images/Eyevine/East News

Wojciech Bojanowski i Marcin Wyrwał byli gośćmi Akademii Sztuk Przepięknych na festiwalu Pol’and’Rock. Korespondenci wojenni opowiedzieli o tym, co widzieli oraz co spotkało ich w Ukrainie. Nie o wszystkich historiach podzielili się do tej pory z mediami.

Wojciech Bojanowski z TVN24 powiedział, że kamizelka kuloodporna jest dla niego strojem roboczym. Wspomniał, że niebezpieczne sytuacje wcale nie dzieją się głównie na ostrzeliwanym froncie. „Najwięcej niebezpiecznych sytuacji dzieje się przypadkiem, gdy jedziesz, rozmawiasz z kimś, coś filmujesz i nagle nad twoją głową latają rakiety” – tłumaczył dziennikarz. Podczas jednej z relacji na żywo przeżył to na własnej skórze i nie krył przerażenia.

Zobacz także: Ukrainka przeżyła obóz w Ołeniwce. Opowiada o zbrodni Rosjan: „Słyszałam krzyki, próbowali zatuszować tortury”

Wojciech Bojanowski i Marcin Wyrwał wspominają pracę podczas wojny w Ukrainie

- Niechcący znalazłem się pod ostrzałem. Mieliśmy z operatorem farta, bo się schowaliśmy na przystanku. Słuchaliśmy wybuchów pocisków. 300 metrów od nas był taki Włoch, który pił z nami wino poprzedniego dnia w hotelu. On się schował w okopie. I miał pecha – wspominał Wojciech Bojanowski.

Reporter przyznał, że źle przeszedł powrót z wojny w Ukrainie do „szarej rzeczywistości”. Jego życie osobiste ucierpiało i nie obyło się bez terapii.

- Gdy przeżyjesz takie ekstremalne sytuacje, jak ostrzał moździerzami, to później kolory mają wyraźniejsze barwy, a dźwięki są lepiej słyszalne. Można się od tego uzależnić. I nagle musisz wrócić z frontu do szarej rzeczywistości, kupić buty w galerii handlowej czy iść na kawę na sojowym latte. Nieszczególnie sobie z tym poradziłem. Takie sytuacje ryją banię. Rozpie*rzyłem przez to swoje życie osobiste dosyć konkretnie. Poszedłem więc na terapię – tłumaczył Wojciech Bojanowski.

Wspomina, że relacjonował między innymi „podziemne życie” w stacjach metra w Kijowie. Widział dziewczynkę, która opiekowała się trójką szczurów. Do tej pory pamięta strach w jej oczach: „Tam dzieci umierają matkom na rękach”.

Wojciech Bojanowski tłumaczył, że chociaż żyjemy w czasach, gdzie prawie każdy ma telefon, to korespondenci wojenni są potrzebni. Jeżdżą w miejsca objęte konfliktem, aby „wyłowić jakiś element, który może wywołać emocje u widza”. Marcin Wyrwał również przytoczył historię, którą trudno mu wymazać z pamięci.

- Byliśmy na pustym, ekskluzywnym osiedlu w Kijowie. W pewnym momencie jeden z żołnierzy powiedział, że musi iść do mieszkania znajomych i zobaczyć, czy wszystko w porządku. Weszliśmy tam, a na podłodze były dwa ciała - starszego i młodszego mężczyzny. Zginęli od rakiety. Znalazła ich tam kobieta - żona jednego z nich i mama drugiego. Napisała tylko karteczkę z imieniem, nazwiskiem i adresem każdego z nich, aby przypadkiem nie trafili do bezimiennego grobu, gdy ktoś ich znajdzie. Przyczepiła te karteczki do nogawek ich spodni. Potem wyjechała z miasta. Żołnierz zadzwonił do tej kobiety i powiedział jej, że z nimi wszystko w porządku, ciągle są w mieszkaniu. Było zimno, więc ciała były dobrze zakonserwowane – wspominał dziennikarz „Onetu”.

gwiazdy które działają charytatywnie
10 Zobacz galerię
fot. EAST NEWS